Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Tęsknota za mistrzem

Jarosław Klejnocki, 06 Listopad 15 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Jakość edukacji wykuwana jest w codziennej pracy rzesz nauczycieli. Im wyższe – choćby statystycznie mierzone – ich profesjonalne przygotowanie, sprawność metodyczna, pedagogiczna i merytoryczna, tym lepsze efekty. Choć jednak generalny poziom nauczania zależy od zbiorowego wysiłku i ogólnego poziomu pracy pedagogów, to wartością dodaną w edukacji są wybitne indywidualności; owi legendarni nauczyciele podstawówek i tytularni profesorowie liceów.
 

Dawni uczniowie przechowują w pamięci ich postaci, dając temu wyraz w publikowanych nekrologach, wspomnieniach, pamiątkowych księgach szkół czy wreszcie zwykłych opowieściach. Każde miasto i każda niemal szkoła szczycą się legendarnymi osobowościami nietuzinkowych nauczycieli, którzy mieli wpływ na kolejne pokolenia absolwentów.

Wybitni nauczyciele w dawniejszych czasach, sięgających jeszcze PRL-u, odznaczali się charyzmą, która promieniowała na uczniów. A jednocześnie byli na ogół ludźmi na swój sposób ekscentrycznymi i – co tu kryć – zazwyczaj trudnymi. Jeden z najbardziej znanych warszawskich polonistów – Ireneusz Gugulski – zwykł prowadzić lekcje metodą wykładu (obecnie uznawaną za najmniej skuteczną), przechadzając się po klasie i paląc jednocześnie jednego papierosa za drugim (sic!). W prywatnym życiu nie stronił od kieliszka, co przekładało się na ciężkie do zniesienia wahania – dla kolegów z pokoju nauczycielskiego oraz podopiecznych – nastrojów i emocji w pracy; czynił naruszające godność uczniów uwagi i komentarze, a także – jak można wyczytać ze wspomnień jego niegdysiejszych wychowanków – zwykł wygłaszać teksty, które dziś uznane by były co najmniej za seksistowskie, jeśli nie zahaczające o mobbing. A jednak fascynował i zarażał miłością do literatury i szerzej – sztuki. Liczni jego uczniowie są dziś znanymi badaczami, publicystami, dziennikarzami, artystami. I wielu z nich mówi, że to właśnie kontakt z „Gugulem” ich ukształtował, zaangażował w kulturę, nauczył samodzielnego myślenia, zdopingował do samorozwoju.

W moim liceum – warszawskim XLII LO im. Marii Konopnickiej na Mokotowie – taką rozpoznawalną osobą była polonistka Teresa Wiśniewska. Mocno zaangażowana w działalność opozycyjną, a potem solidarnościową, internowano ją po ogłoszeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku. Dostaliśmy potem, po kilku miesiącach, sprawdzone przez nią nasze wypracowania, które czytała już w karnym odosobnieniu. Były opatrzone pieczątką komendanta żeńskiego obozu w Gołdapi; do dziś nie mogę sobie darować, że ich nie zachowałem. Teresa, bo tak o niej mówiliśmy między sobą, była autorytarna, apodyktyczna, charakterna i choleryczna. Baliśmy się jej niebotycznie, a jednocześnie wyczekiwaliśmy każdej kolejnej lekcji języka polskiego z prawdziwą ekscytacją, choć podszytą też obawą. Bo też jak ona potrafiła mówić o literaturze! Jak pobudzała naszą wyobraźnię, jak potrafiła zachęcić do własnej interpretacji – którą szanowała nawet wtedy, gdy taka nie zgadzała się z jej osobistą! I była też nonkonformistycznym wychowawcą: bez strachu mówiła o ludzkiej godności i potrzebie wolności. Jawnie krytykowała panujący system polityczny, choć jednocześnie – jako miłośniczka Piłsudskiego – preferowała (a nawet starała się nam go narzucać!) historyczne dziedzictwo sposobu myślenia Marszałka o rzeczywistości dwudziestolecia międzywojennego.

Podobnie wielcy akademicy. Słynni uniwersyteccy profesorowie – jak Klemensiewicz, Kotarbiński, Wyka, Krzyżanowski, by przywołać tylko tych wybranych z dziedzin humanistycznych – to byli prawdziwi „książęta nauki”, przechadzający się w nimbie sławy i szacunku, w otoczeniu licznych akolitów, całego „dworu” asystentów i wyznawców. Na ich wykłady ściągały tłumy, samo zaliczenie w poczet magistrantów kogoś takiego poczytywano już za sukces i zaszczyt jednocześnie. A wszak często byli to ludzie kontrowersyjni i niełatwi w obyciu. Julian Krzyżanowski, jak wspomina w swojej książce „Błagam, tylko nie profesor” (Iskry 2015) długoletni dyrektor Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie Janusz Odrowąż-Pieniążek – był potwornym mizoginem, wygłaszającym publicznie kompletnie nieakceptowalne – z dzisiejszego punktu widzenia – komentarze na temat licznych kobiet obecnych w nauce. Taka postawa zapewne złamałaby mu karierę w teraźniejszych czasach, a przecież nikt w zasadzie nie kwestionuje jego pozycji i dorobku w polskiej powojennej humanistyce.

Wybitny i charyzmatyczny nauczyciel to ten, który niekoniecznie musi być uwielbiany przez uczniów czy słuchaczy. Musi jednak być człowiekiem niepospolitym, promieniującym pasją, a często też mądrością życiową. To ktoś, kto ma własne zdanie i potrafi je uargumentować oraz w sporze, którego nie unika, obronić. To jednocześnie ktoś, kto buduje swój autorytet nie tylko wiedzą czy kompetencjami, ale także osobowością. To wreszcie ktoś, do kogo uczniowie i studenci mają po prostu zaufanie. Największy komplement, jaki może spotkać nauczyciela, to ten, kiedy przychodzą do niego, często zdesperowani, rodzice ucznia z tekstem w stylu: „Niech pan coś zrobi z naszym synem, panie profesorze, bo nas kompletnie nie chce słuchać, a ciągle tylko powołuje się na pana”.

Młodzi ludzie potrzebują mistrzów. To właśnie nauczyciele, poza najbliższą rodziną, przez długi czas są dla dzieci i młodzieży emblematycznymi przedstawicielami świata dorosłych i to na nich spoczywa znacząca część odpowiedzialności za to, z jakim wizerunkiem tego świata młodzi ludzie ruszą w swą samodzielną życiową drogę. A jednocześnie taki nauczyciel powinien zdawać sobie sprawę, że jest tylko pośrednikiem, akuszerem dobrych pomysłów i działań – by sparafrazować Sokratesa. Nie powinno być więc większej satysfakcji dla mistrza, gdy jego uczeń przerasta go (w osiągnięciach, karierze, pozycji społecznej, naukowej czy innej). To jest właśnie koronny dowód na dobrze wykonaną przez niego pracę.

Współczesne systemy edukacyjne stawiają na uśrednioną, możliwie najwyższą  jakość nauczania dla wszystkich oraz na sprawność kompetencyjną – zarówno uczniów, jak i nauczycieli. To zapewne pozytywna tendencja, ponieważ nastawiona jest na równościowe rozwiązania i eliminację wykluczeń, a jej podstawy buduje dbałość o kompetencje. Obowiązujące w kulturze, życiu społecznym, a zatem także w szkolnictwie, standardy obyczajowe, wychowawcze, merytoryczne piętnują – coraz bardziej, dobitniej i, co pewnie najistotniejsze, skuteczniej – postawy i zachowania skrajne, dziwaczne, ekscentryczne, a przede wszystkim naganne, to znaczy ufundowane na nietolerancji czy nieposzanowaniu godności człowieczej.

Współcześni nauczyciele są lepiej przygotowani (wykształceni, wdrożeni, ukształtowani) do pracy niż ich poprzednicy w dawniejszych latach. I nauczanie, patrząc en bloc, generalnie funkcjonuje coraz sprawniej, mimo – wciąż jednak licznych – niedoróbek i niedostatków.

A jednak pozostaje, tytułowa, tęsknota za mistrzami. W systemie szkolnictwa, który jawi się coraz bardziej jako usługa obliczona na skuteczność, ewaluowana na dodatek statystycznie – czemu hołdują choćby globalne testy PISA – zatraca się dbałość o wielkie dydaktyczne indywidualności. Soren Kierkegaard opisał ongiś paradoks dotyczący co prawda artystów: „kierunkowskaz nie idzie drogą, którą sam wskazuje”. Według duńskiego filozofa twórca nie musi koniecznie przestrzegać we własnym życiu reguł czy wartości, które – mówiąc współczesnym językiem – promują, lansują jego dzieła.

Może więc analogicznie rzecz powinna się mieć z funkcjonowaniem wybitnych pedagogów we współczesnym systemie szkolnictwa, gdzie normą jest zdefiniowana na konkretnym gruncie kulturowym (światopoglądowym, religijnym, obyczajowym) polityczna poprawność? Może powinniśmy nie tylko tolerować, ale też hołubić oraz dmuchać i chuchać na nauczycieli, którzy wyłamują się ze schematów, statystycznych ujęć , a może także powszechnych norm, jeśli tylko są wybitnymi dydaktykami i pedagogami?

Ba! Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić?



* * *

 
 O autorze:

Jarosław Klejnocki
fot. Bartłomiej Kwasek /StacjaPR

 

Jarosław Klejnocki

współautor (wraz z Barbarą Łazińską i Dorotą Zdunkiewicz-Jedynak) podręczników do nauki języka polskiego w szkołach ponadgimnazjalnych (Słowa i teksty). Wieloletni nauczyciel języka polskiego, związany z Kuratorium Oświaty i Wychowania, egzaminator – weryfikator Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Warszawie. W latach 1991-1992 konsultant w Centralnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli. Obecnie jest adiunktem na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego (specjalizuje się m.in. w metodyce nauczania) oraz dyrektorem Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie.

Artykuł pochodzi z portalu analiz i opinii www.project-syndicate.pl

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej