Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Zsieciowani, zabawieni, zagubieni...

Grzegorz D. Stunża, 28 Październik 15 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Narodowy Instytut Wizualny rozpoczął cykl wykładów i warsztatów dla rodziców pod hasłem „Zrozumieć pokolenie Z”. Miałem przyjemność wygłosić wykład podczas pierwszego spotkania, poprowadzonego przez Annę Derwich i Grzegorza Krause, które zatytułowałem „Generacja Z: zsieciowani, zabawieni, zagubieni”.
 

Pokolenie Z

  / fot. Philippe Put (Some rights reserved)


O wspomnianym pokoleniu miałem ochotę napisać już jakiś czas temu, ale dopiero zaproszenie do wygłoszenia wykładu sprawiło, że głębiej zanurzyłem się w tematykę. Właściwie trudno powiedzieć, że do tej pory pokoleniem Z się nie zajmowałem. Raczej nie czułem potrzeby wyróżniania tego rodzaju generacji i skupiałem się na kompetencjach medialnych, informacyjnych i cyfrowych młodych.

Poniższy wpis nie będzie jednak dotyczył osób przynależących do pokolenia Z, a raczej rodziców dzieci, które określa się tą etykietą. W trakcie mojego wystąpienia zadawano pytania, na które od razu starałem się odpowiadać i w efekcie wywiązała się żywa dyskusja z udziałem większości zgromadzonych osób. Kameralna przestrzeń kawiarni NInY doskonale się do tego nadawała. Co zaintrygowało rodziców? Na co zwróciłem uwagę, rozmawiając, sam będąc ojcem dwójki, która już teraz, w wieku jeszcze nawet nie przedszkolnym, ma dostęp do mediów?

Dyskusja była dynamiczna i moje wywody przerywane były dość często pytaniami, przedstawianiem punktów widzenia uczestniczek i uczestników. Trudno mi jednak przypomnieć sobie wszystkie wątki, jakie się pojawiły. Dlatego prezentuję poniżej kilka, które najmocniej utkwiły mi w pamięci.

Już dawno temu zastanawiałem się, jak można pilnować, by młodzi nie trafiali na tzw. niewłaściwe treści. Rozmowa i edukacja w zakresie krytycznego myślenia i oceny komunikatów może nie być wystarczająca. W badaniu „Dzieci sieci – kompetencje komunikacyjne najmłodszych” w ramach interpretacji przeprowadzonych wywiadów (grupa była zaledwie trzydziestoosobowa, dobrana na zasadzie dostępności i nie była reprezentatywna) zwróciliśmy uwagę na trudności w dostrzeganiu różnych form reklamowych i krytycznego odbioru treści. Podobne wnioski pojawiły się w ilościowym badaniu Fundacji Orange. Sami rodzice, z którymi rozmawiałem podczas spotkania, radzą sobie, a przynajmniej część z nich, ograniczając dzieciom dostęp do mediów. Dozowanie internetu, zakup komórki, kiedy będzie naprawdę potrzebna – nie są to praktyki, które do tej pory uważałem za szczególnie udane, ale jest to zdecydowany i wcale nie najgorszy sposób na oswajanie z mediami. Po warsztatach, jakie dwa lata temu prowadziłem z Anną Miler, kiedy nauczyliśmy uczniów klas IV-VI m.in. czyścić przeglądarkę i zakładać własne konta w systemie operacyjnym, zdaliśmy sobie sprawę, że nawet lekka przewaga dzieci w korzystaniu z technologii nad rodzicami, może mieć kiepskie skutki. Bo co mogą rodzice, dla których historia internetowa lub zarządzanie kontem były jedynymi możliwościami pilnowania dzieci? Jeśli rodzice nie mają edukacyjnego wsparcia, korzystają z prostych rozwiązań, które są skuteczne, chociaż mogą w dłuższej perspektywie np. wyostrzać dziecięcy, medialny apetyt. A jak to jest z owocami zakazanymi – wiadomo, nawet jeśli to tylko ludowa mądrość i prawdy w niej niewiele.

Rozmawialiśmy również o idolach współczesnych nastolatków. Niektórzy obecni wyrażali zdziwienie – jak to jest, że młodzi szaleją na punkcie kogoś, kto tylko gra w Minecrafta, pokazuje to w sieci, dorabiając się przy tym grubej kasy. Mnie również trudno to zrozumieć, ale wiem, że mojej fascynacji Freddiem Mercurym i Queen, we wczesnej nastoletniości, rodzice też nie rozumieli w pełni. Zwłaszcza, gdy śpiewałem co wieczór razem z zespołem, dając koncert na pół bloku (w sumie dzięki temu było jasne, kiedy zaczęła się u mnie mutacja, ponieważ zacząłem skrzypieć i fałszować). Co ciekawe, mama, która rzuciła temat niezrozumienia współczesnych gwiazd, przyznała, że ona i koleżanki kochały się w swoich ulubionych celebrytach. Nie chciałbym, żebyście pomyśleli, że uważam różnice między dawniej a dziś za prosty schemat międzypokoleniowego sporu czy tylko „zapomniał wół, jak cielęciem był”, ale wydaje mi się, że wiele zmartwień rodziców dałoby się w ten sposób wytłumaczyć. Młodzi są młodzi. Fascynują się tym, co istotne dla nich, dla grupy rówieśniczej i co jest akurat modne. Można udawać, że przynależało się do subkultury (lub kultury – zobaczcie np. wywiad z Pawłem Czekałą z zespołu The Analogs) ze względu na swoją wyjątkowość, niezrozumienie otoczenia itp., ale często były to estetyczne wybory związane z modą i ofertą muzyczną dla nastolatków. Obecnie, w świecie większej ilości poprzeplatanych ze sobą mediów, subkultury nie budują się już tylko na muzycznym rdzeniu (chociaż kiedyś też nie było to wcale aż takie proste, jak zasugerowałem i co w dyskusji o kulturze przewija się w przytoczonym wyżej wywiadzie).

Ciekawą formą regulacji dostępu jest szukanie dzieciom rozrywek. Wspólne granie w planszówki, oglądanie filmów czy programów, wyjścia z domu i tak dalej. Zastanawiam się tylko, czy w poszukiwaniu alternatyw dla mediów, które są dla młodych na czasie i wokół których często koncentruje się ich społeczne, dziecięce lub nastoletnie życie, nie przesadzamy. Naginanie młodego drzewa w inną stronę niż wieje wiatr, może się skończyć przeciwnie, niż zakładamy. Oczywiście organizowanie dzieciom zajęć, zapełnianie wolnego czasu działaniami edukacyjnymi lub rozrywkowymi o charakterze edukacyjnym, jest jak najbardziej wskazane. Gorzej, gdybyśmy próbowali młodych zajmować tylko tym, co z naszej perspektywy istotne. Tyle że rodzice nie doradzają. Raport „Kompetencje cyfrowe młodzieży w Polsce (14-18 lat)” pokazał to dość wyraźnie, a autorzy zwrócili uwagę na rosnącą tendencję rezygnacji z doradzania, wraz z wiekiem nastolatków. W gimnazjum jest kiepsko, w liceum jeszcze gorzej. Może to wynikać z braku odpowiednich kompetencji, zawierzeniu stereotypom, że młodzi tacy medialni i wszystko mogą sami, ale również – na co zwrócił uwagę jeden z ojców – z niedopuszczania rodziców do głosu. Bo co możemy młodym zaoferować, jeśli „ogarniają” interfejsy, budowa sprzętu jest dla nich mało istotna i fascynują się grami, a serwisy, w których toczy się ich społeczne życie mają „w małym palcu”? Możemy wiedzieć więcej, możemy mieć szerszy ogląd rzeczywistości i bardziej krytyczne nastawienie wynikające choćby z doświadczenia życiowego, a i tak możemy nie mieć oferty dla nastolatków. Młodszym dzieciom łatwiej coś zaproponować, a przynajmniej narzucić w mniej lub bardziej widoczny sposób (chociaż jak patrzę na moją upartą od pewnego czasu dwulatkę, mam wątpliwości).

Luka międzypokoleniowa polegająca na braku kontaktu w sprawach technologii, które stanowią podstawę rzeczywistości społecznej młodych oraz nieznajomość tego, co ich aktualnie „kręci” i czemu się poświęcają, kieruje nas w stronę popkultury. Piszę o tym już od ładnych paru lat i właściwie mój ogląd sytuacji nie ulega wyraźnej zmianie – popkultura jest istotną częścią życia nastolatków, a do tego ma bardzo dynamiczny charakter i jest potencjalnym kluczem do młodych umysłów. Przy czym świat szybko się zmienia. Nie chodzi już tylko o umiłowanie określonego piosenkarza czy bohaterki komiksów, gier itp. Oferta popkulturowa jest szersza niż kiedykolwiek, produkcje mają charakter transmedialny i jeśli trudno nam pojąć, jak ktoś, kto publikuje filmy z własnych sesji grania w gry, może być idolem, jesteśmy baaaardzo daleko od swoich dzieci i ich rówieśników. Właściwie jestem w stanie zaryzykować, że większość współczesnych rodziców, nawet jeśli mają kontakt z nowymi mediami i korzystają z nowych technologii, ma spojrzenie „starych ludzi”, przyzwyczajonych do starych, analogowych mediów. Paradoksalnie, jednocześnie zapomnieliśmy, jak było dawniej i w jaki sposób sami korzystaliśmy z oferty medialnej i komunikacyjnej. Przy czym, nawet gdybyśmy pamiętali - nigdy nie żyliśmy w rzeczywistości podobnej do dzisiejszej rzeczywistości młodych. To nas odróżnia. Można oczywiście sobie jeszcze roić, że jako trzydziestolatkowie, a do tej grupy wiekowej należę, dorastaliśmy z siecią i w sieci, jak pisał kilka lat temu Piotr Czerski. I może nasze sieciowe doświadczenia były szersze niż dawniej, pomimo węższej oferty sieciowych mass mediów, za to bardziej egalitarnej sieci dla tych, którzy mieli do niej dostęp. Nie korzystaliśmy wcześniej z sieci, która tak łatwo uwodzi, która kreuje liderów opinii i trendów dla zysku. Komunitariańska, hakerska czy nawet dawna biznesowa sieć, to dzisiaj wspomnienie. Przypomina mi się, kiedy z gimnazjalistami testowaliśmy grę „Twoje prawa w sieci”. Pojawianie się haseł jak „Nasza Klasa” czy Gadu Gadu budziło rozbawienie i może dalekie wspomnienie… sprzed kilku lat. Nie jesteś trendy – nie masz o czym z młodymi gadać. I coraz trudniej może być nam dotrzeć do młodych, bo… po prostu nie jesteśmy młodzi a ich świat pędzi, może w otchłań, a może po prostu innym torem, w każdym razie szybciej niż nasze dorosłe, pragmatyczne potrzeby korzystania z technologii. I to pomimo faktu, że my również mocniej i częściej niż kiedyś korzystamy z sieciowych rozrywek. Może warto w analizach wziąć pod uwagę bańki filtrujące i może nigdy nie będziemy już mieli platformy międzypokoleniowego spotkania?

Chwilowo kończę pesymistycznie, ale że to pierwszy wpis poświęcony pokoleniu, które być może istnieje lub jest tylko wymysłem do lepszego sprzedawania towarów, pozwalam sobie na czarnowidztwo i swobodne rozmyślania.

 

Redakcja i korekta językowa – Justyna Zborowska-Stunża

 
 

* * *


 
 O autorze:

Grzegorz D. Stunża
fot. Ana Matusewicz

 

Grzegorz D. Stunża

jestem doktorem nauk społecznych w zakresie pedagogiki i na co dzień pracuję jako adiunkt w Pracowni Edukacji Medialnej w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Gdańskiego. Główny obszar moich zainteresowań to szeroko rozumiana edukacja medialna. Staram się łączyć pedagogiczne poszukiwania z kulturoznawczymi inspiracjami (spędziłem nawet semestr na studiach II stopnia z zakresu kulturoznawstwa), zajmować nie tylko teorią i prowadzeniem badań, ale także działaniami praktycznymi i aktywistycznymi. Ostatnio fascynuję się medialabami i biorę udział w budowaniu w Medialabu Gdańsk przy Instytucie Kultury Miejskiej w Gdańsku. Poza tym zdarza mi się współpracować jako ekspert z zakresu edukacji medialnej z Narodowym Instytutem Audiowizualnym, Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Fundacją Nowoczesna Polska.

 Tekst pierwotnie ukazał się w serwisie http://edukatormedialny.pl/ i jest dostępny na licencji CC BY-SA 

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
foto

róża(Gość) z: http://www.klamerka.pl/52-1-milosne.html, 01 Listopad 15 12:29

Młodzi uciekają w świat wirtualny, bo tam jest im łatwiej, bezpieczniej. Szczególnie tym, którzy nie są społecznie przystosowani do przebywania w grupie. Niektórzy nie umieją nawet rozmawiać albo nie czują się w tym komfortowo. Kwestia też rodziców, ich odpowiedzialności za "wychowanie" dzieci.

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Szkoły niepubliczne skrzywdzone? STO interweniuje w sprawie dotacji

Redakcja portalu 14 Wrzesień 2019

30 lat wolności - zapraszamy na konferencję dla nauczycieli!

Redakcja portalu 13 Wrzesień 2019

HFPC pyta Ministerstwo Edukacji Narodowej o sytuację uczniów z niepełnosprawnościami

Redakcja portalu 07 Wrzesień 2019

Startuje II edycja Konkursu #cojaczytam

Redakcja portalu 06 Wrzesień 2019

Narodowe Czytanie 2019

Redakcja portalu 05 Wrzesień 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej