Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Standaryzacja, unifikacja, normy, wzorce i algorytmy działań - w efekcie nikomu nieprzydatny formalizm

Danuta Adamczewska-Królikowska, 24 Listopad 13 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Z tą tendencją spotykamy się niemal na każdym kroku. Gdziekolwiek byśmy się obrócili – otacza nas stos przeróżnych dokumentów, przepisów postępowania. Ktokolwiek wdrażał jakąś procedurę ma w pamięci zapisy szczegółowych działań, których spełnienia i koniecznie opisu oczekuje się od wykonawcy, a on sam więcej czasu, uwagi i zaangażowania musiałby poświęcić na wypisywanie tych bzdur, niż faktyczną dbałość o powodzenie całości.

Gdy pracowałam w urzędzie, a ten (jak niemal każdy) chciał się pochwalić certyfikatem ISO ileś tam, to nikt nie zastanowił się, nie zapytał mnie i ewentualnych osób, na rzecz których pracowałam (nie mam tu na myśli moich zwierzchników, ale tych, którzy owocami mojej pracy byli ściśnięci w gorset formalnych uwarunkowań), czy mi to pomaga, czy przeszkadza, w jakim stopniu to usprawnia pracę moją i mego otoczenia, a przede wszystkim, czy faktycznie sprzyja osiąganiu zamierzonych celów. Wdrażając pewien projekt informatyczny dwoiłam się i troiłam, by spełnić wszystkie wymogi jakiegoś tam Standardu X-coś tam (bo takie były warunki zapisane w przetargu), by na koniec odpuścić sobie, bo ani wykonawca, ani zleceniodawca nie robiliby nic innego tylko opisywali w szczegółach swoje procedury, kontakty itp., a rzeczywisty projekt leżałby odłogiem.

Standaryzacyjna miotła ogarnęła już niemal wszystkie sfery naszego życia. I nie mam nic przeciwko ustalaniu i trzymaniu się norm tam, gdzie one mogą, a nawet powinny funkcjonować – sama jestem z pierwszego wykształcenia technikiem technologiem cukiernikiem i uczono mnie konstruowania norm jakości surowców i produktu gotowego. W życiu są jednak takie sfery, choćby: pasja, uczciwość, zaangażowanie, odpowiedzialność – tego nie da się w prosty sposób przeliczyć na gramy, czy skale. W edukacji jak w żadnej innej dziedzinie dwa przeciwstawne podejścia: unifikacja i indywidualizacja tkwią w zwarciu wzajemnie wykluczających się przeciwieństw. Każdy uczeń to odrębna indywidualność, o indywidualnych potrzebach, a system edukacji to zbiór zunifikowanych celów, sposobów postępowania, wreszcie norm. Gdy chcemy sprawdzić jak system działa to niemal automatycznie mamy na uwadze przestrzeganie norm, przepisów, formalnych regulaminów i standardów. Ktoś powie, że wypisuję bzdury lub jestem niedouczona, bo na każdym kroku spotyka się w tych formalnych dokumentach zapisy o konieczności indywidualizowania w edukacji. Zapisać można wszystko, ale to nie ten zapis będzie decydował o sposobach realizacji, a warunki i system, który tej indywidualizacji będzie sprzyjał lub ją krępował.

Ale my nie tylko w dziedzinie edukacji, ale w każdej innej sferze wykazujemy przemożną wiarę w sprawczość słowa pisanego. Jak jest problem, to mamy natychmiast jedyne rozwiązanie – jeszcze jeden nakaz, schemat, instrukcja, rozporządzenie – podpisujemy i otrzepujemy łapki z radosną ulgą dobrze spełnionego obowiązku. I tylko dbamy o to, by nie nazwać tego w y t y c z n y m i, bo to ma nie kojarzyć się ze znienawidzonymi komuszymi czasami, jednak jeśli jabłko nazwę śliwką, nie oznacza, że zacznie ono smakować jak śliwka.

Wiara w sprawczość pisanego słowa weszła nam już do krwioobiegu – efektywność działań naszych parlamentarzystów liczymy liczbą wydanych ustaw, poszczególnych posłów porównujemy liczbą ich interpelacji, nieważne, że do pustych krzeseł, że o sensie wypowiadanych tam słów nie wspomnę, wszak sens jest niepoliczalny i dla wielu niejednoznaczny, więc poddajemy ocenie to, co policzalne.


Oto przykład takiego standardowego, schematycznego myślenia o problemie:

Spada poziom umiejętności matematycznych wśród młodzieży! Lud domaga się krwi i padają najprostsze z diagnoz – bo nie docenia się matematyki w systemie, bo wycofano matematykę jako obowiązkową na maturze... więc ludowi dano powszechną łyżeczkę do mieszania herbaty – parę podpisów, minimum organizacyjnych zmian i po kłopocie. Tylko od tego powszechnego mieszania herbata wcale nie chciała być słodsza, bo w niej cukru ani odrobiny więcej nie było. Na to też jest rada i to też za pomocą pióra, czy klawiatury – wystarczy zmienić normę cukru w herbacie i wszystko gra, niektórzy się nie połapią, a jeśli nawet, to się im powie, że za duży poziom cukru w naszych czasach jest niezdrowy i wystarczy go mniej.

Pomimo swego ścisłego wykształcenia, a może właśnie dzięki niemu, byłam od początku przeciwna temu ruchowi, bo wprawdzie system końcowej oceny może wpłynąć na sam proces do jej dochodzenia, ale ważne jest – co i jak potem sprawdzamy i w końcu, to nie on jest tu główną przyczyną zła. Tą przyczyną według mnie jest schematyzm i traktowanie matematyki, jako odizolowanej dziedziny z otaczającą ją próżnią, jakby tylko na lekcjach matematyki kształtowało się myślenie matematyczne, a fizyka i pozostałe dziedziny przyrodnicze i nie tylko przyrodnicze, jak choćby gra na instrumencie, to nie? To one były niegdyś polem do ćwiczeń w rozwijaniu matematycznych umiejętności, a z tego je odarto w imię schematów – niech fizyk będzie rozliczany za fizykę, a nie za nieudolnego kolegę matematyka. Tak jakby otaczająca nas rzeczywistość składała się z kilku, góra kilkunastu akademickich typów klocków lego, niezależnych bytów niewpływających na siebie.

To właśnie wprowadzenie takiej jak dziś powszechnej zunifikowanej matematyki na maturze jest jedną z podstawowych przeszkód – takie autorskie podejścia do tego przedmiotu, jakie opisywał Bogdan Miś (Bogdan Miś: Jaka matematyka dla humanistów?) jest teraz niemożliwe, bo matura sprawdza teraz schematy, a nie faktyczną znajomość tej dziedziny. Nie ma też teraz miejsca dla idei fizyki dla humanistów, którą do końca życia propagował profesor Grzegorz Białkowski, po jego śmierci nie znalazł się potem już nikt, kto by tej idei tak jak on bronił.

Schematyzm myślenia pogłębia się. Pomimo deklaracji, że teraz to będzie mniej pamięciowego materiału, a więcej logiki i umiejętności kluczowych (ach jak ten przymiotnik pięknie brzmi w nowomowie), w gruncie rzeczy nasi milusińscy nadal ćwiczą pamięć, tylko może już mniej o faktach, a o schematach. Faktów znają mniej, a myślenie zostało wtłoczone w gorset schematów. To bardzo niebezpieczne zjawisko, bo po pierwsze daje ułudę zmian na lepsze, a po drugie miesza pojęcia, bo datę, czy nazwę geograficzną, jeśli powinnam ją znać, ja na prawdę muszę zapamiętać, ale wnioskowanie i rozwiązanie zadania już do tej sfery nie przystaje.
 

To było już dawno temu, siadłam w domu do powolnego zgodnego z tokiem myślenia ucznia, rozwiązywania zadań na konkurs fizyczny (by sprawdzić ile czasu im to powinno zająć), a mój 10-letni syn też postanowił, że on to rozwiąże. Gdy w 5 minut podał mi wynik, a ja dopiero żmudnie wypisałam dane i szukane, pomyślałam, głuptasek, to nie takie proste. Ale gdy i ja uzyskałam taki sam wynik, dopiero wtedy zainteresowałam się – jak on to zrobił? Oczywiście uruchomił logiczne myślenie, a nie schematy, których nie znał.

Gdy doszedł już do siódmej klasy jego mózg został przestawiony systemem na schematy i już tak łatwo nie potrafił ich rozwiązywać. Od tamtej pory nigdy już więcej nie uczyłam tych „danych, szukanych i wzoru, z którego korzystamy”, a moi uczniowie, nawet ci słabsi osiągali zadziwiająco dobre wyniki. W szkole średniej było gorzej, bo ich musiałam tych schematów oduczać.

Pozostawał jednak dylemat, czy nie robię im krzywdy, bo gdy natrafią na schematowców, to zostaną źle ocenieni. Z tego zresztą powodu moja córka miała przykrości, bo dobrze wykonane zadania z chemii, oceniane były źle z adnotacją – „to nie tą metodą” – chemicy też mają swoje ulubione schematy, a to na krzyż, a to znów ukochane proporcje mechanicznie bez zrozumienia.  Ale prawdziwe problemy zaczęły się dla mnie, gdy przyszedł czas Wielkiej Unifikacji, bo tu każde zadanie otwarte ma swój schemat, którego każdy element daje podstawę do uzyskania punktów. Czasem w tej testowej manii wolę dobrze ułożone pytania zamknięte, niż zadania otwarte obwarowane schematem, bo to on właśnie jest największym złem.
 

Gorset standardów, które próbujemy narzucić poszczególnym jednostkom jest największym grzechem systemowym. Standardowy uczeń nie istnieje, nie istnieje też standardowy nauczyciel. To tylko systemowe mrzonki, które nie są jego elementem, ale wrzodem i zasłoną dymną, za którą można ukryć naszą głupotę, usprawiedliwić niekompetencję i bezmyślność oraz podbudować w sobie pozorne poczucie spełnienia obowiązku, bo co złego to nie my, my napisaliśmy wszystko tak, by było dobrze, to inni schrzanili.

To nie są tylko nasze polskie dylematy, na tę unifikacyjną chorobę cierpi niemal nasz cały cywilizowany świat (szczególnie tzw. kultury zachodu). Może to postęp technologiczny spowodował, że zaczęliśmy się utożsamiać z elementami maszyny? Nie wiem, ale wiem, że w te trybiki wchodzimy coraz głębiej. Zapatrzeni na zachodnie wzorce ściągamy od nich to, co oni już dawno zauważyli, że nie działa i nie sprzyja osiąganiu zakładanych celów.
 

W połowie lat 90-ych brałam udział w spotkaniu z trójką naszych profesorów na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. Opowiadali o swojej pracy w amerykańskim zespole do spraw poprawy jakości kształcenia w tamtejszych szkołach. Mówili o swoich diagnozach (jakie spustoszenie spowodował ich powszechny system testowy, o tym, że brakuje w ich systemie elementów pracy zespołowej), a potem o wytyczonych kierunkach zmian i że w takim kierunku powinna pójść edukacja u nas. Wyszło na to, że Amerykanie poprosili polskich profesorów by pomogli im zdiagnozować ich system testowy, w wyniku prac uznali go za szkodliwy, po czym Polacy sobie taki szkodliwy system zaimplementowali. Tak to chyba tylko Polacy potrafią.
 

Jak czas potem pokazał nie tylko ja, ale i ci utytułowani profesorowie nie mieli na tyle siły przebicia, by tym złym wzorcom wciskającym się w naszą rzeczywistość zapobiec. Na pocieszenie pozostaje nam tylko to, że nie jesteśmy z tymi problemami osamotnieni – to cały nasz cywilizowany wzorowany na zachodzie świat tkwi w tym po uszy.

By to lepiej zilustrować gorąco zapraszam na 20 minut z Kenem Robinsonem – „Jak uciec z edukacyjnej doliny śmierci” – Niezbyt biegli w języku angielskim niech się nie zniechęcają – są polskie napisy...



***
 
 
 O autorce:
Danuta Adamczewska-Królikowska   

Danuta Adamczewska-Królikowska

Obecnie - nauczycielka chemii, fizyki i przyrody w Centrum Kształcenia Ustawicznego w W-wie. W latach 1996-1998 członek zespołu przy MEN d/s opracowania podstaw programowych.

Doświadczenia w zakresie edukacji biegną przez wszystkie szczeble i sfery działania: od przedszkola, przez szkołę podstawową, gimnazjum, liceum, technikum, zasadniczą szkołę zawodową; dla dzieci, młodzieży i dorosłych; z pozycji wielkiego miasta i małej gminy; z pozycji nauczyciela i kierującej szkołą, a także w tzw. nadzorze pedagogiczronnym i administracji samorządowej – każdy z tych elementów w wymiarze przynajmniej 3 lat praktyki.

Tekst ukazał się pierwotnie na stronach Niezależnego Portalu Dziennikarskiego "Studio Opinii" 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej