Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Reforma czy transformacja??

Marta Florkiewicz-Borkowska, 14 Czerwiec 13 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Dzisiaj chciałbym przybliżyć Wam pewną postać, o której istnieniu dowiedziałam się parę dni temu, a która myślę, że dzięki swojemu, jakże innemu, doświadczeniu edukacyjnemu, jest ważnym głosem w sprawie toczących się dyskusji na temat systemu edukacji, szkolnictwa, nauki.

Przedstawiam Państwu Francuza Andre Sterna, który jest gitarzystą, kompozytorem, informatykiem i fotografem. Między innymi. W związku z tym, że nie musiał w wieku 15 lat decydować się na jakiś konkretny zawód, mógł z biegiem czasu uzyskiwać specjalizacje w różnych dziedzinach. Andre nie określa ich jako „Job” czy też „hobby” – nazywa je „moje zawody” – kocha je, uważa, że są one poparte jego kompetencjami, a nie nabytymi kwalifikacjami, a o to chyba ostatecznie chodzi w życiu zawodowym.


Co jest w nim szczególnego?

Andre wychował się bez szkoły, całkowicie poza systemem. Mając 8 lat nie umiał pisać ani czytać, dziś włada płynnie 5 językami, ma wyuczonych parę zawodów oraz na całym świecie propaguje ideę uczenia się opartego na samokształceniu. Nie uważa, że taka forma jest idealna dla każdego, ale na pewno obecny system nie sprzyja nikomu. Swoje tezy popiera najnowszymi badaniami nad mózgiem, z których wynika, że najlepszym napędem do nauki jest zachwyt i zadowolenie. Najwięcej człowiek uczy się wtedy, gdy ten stan zadowolenia / frajdy / zabawy jest nieprzerywany. A jak jest w szkole?  Po 45 minutach następuje drastyczne przerwanie być może momentów największej frajdy w lekcji, czy też zajęciach.


Typowy tydzień z życia młodego Andre

Swoje dzieciństwo Andre określa, jako wypełnione doświadczaniem i zabawą. W jego postrzeganiu zabawa i nauka to synonim. Zdecydowanie stwierdza, że kluczowym w jego życiu był fakt, że był szczęśliwym i zadowolonym dzieckiem. Nie tracił energii i czasu na zajmowanie się przygotowywaniem do stresujących testów, czy też wyuczaniem wiedzy, która go w ogóle nie interesowała.

Tak oto wyglądał zwykły tydzień 12-letniego Andre: malowanie w terenie, kursy w różnych dziedzinach: 2 x 3 godziny obróbki metalu, 4 godziny fotografii (technika i laboratorium), 2 x 2 godziny tańca, 2 godziny przeznaczone były na treningi sportów walki, pozostałe kursy dotyczyły obróbki materiału oraz garncarstwo, algebra. Był także stałym bywalcem wieczorków autorskich poświęconych tematyce egiptologii, średniowiecza i socjologii. Edukacja Andre polegała przede wszystkim na oddawaniu się swoim pasjom, rozwijaniu swoich talentów, pogłębianiu swojej wiedzy w dziedzinach, które go interesowały. Wtedy mógł im poświęcać naprawdę wiele godzin w ciągu dnia.

Obserwując swoich rówieśników i inne dzieci zauważył, że na ich życie składa się przebywanie w szkole, podzielone na krótkie jednostki lekcyjne, niekoniecznie pokrywające się z ich zainteresowaniami. Jak mało oni wiedzą o prawdziwym życiu i jak mało tego prawdziwego życia jest w ich codziennym życiu...

Andre jest wdzięczny swoim rodzicom za to, że takie życie mu wybrali. Nie zamieniłby go na żadną inną szkołę.


Czy są jakieś minusy?

Oczywiście. Andre  przyznaje się, że ma bardzo duże luki w wiedzy, ale w przeciwieństwie do ludzi z „normalnego systemu edukacji”, on się tych luk nie wstydzi... nigdy nie był do nikogo porównywany, jego samego nigdy nie interesowało to, aby swoją wiedzę porównywać z wiedzą innych... Cały czas dostrzega nowe luki w wiedzy, ale może je w każdej chwili uzupełniać, kiedy jest taka potrzeba, uczy się na bieżąco... bo czego Jaś nie umie, tego Jan nauczy się w szczęściu


Podsumujmy

Andre Stern absolutnie nie podaje swojego przypadku jako wzoru do naśladowania. Nie uważa także, że szkoła powinna przestać istnieć. Uważa natomiast, że szkoła nie potrzebuje reformy, ale potrzebuje transformacji. Dlatego jest propagatorem idei wolnego kształcenia i nawołuje do otwarcia się na nowe formy edukacji. Uważa, że jego doświadczenie można wykorzystać i na jego podstawie budować edukację na nowo.

Patrząc codziennie na uczniów, obserwując ich, pracując z nimi często metodą projektu w ich i moim wolnym czasie, widząc ile frajdy im to sprawia i jak wiele uczą się w trakcie tych spotkań i działań – myślę sobie, że właśnie tego im trzeba. Uczenia się z frajdą, w trakcie działania, z wykorzystaniem ich talentów i indywidualnych zainteresowań. Tylko tyle i aż tyle!


Czy jest to w ogóle możliwe???



Inspiracją do napisania tekstu był artykuł w Beliner Zeitung oraz wywiad z Andre.


Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: 
superbelfrzy.edu.pl

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
foto

Piotr Bińczak, 15 Czerwiec 13 18:00

Zgadzam się, że nasz system oświaty potrzebuje raczej kompletnej transformacji dostosowanej do przemian XXI wieku, szczególnie w kwestii globalizacji, która wpływa na nasze życie każdego dnia, tylko nie zdajemy sobie z tego sprawy, albo nie myślimy o tym. Indywidualne podejście do każdego z uczniów jest jednym z elementów tej transformacji, gdyż wtedy pobudzamy młodych ludzi do większej kreatywności i samodzielności w sytuacjach wymagających tego. Nie powinniśmy brać przykładu z systemów kształcenia, które dążą do poróżniania ludzi, a raczej zachęcają do współpracy i szacunku wobec innych, jak również uświadomienia o wadze społecznej odpowiedzialności. W naszym systemie edukacji, Rząd wraz z MENem próbują wprowadzać pojedyncze reformy, które często są nietrafione i tak się zastanawiam, kto im dał prawo do eksperymentowania, które niesie za sobą zarówno duże koszty finansowe, jak poważne, często nieodwracalne negatywne zmiany wpływające na sposób myślenia młodych ludzi, którzy już niedługo będą wraz z nami, tworzyć wspólną rzeczywistość. Jeżeli brakuje im kompetentnych ludzi, którzy faktycznie chcieliby coś poprawić, a nie tylko spełnić się zawodowo, zachłystując realizacjami swoich często nietrafionych pomysłów, to może warto zmienić sposób myślenia i strategię w kwestii usprawniania efektywności naszej edukacji. A jeśli to się okaże niemożliwe (jest to bardzo trudne) to może warto wymienić pracowników na bardziej świadomych i inteligentnych, którzy wiedzą, co należy zmienić bądź wymienić w naszym systemie oświaty. Dyplomy i znajomości w kręgach urzędniczych bądź akademickich nie są receptą na lepsze jutro. Może warto czasami włożyć do kieszenie swoją dumę i otworzyć się bardziej na kooperację ze specjalistami również z innych krajów, w których system "trybi", a nie zgrzyta. Ale do tego trzeba wyczyścić hardware i zmienić software w głowie.

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Koszty wychowania dzieci w Polsce 2019

Redakcja portalu 31 Maj 2019

Kolorowanki do kosza, czyli rozważania ostrożnego pedagoga

Jarosław Pytlak 30 Maj 2019

Polska edukacja w ocenie przedsiębiorców

Redakcja portalu 24 Maj 2019

Raport o finansowaniu oświaty w Polsce w latach 2004-2018

Redakcja portalu 23 Maj 2019

UNICEF: W Polsce zaledwie 39% dzieci rodziców o niskim statusie zawodowym deklaruje chęć dalszego kształcenia na poziomie wyższym

Redakcja portalu 22 Maj 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej