Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Pani minister się dziwi więc wyjaśniam, jak to jest z "Naszym elementarzem"

Tomasz Małkowski, 08 Listopad 14 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Choć nikt mnie o to nie prosił. A już na pewno nie biskupi, których opinia zdziwiła panią minister edukacji. Trudno, jak się jest biskupem, trzeba niejedno przełknąć.
 

Przejdźmy do zdziwienia pani minister. Zapytana o krytyczny stosunek episkopatu do Naszego elementarza, mówi:
 

Dziwi mnie, że ta krytyka pojawia się teraz. Wszystkie części elementarza były przecież poddane konsultacjom społecznym. Każdy za pośrednictwem strony internetowej mógł zgłosić swoje uwagi

A biskupi nie zgłosili. Leniuszki? Czy może sabotują dzieło reformy? Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że ostatnia część elementarza zawisła w sieci pod koniec sierpnia. Trudno oceniać niedokończoną książkę. Weźmy Potop bez trzeciego tomu – ktoś się podejmie?

Zwrócę też uwagę na znany skądinąd fakt, że biskupi nie są dydaktykami ze specjalizacją: nauczanie początkowe. Zamówili opinie ekspertów[1], a potem się do nich ustosunkowali. Zajęło im to niewiele ponad miesiąc. Czy to tak długo?

Jednak zdziwienie pani minister ma także inny wymiar.
 

Dziwi mnie też, dlaczego akurat pierwszy podręcznik, który nie powoduje wyrwy w skromnych budżetach domowych, spotyka się z taką krytyką biskupów. Nie przypominam też sobie, aby równie gorliwie przyglądali się ofercie wydawców komercyjnych.

No, tu się robi nieprzyjemnie. Można biskupów lubić albo nie, ale nie wolno stosować przeciwko nim zabiegów socjotechnicznych. Przekaz pani minister jest przecież taki: biskupi atakują podręcznik, który pozwala biednym rodzinom zaoszczędzić pieniądze. Nie mieli natomiast zastrzeżeń do drogiej oferty wydawnictw komercyjnych. Są więc nieczuli na biedę i nie rozumieją problemów zwykłych ludzi. Mało tego: odpłatne podręczniki musiały im z jakichś względów odpowiadać, skoro teraz tak krytykują bezpłatne. Każdy niech sobie sam dopowie, jakie to były względy.


A gdyby tak dokonać przewrotu kopernikańskiego w myśleniu i przyjąć do wiadomości, że Nasz elementarz to książka w najlepszym razie kiepska? Że miażdżą ją nie tylko biskupi, lecz także eksperci o najróżniejszych światopoglądach? I że nie da się napisać jednego podręcznika, który będzie odpowiedni dla wszystkich uczniów i nauczycieli?


Właśnie dlatego w ogromnej większości państw UE istnieje różnorodna oferta edukacyjna. Ale MEN wie lepiej, na kim się wzorować. Rosjanie też mają jeden podręcznik – i co, są głupsi od nas? A jak prezydenta kochają...
 

Pani minister pyta dramatycznie:
 

Czy zdaniem biskupów świat stanął na głowie, bo w elementarzu pokazujemy ojca, który nie dość, że pomaga dziecku w odrabianiu lekcji, to jeszcze sprząta?

Znowu socjotechnika: biskupi żyją na księżycu. Nie mają dzieci i nigdy nie pokalali rąk pracą fizyczną. To konserwa, która pragnie modelu rodziny sprzed jakichś 300 lat. Nie słuchajcie ich.

Odpowiem na pytanie pani minister, bo jestem ojcem, odrabiam z dzieckiem lekcje, a i sprzątaniem się nie brzydzę (choć nie jest to moje ulubione zajęcie). Zresztą, w elementarzu nie znalazłem taty ze ścierką. Panowie, owszem, wbijają gwoździe (też umiem), przekopują grządki (dałbym radę), grają i śpiewają kołysanki (hm, Bozia poskąpiła mi zdolności) oraz pieką makowiec (nie piekę, ale gotuję – oczywiście obiad, nie makowiec). Jakoś się mieszczę w tym wizerunku. Mój świat nie stanął więc na głowie, a i biskupów zapewne też nie. Jak rozumiem, chodzi im nie tylko o rolę ojca w rodzinie, lecz także, a może przede wszystkim, o obraz rodziny w ogóle.

Jest on w Naszym elementarzu – to już moja opinia – mdły i nijaki. Niby są tam rodzice i dzieci, pojawiają się też jacyś dziadkowie, babcie itd., ale wszyscy oni giną w ogólnym chaosie smoków, raków, krasnoludków i tłumu pierwszoklasistów. „Elementarz nie ma jasno określonych bohaterów” – mówi biskup Marek Mendyk, a ja się z nim zgadzam. O kim właściwie jest ta książka?
 

Biskupi mają więcej uwag, o których jakoś cicho ze strony MEN (i wielu mediów), m. in. takie, że podręcznik jest infantylny, nie uwzględnia dziecięcej ciekawości świata i brak mu strategii nauczania. To są sensowne zarzuty, nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadza.


Dziennikarze wolą pytać o wartości chrześcijańskie, a pani minister wyjaśnia:
 

Podręcznik, który przygotowywany jest dla tak dużej grupy dzieci pochodzących z różnych kultur czy religii, powinien przekazywać przede wszystkim wartości uniwersalne.

To à propos opłatka, którym nie łamią się prawosławni – więc w książce go nie ma.

Aha. Mam więc kilka pytań do pani minister. Dlaczego w Naszym elementarzu Boże Narodzenie wypada w grudniu, skoro prawosławni obchodzą je w styczniu? Czemu się mówi o Wielkanocy, a przemilcza Paschę i Ramadan? To ma być uniwersalizm?

I dalej: Czemu, jak Polska długa i szeroka, mnóstwo w niej kościołów, kaplic i przydrożnych krzyży, których w podręczniku nie widać? (A, przepraszam, Kraków i Toruń trudno sfotografować bez kościelnej wieży). Dlaczego nikt z tłumu bohaterów tej książki nie pójdzie w niedzielę do kościoła? Czy żyję w kraju z Naszego elementarza, czy może w jakimś innym? I czy naprawdę muszę pouczać ministra edukacji narodowej, że bez znajomości chrześcijaństwa – ba, katolicyzmu – nie sposób zrozumieć polskiej i europejskiej kultury?

Niech się pani minister nie dziwi, że biskupi krytykują. Bo nie tylko oni.

 

[1] Eksperci i rodzice krytykują "Nasz Elementarz" MEN 


 

* * *
 

 

 O autorze:
Tomasz Małkowski
fot. Jakub Swerpel
 

Tomasz Małkowski

Absolwent pedagogiki specjalnej na UG, od 1996 roku związany z Gdańskim Wydawnictem Oświatowym. Autor bądź współautor podręczników do historii dla szkół podstawowych i gimnazjów. Ma na koncie kilka powieści dla dzieci i dorosłych (te pisał już sam). Ojciec dwójki młodych ludzi. Chciałby – i to bardzo! – żeby polscy uczniowie lubili szkołę, odkrywali w niej świat, rozwijali talenty, stawiali pytania i znajdowali odpowiedzi. Ma wrażenie, że nie zawsze tak jest; zachodzi w głowę, co można by zmienić. Ze swej strony stara się pisać ciekawe podręczniki, takie „do polubienia” przez uczniów i nauczycieli.

 

W wolnym czasie włóczy się po lesie, często z psem. Biega, bo lubi. Zimą morsuje z Sopockim Klubem Morsów (zbiórka w każdą niedzielę o 12.00 w budynku Zatoki Sztuki, wejście od strony plaży). Sporo czyta. Również pisze, w końcu to jego zawód. Jest wtedy sam jak palec (nawet radio mu przeszkadza). Dlatego w przerwach od pracy chętnie ucina sobie pogawędki z ludźmi. Ostatnio postanowił pisać bloga. Zobaczymy, jak mu to wyjdzie.

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego: http://blog.gwo.pl/pani-minister-sie-dziwi/

Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej