Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Przyjąć perspektywę dziecka / ucznia

Marzena Żylińska, 16 Listopad 17 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Czy łatwo jest dorosłym przyjąć perspektywę dziecka?
 

Dzieci, co oczywiste, dużo mówią o szkole. Dzisiejsza szkoła najczęściej nie jest miejscem radosnej i przyjemnej nauki, w wielu przypadkach jest wręcz zaniedbana. Abstrahując od spraw powierzchownych, jak śmierdzące toalety, rozpadające się budynki i ciasnota, istnieją tam też namacalne problemy w sferze relacji międzyludzkich. (Pamiętajmy, że te słowa odnoszą się do niemieckich szkół - mż)

 

Wypalone dzieci
 

Za często dialog nauczycieli z uczniami nie przebiega tak, jak powinien. I nie chodzi o to, że uczniom brakuje poczucia, że nauczyciele są dostępni. Zbyt rzadko daje się im odczuć, że w rozmowach przyjmowana jest ich perspektywa i że zostają wysłuchani. Często relacja nauczyciel–uczeń naznaczona jest brakiem szacunku. W „Süddeutsche Zeitung” z 10 października 2014 roku pod tytułem Daleko­od­najlepszych­stopni (Von Bestnoten­weit­entfernt) opisywany jest sondaż przeprowadzony w Monachium, według którego ponad połowa uczniów sądzi, że ich nauczyciele uczą ich bardzo niechętnie, natomiast 90% nauczycieli zgłasza zadowolenie z wybranego zawodu. O co chodzi? (…) Szkoła już w pierwszej klasie zaczyna się od rozczarowań i z każdym rokiem jest gorzej, aż do przytłaczającego uczucia wysiłku, aż do wyczerpania, ponieważ dzieci mimo wszystko starają się dostosować.

Do kliniki profesora psychiatrii Michaela Schulte-Markworta trafiają coraz młodsi pacjenci. Na początku swojej książki pisze, że początkowo źle diagnozował dzieci i nastolatki, ponieważ do niedawna uważano, że depresja i syndrom wypalenia nie dotyczą tej grupy wiekowej. Dziś wiadomo już, że dotyczą, tylko nam dorosłym trudno to dostrzec i przyjąć do wiadomości. Nawet rodzice dzieci w bardzo ciężkim stanie często nie widzą problemu. Wielu dorosłych – i rodziców i nauczycieli – uważa, że dzieci, które nie wytrzymują presji „użalają się” nad sobą, że są szczególnie delikatne i przewrażliwione.

Profesor Michael Schulte-Markwort apeluje o zmianę podejścia i przyjęcie perspektywy dziecka. Musimy przestać mysleć wciąż o sobie i patrzeć na dzieci przez pryzmat naszych potrzeb.
 

Choroba ujawnia się w coraz młodszym wieku. Najmłodsi pacjenci chodzą do podstawówki. Ocena pokazuje, że tutaj depresja jest skutkiem wyczerpania, a nie odwrotnie.


(str. 102)

Autor książki „Wypalone dzieci” domaga się, byśmy jako społeczeństwo zmienili nasze podejście do dzieci,
 

żebyśmy przyjrzeli się warunkom, w jakich żyją i wywrócili je do góry nogami. Jesteśmy to winni naszym dzieciom. W końcu chcieliśmy je mieć. I każdego dnia – słusznie – cieszymy się nimi. Teraz musimy im coś oddać.


(str. 103)

Profesor Schulte-Marwort pisze o sytuacji niemieckich dzieci i nastolatków, które nie mogąc sprostać oczekiwaniom i wymaganiom dorosłych, zapadają na poważne choroby psychiczne. A jak wygląda sytuacja polskich dzieci? W badaniu Unicefu w zestawieniu dotyczącym satysfakcji z życia nasze dzieci znalazły się na 28 miejscu, przedostatnim, przed Rumunią. Niedawno w gazetach można było znaleźć dane dotyczące depresji u polskich dzieci i nastolatków. Są alarmujące. (Nie mogę znaleźć tych danych. Czy ktoś może nimi dysponuje?) Czy mamy zatem powód do zmartwienia, czy powinniśmy coś zmienić?

Dostaję ostatnio bardzo dużo maili i postów od rodziców, którzy opisują, ile ich dzieci muszą się uczyć po powrocie ze szkoły do domu. Dotyczy to również weekendów. Dziś napisał do mnie tata, którego córka jest uczennicą drugiej klasy gimnazjum. Po przyjściu do domu (piątek) oznajmiła, że o jakichkolwiek rodzinnych wyjściach powinien zapomnieć, bo ona musi się przygotować do 4 klasówek, które zapowiedziano na następny tydzień.

Ostatnio media donoszą o planach zamknięcia sklepów w dwa weekendy w miesiącu. Chodzi o to, by pracownicy sklepów mieli czas na życie rodzinne. A co z naszymi dziećmi i nastolatkami? Może one również powinny mieć czas na życie rodzinne? Może powinniśmy w imieniu uczniów domagać się dwóch wolnych weekendów w miesiącu? Pracownicy sklepów i tak są w lepszej sytuacji, bo za niedzielę, którą spędzili w pracy, dostają wolny dzień. Uczniowie na takie luksusy nie mogą liczyć. Po pracującej sobocie i niedzieli w poniedziałek znów pójdą do szkoły.

„Nie ma dzieci, są ludzie”, mówiła Janusz Korczak. Czy jesteśmy w stanie wprowadzić jego postulat w życie? Czy jesteśmy gotowi na to, by od dzieci i nastolatków nie wymagać więcej niż od ludzi dorosłych? Czy potrafimy przestać traktować je / ich jak narzędzia do zdobywania naszych celów i zaspokajania naszych ambicji. Chcemy, by nasze dzieci miały świadectwo z paskiem, którym będziemy mogli pochwalić się na facebooku, chcemy, by nasza szkoła zajęła dobre miejsce w rankingu. Aby to zrealizować musimy tylko zmobilizować do pracy nasze dzieci. Trochę presji jeszcze nikomu nie zaszkodziło! Gdyby nie było sprawdzianów, klasówek, testów, diagnoz i jedynek, to cały dzień leżałyby do góry brzuchem, albo grały w głupie gry na komputerze. Więc wywieramy presję, ale to wszystko przecież dla ich dobra. Bo szkoła powinna przecież przygotować do życia, a życie jest ciężkie.

Michael Schule-Markwort namawia do refleksji, zanim będzie za późno. Może zacznijmy od postulatu dwóch wolnych weekendów dla dzieci i młodzieży, które mogliby spędzić z rodzicami, którzy w te dni mogą odpocząć. Inaczej ludziom zatrudnionym w sklepach dwa wolne weekendy nic nie dadzą, bo nie ma życia rodzinnego bez dzieci.

Książkę „Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem” można zamówić przez stronę Wydawnictwa Dobra Literatura:
http://www.dobraliteratura.pl/ksiazka/269/wypalone_dzieci.html?ref=19

 


* * *


 
 O autorce:
Marzena Żylińska  

Marzena Żylińska

Zajmuje się metodyką i neuropedagogiką. Jest wykładowcą NKJO W Toruniu, studiów podyplomowych WSG "Neurodydaktyka z tutoringiem", prowadzi blog "Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce". W licznych publikacjach popularyzuje neurodydaktykę jako interdyscyplinarną dziedzinę nauki, opartą na badaniach mózgu, która stawia sobie za cel stworzenie nowych koncepcji pedagogicznych i inicjuje poszukiwanie przyjaznego mózgowi systemu edukacyjnego. Autorka książek "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych" oraz "Neurodydaktyka". Jej celem jest stworzenie modelu szkoły, w której uczniowie będą mogli w pełni wykorzystać swój potencjał i rozwijać talenty.

 

Teskt ukazał się pierwotnie na blogu autorki w serwisie www.budzacasieszkola.pl

budząca się szkoła

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
Aktualnie brak powiązanych artykułów.

REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

NIK wie lepiej. Czyli kłopoty z matematyką

Marcin Karpiński 16 Maj 2019

Taksonomia pytań a aktywność uczniów w świecie cyfrowych technologii

Witold Kołodziejczyk 12 Maj 2019

Co powinien robić nauczyciel?

Jarosław Bloch 06 Maj 2019

Kariera zawodowa nauczycieli w Europie - raport EURYDICE

Redakcja portalu 04 Maj 2019

Mity i fakty na temat edukacji seksualnej z perspektywy RPO

Redakcja portalu 02 Maj 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej