Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Rodzice odwołują reformę, czyli wielka batalia o sześciolatki

Karolina Krzysik, 03 Kwiecień 13 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Sześciolatki w szkole to gorący temat. Dyskutują o tym niemal wszyscy – rodzice, nauczyciele, politycy, pedagodzy, psycholodzy, samorządowcy. Ile grup interesów, tyle opinii, jednak wyraźnie da się zauważyć dwa przeciwne fronty – ścierają się ze sobą przeciwnicy oraz zwolennicy posyłania sześciolatków do szkoły. Czyje argumenty zwyciężą?


Ministerstwo Edukacji Narodowej chce wyrównywać szanse edukacyjne.

Od roku szkolnego 2009/2010 powoli zaczęto wdrażać reformę, zgodnie z którą sześciolatki rozpoczynają naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Od 1 września 2014 roku już wszystkie sześciolatki rozpoczną naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej. 

Przedstawiciele MEN forsując pomysł wcześniejszego rozpoczynania nauki szkolnej przez dzieci, przytaczają kilka podstawowych argumentów, opartych na różnych badaniach. 

Przede wszystkim twierdzą oni, iż te dzieci, które wcześniej rozpoczynają naukę w szkole, szybciej się rozwijają i osiągają wyższe wyniki w zakresie takich umiejętności, jak czytanie, pisanie i liczenie, aniżeli ich rówieśnicy, którzy kontynuowali naukę przedszkolną. 

MEN powołuje się na badania, z których wynika iż wpływ wieku dziecka jest znacznie słabszy niż efekt programu nauczania, a dzieci, które są stymulowane przez wcześniejsze rozpoczęcie edukacji szkolnej szybciej się rozwijają, w porównaniu do ich rówieśników z przedszkoli. 

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej, głównym celem reformy jest wyrównanie szans edukacyjnych polskich dzieci w konkurencji z uczniami z innych krajów Europy i świata, bowiem w opinii przedstawicieli MEN wyższe wyniki w nauce osiągają uczniowie tych krajów, w których dzieci rozpoczynają naukę nie później niż w wieku sześciu lat (wnioski wysnute na podstawie międzynarodowych badań PIRLS i TIMSS, realizowanych przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Mierzenia Osiągnięć Szkolnych (IEA).

Ministerstwo Edukacji Narodowej, które jest głównym pomysłodawcą i realizatorem tych zmian, zakładało że takie zabiegi jak roczne przygotowanie przedszkolne dla dzieci pięcioletnich, dostosowanie programów wychowania przedszkolnego do potrzeb i możliwości dzieci, które są adresatami tych programów oraz przeprowadzenie diagnozy gotowości szkolnej w roku szkolnym poprzedzającym termin możliwego rozpoczęcia przez dziecko nauki w szkole uczynią łatwiejszym proces wprowadzania reformy w życie. Jednak okazuje się, że reforma zaplanowana przez MEN spotyka się z licznymi obiekcjami, a jej sensowność jest poddawana pod wątpliwość.
 
 

Czarne chmury nad reformą - czy minister Szumilas manipuluje wynikami badań, dotyczącymi sześciolatków?

Ministerstwo Edukacji Narodowej, poszukując poparcia dla reformy, w wyniku której naukę w szkole miałyby rozpoczynać młodsze dzieci, chętnie sięga po wyniki badań, które udowadniałyby, że nie ma różnic w zakresie osiągnięć szkolnych pomiędzy młodszymi i starszymi dziećmi. Mniej ochoczo jednak resort edukacji podchodzi do badań, które przeprowadził Instytut Badań Edukacyjnych – agenda publiczna, nad którą nadzór pełni właśnie MEN.

Specjaliści pracujący w ramach IBE przeprowadzili dogłębną analizę wyników sprawdzianu szóstoklasisty oraz egzaminu gimnazjalnego (przeanalizowano wyniki 435 tysięcy uczniów z 2009 roku., 399 tysięcy wyników uczniów z 2010 roku oraz 372 tysięcy wyników uczniów z roku 2011). W efekcie badacze odkryli, iż uczniowie, którzy urodzili się w styczniu, osiągali na egzaminach lepsze wyniki niż ich koledzy urodzeni w późniejszych miesiącach. Wśród szóstoklasistów różnica punktowa wynosiła około 3 punktów, zaś w przypadku egzaminu gimnazjalnego wyniki różniły się o 1,5 punktu. W praktyce oznacza to, że miesiąc życia ucznia przekłada się na wzrost wyników na egzaminie,  czyli że występuje zależność między wiekiem dziecka a jego osiągnięciami szkolnymi.

Przedstawiciele Ministerstwa Edukacji Narodowej z rezerwą odnieśli się do tych wyników, zarzucając im wybiórczość i niską reprezentatywność. Jednak lekceważący stosunek resortu edukacji do badań IBE oraz fakt, iż minister Szumilas sama powołuje się na wybiórcze badania, obniża wiarygodność argumentów, jakimi MEN usiłuje popierać swoje stanowisko w kwestii edukacji sześciolatków.
 
 

Cukierkowa propaganda MEN - Superniania reklamuje reformę.

Ministerstwo Edukacji Narodowej, chcąc spopularyzować swoją wizję reformy oraz naprawić wizerunek, nadszarpnięty aferą z badaniami IBE, sięgnęło po narzędzia reklamowe.
 
 
 

Spot zachęcający do posyłania dzieci wcześniej do szkoły jest kolorowy, pogodny i... mało merytoryczny.. Występujące w niej osoby posługują się frazesami i nie odwołują się do konkretnych badań. Oprócz ładnej  oprawy, spot nie niesie za sobą wielkich wartości informacyjnych. Jeśli dodać do tego jeszcze fakt, iż pod spotem, opublikowanym w serwisie Youtube, Ministerstwo Edukacji Narodowej wyłączyło możliwość dodawania komentarzy, nie dziwi powszechna wśród internautów opinia, że to video jest niczym więcej, jak propagandą sukcesu, lansowaną przez MEN.

„Sześciolatki z powodzeniem zaczynają szkołę w większości krajów europejskich.”– mówi niekwestionowany autorytet w dziedzinie edukacji, aktorka Weronika Książkiewicz i dodaje: „Nie znam nikogo, kto żałowałby tej decyzji”. Wtóruje jej Dorota Zawadzka, znana także jako Superniania: „Wcześniejsza edukacja, to nie jest koniec dzieciństwa, to początek nowej, fascynującej przygody. Ja znam wielu, którzy zrozumieli, że warto.”
 
 

"Ratuj maluchy i starsze dzieci też!"

Z opiniami Doroty Zawadzkiej i Weroniki Książkiewicz z pewnością nie zgodziłyby się całe rzesze rodziców, którzy od kilku lat aktywnie protestują przeciwko reformie, wprowadzanej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Z oburzenia i oporu wobec zmian narodziła się akcja społeczna „Ratuj Maluchy i starsze dzieci też!”. 

Przeciwnicy reformy uważają, że niesie ona ze sobą więcej szkody, niż pożytku i że sześciolatki na pewno na zmianach nie skorzystają. Na poparcie swoich racji, przytaczają cały szereg argumentów. Uważają, że szkoły w Polsce nie są przygotowane do przyjęcia sześciolatków. Wiele budynków jest w złym stanie technicznym, sale nie są przystosowane do tego, żeby uczyły się w nich młodsze dzieci, co zagraża bezpieczeństwu najmłodszych. 
Nieprzygotowany na przyjęcia dzieci sześcioletnich do szkół jest także program nauczania, który nie w pełni respektuje wymagania, jakie przed nauczycielem stawia charakterystyka rozwojowa sześciolatka. Dzieci sześcioletnie nie zawsze dysponują taką umiejętnością koncentracji uwagi, aby efektywnie uczestniczyć w lekcjach, przejawiają także zwiększoną potrzebę ruchu, której nie są w stanie zaspokoić podczas lekcji, które wymagają od ucznia zachowania spokoju i dyscypliny. 

Osoby sprzeciwiające się reformie zauważają, że brakuje odpowiedniej ilości funduszy na to, aby tak zaawansowaną reformę wprowadzić w życie. 

Dodatkowo reforma ta odbija się negatywnie na funkcjonowaniu przedszkoli, bowiem regulacja wprowadzająca obowiązek edukacji przedszkolnej pięciolatków przyczyniła się do przepełnienia przedszkoli. W wielu przedszkolach brakuje miejsc dla dzieci trzy- i czteroletnich. Żeby znaleźć miejsce w przedszkolach dla wszystkich dzieci pięcioletnich, samorządy dokonują przenosin  sześciolatków do szkół, co w praktyce oznacza, że rodzic nie może dokonać wyboru, w jakiej zerówce będzie się uczyło jego dziecko. Konieczność posłania pociechy do zerówki szkolnej, która zapewnia krótszy czas opieki nad dzieckiem aniżeli zerówka przedszkolna, wpływa wybitnie dezorganizująco na życie zawodowe wielu rodziców.

Wśród argumentów kontestujących zasadność reformy można znaleźć też głosy dotyczące tego, że wcześniejsze posłanie dziecka do szkoły niepotrzebnie skraca jego dzieciństwo oraz
obniża jego szanse na odniesienie sukcesu edukacyjnego. 

 

Rodzice odwołują reformę.

W ramach akcji „Ratuj Maluchy i starsze dzieci też!” Stowarzyszenie i Fundacja Rzecznik Praw Rodziców 8 stycznia 2013 roku rozpoczęły zbieranie podpisów pod wnioskiem o ogólnopolskie referendum edukacyjne. Inicjatywa ma na celu przede wszystkim ostateczne odwołanie przez rząd reformy obniżenia wieku szkolnego oraz umożliwienie obywatelom podjęcia decyzji w innych ważnych tematach edukacyjnych. Każda osoba, która chce włączyć się w akcję, może wydrukować formularz i ulotkę informacyjną, znajdującą się na stronie internetowej www.rzecznikrodzicow.pl, podpisać się oraz zachęć do podpisu jak największą ilość osób. Wniosek o referendum może podpisać każdy pełnoletni obywatel polski, który ma prawa wyborcze. Po zebraniu jak największej liczby podpisów należy wysłać formularz na adres podany na stronie internetowej bądź przekazać go koordynatorowi akcji w danej okolicy.

W celu spopularyzowania akcji nakręcony został spot informacyjny, w którym wystąpili znani rodzice, tacy jak Aneta Zając, Dariusz Basiński, Jacek Borusiński, Marcin Dorociński czy Mariusz Jakus przedstawiają swoje stanowisko wobec reformy i pokazują, co można zrobić, aby przyłączyć się do akcji zbierania podpisów w sprawie referendum. Spot można obejrzeć w serwisie Youtube:
 
 



Jakie będą losy reformy?

Akcja zbierania podpisów potrwa jeszcze kilka miesięcy. Nie wiadomo, czy uda się zorganizować referendum i czy przyniesie ono oczekiwane przez przeciwników reformy rezultaty w postaci jej wycofania. Pewne jest jednak to, że problem wcześniejszego rozpoczynania edukacji przez dzieci sześcioletnie jeszcze przez długi czas będzie obecny w mediach. To dobrze, bo o tak ważnych kwestiach społecznych należy debatować.
 

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Koszty wychowania dzieci w Polsce 2019

Redakcja portalu 31 Maj 2019

Kolorowanki do kosza, czyli rozważania ostrożnego pedagoga

Jarosław Pytlak 30 Maj 2019

Polska edukacja w ocenie przedsiębiorców

Redakcja portalu 24 Maj 2019

Raport o finansowaniu oświaty w Polsce w latach 2004-2018

Redakcja portalu 23 Maj 2019

UNICEF: W Polsce zaledwie 39% dzieci rodziców o niskim statusie zawodowym deklaruje chęć dalszego kształcenia na poziomie wyższym

Redakcja portalu 22 Maj 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej