Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Uczeń w składzie porcelany. Czyli o tym, że z szacunkiem do przedmiotów nie ma co przesadzać

Ryszard Bieńkowski, 02 Listopad 17 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Cztery obrazki obyczajowe.

Pierwszy. Ulubioną zabawką mojej żony była lalka z porcelanową głową. Może nie porcelanową w sensie ścisłym, ale w każdym razie z tworzywa, które mogło się stłuc, więc trzeba było się z lalą obchodzić ostrożnie. Dlatego stała wyeksponowana w witrynce (czyli za szkłem meblościanki w pokoju rodziców), z której była wyciągana z rzadka, za to z wielką ostrożnością.
 

Zabawa lalką polegała na czesaniu jej blond loków, poprawianiu pięknej sukni oraz zdejmowaniu i nakładaniu pantofelków. Do codziennej zabawy miała moja żona oczywiście inne lale, mniej dystyngowane i pewnie nie tak drogie. A czasy były takie, że ładnych zabawek nie było zbyt wiele. Ta lala była zagraniczna, przywieziona w prezencie, więc siłą rzeczy lęk przed uszkodzeniem był większy.


Nieskrępowaną zabawę zastąpiła duma z posiadania pięknej rzeczy – to też jakieś emocje, ale już jednak inne. Moja żona ma tę lalkę do dziś, choć jej nie eksponuje za szkłem meblościanki, bo z upływem lat rysy na porcelanowej twarzy nieco wyblakły, włosy się trochę skołtuniły, a sukienka przestała być nieskazitelna. No i nie jest już wyjątkowa, bo w sklepach można przebierać w lalkach z porcelanowymi główkami.

I drugi obrazek. Ulubioną zabawką mojej córki była szmaciana zeberka Zuzia – maskotka, którą dostała w zerówce razem ze swoim pierwszym podręcznikiem. Zuzia w wersji rysunkowej była zresztą bohaterką tego podręcznika. Fenomen Zuzi polegał na tym, że stała się też bohaterką niemal każdej zabawy mojej córki. Stosownie ubrana brała udział w podwieczorkach urządzanych dla Zuź koleżanek, przebierała się w dziesiątki strojów szytych własnoręcznie przez moją córkę, jeździła na skuterku (bezpiecznie, bo w kasku, który pożyczał jej lalka Ken), skakała na bungee i ze spadochronem, brykała konno (przypominam, że sama była zebrą), pływała łódką w basenie i nurkowała w batyskafie z butelki, a potem schła, leżąc w mini leżaku z patyków i chusteczki do nosa. Poddawała się licznym operacjom (ratującym życie – kiedy wysypały się jej kuleczki z brzucha i trzeba je było zastąpić pokawałkowaną gąbką – i upiększającym, kiedy okazało się, że uśmiech, nos i brwi sprały się w kąpieli). Sama też bywała lekarką, kiedy fachowej pomocy wymagały inne pluszaki. Grała rolę kocięcia naszej kotki, która nota bene podczas tej zabawy najczęściej spała i nie miała pojęcia, kogo akurat „karmi”… Zabaw z Zuzią nie zliczę. Trwały przez kilka lat, a i potem maskotka nigdy na dłużej nie znikała z zasięgu wzroku. Na początku fotografowałem różne wcielenia Zuzi i tych zdjęć dokumentujących jej poczynania aż do momentu, kiedy przestałem to robić, uzbierało się może ze 100. Niedawno Zuzia znowu zaczęła się pojawiać na widoku w pokoju mojej córki. Właściwie nie wiadomo, z jakiej okazji została wyjęta z kartonu (a moja córka jest już w liceum), ale z pewnością nie przypadkiem.

Mam nadzieję, że córka nie przeczyta tego tekstu, bo zbyt wiele jej tajemnic już zdradziłem. Ale skoro zacząłem, to jeszcze jeden obrazek z życia mojego dziecka. Od początku, od tego pierwszego podręcznika aż do dziś, fatalnie obchodzi się z podręcznikami. Już po miesiącu użytkowania wyglądają jak niegdysiejsze książki telefoniczne w publicznej rozmównicy. Pozaginane rogi, pogięte kartki, podrapane okładki, przekoszone i przełamane grzbiety. Wszystko, czego można by się spodziewać po podręcznikach, które przeszły przez ręce złego ucznia, a na dodatek łobuza. Tyle, że moja córka jest dobrą uczennicą, a przy tym jest (zazwyczaj) grzeczna i miła. Tajemnica poniszczonych podręczników jest taka, że moje dziecko (córka polonisty) korzysta z nich w sposób daleki od wzorca. Zabiera je z sobą w najróżniejsze miejsca, czyta w drodze do szkoły, w poczekalni u lekarza, na ławce podczas spaceru z psem, na plaży albo pod kocem (zależnie od pory roku) – nie dlatego bynajmniej, że jest szczególnie pilna i nie może rozstać się z nauką, ale po prostu takie ma nawyki, dzięki którym zostaje jej więcej czasu na przyjemniejsze rzeczy. Bywa też, że w podręcznikach bazgrze. Wylanych na nie napojów i rozgniecionych w teczce drożdżówek nie policzę. Kiedyś używała podręczników do zabawy – na przykład, gdy Zuzia potrzebowała namiotu. (Ciekawe po kim ma taki stosunek do, bądź co bądź, książek? Co prawda zdarzało mi się wpychać podręczniki i zeszyty do rękawów szkolnego munduru, gdy nie chciało mi się nosić teczki, ale przecież ona o tym nie wie.) Z całą pewnością jej sposób na pracę z podręcznikiem to nie nauka przy biurku z elegancko rozłożoną na blacie książką.
 

Ale też i podręcznik nie jest zwykłą książką, której co do zasady należy się szacunek. Podręcznik to książka użytkowa, jak sama nazwa wskazuje – „podręczna”, plecakowo-podpachowa. Dlatego nie mam nic przeciwko temu, żeby traktowała ją bez takiej estymy, z jaką traktuje się inne książki. Może mają rację ci, którzy mówią o zaletach postrzegania wielozmysłowego, skoro miętolenie podręczników nie odbiło się źle na wynikach w nauce mojej córki?


I na koniec czwarty obrazek obyczajowy – z najbliższej współczesności. Kolega opowiadał mi, jak pomagał ostatnio córce w lekcjach. Przez przypadek dotknął czubkiem długopisu kartki w nowym podręczniku – tak, że została na niej niebieska kropka. Dziewczyna w krzyk: „Co ty robisz? Zwariowałeś? Co ja teraz powiem pani? Zniszczyłeś mi książkę”. I tak przez cały wieczór. „Nie umiesz pomagać”, usłyszał jeszcze. Koniec końców kupił córce drugi zestaw podręczników. Uznał, że warto ściągnąć z barków nastolatki ten ciężar odpowiedzialności za powierzone mienie, który towarzyszył jej przy każdorazowym otwieraniu tych niby podręcznych książek.

Ciekawe, ile dzieci przechowuje podręczniki wypożyczone ze szkoły w witrynce za szkłem meblościanki. Ewidentnie wróciły czasy grzecznych dzieci, które potrafią uszanować piękne i wartościowe przedmioty. Tylko czy są jeszcze takie dzieci?

 



* * *
 

 

 O autorze:
Ryszard Bieńkowski
fot. Jakub Swerpel
 

Ryszard Bieńkowski

Jest polonistą, choć sam nie ma pewności, dlaczego wybrał akurat te studia. Mógłby powiedzieć, że zawsze lubił czytać, ale by skłamał, bo książki docenił dopiero w szkole średniej. Z konieczności uczył się tam elektromechaniki, więc dla przyjemności musiał polubić co innego. Padło na literaturę. Duża w tym zasługa jego nauczycielki oraz kolegów, z którymi wymieniał się książkami. Widać z tego, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć czytać książki, ale trzeba uważać, bo nie wiadomo, dokąd to zaprowadzi.

Wiadomo natomiast, dlaczego na polonistyce wybrał specjalizację folklorystyczną, a potem zajął się poetyką pieśni ludowych. Stało się tak, ponieważ jest chłopem – z dziada pradziada. Od 20 lat związany jest z wydawnictwami edukacyjnymi, w których robił najróżniejsze rzeczy (długo by opowiadać). Sam też był wydawcą. Od czasu do czasu wykłada. W GWO zajmuje się pisywaniem – opisywaniem, wpisywaniem, dopisywaniem itd. Pisuje z różnych powodów, zwykle po to, żeby przybliżyć czytelnikom wydawane książki. Pisze też o czytaniu – razem z koleżanką i kolegą wymyślili i prowadzą grę promującą czytanie Między nami czytelnikami. Pisze więc o książkach i o czytaniu. Ma chłop całkiem przyjemną robotę, prawda?

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego: 
https://blog.gwo.pl/uczen-w-skladzie-porcelany/

Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej