Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Magia edukacji

Bryan Caplan, 12 Październik 15 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Od 35 lat jestem związany ze szkolnictwem. Przez 21 lat byłem uczniem, a przez pozostałe lata nauczycielem. W rezultacie życie w realnym świecie jest mi prawie zupełnie obce. Nie potrafię zbyt wiele. Co prawda wykonywałem kilka podrzędnych zawodów, kiedy byłem nastolatkiem, ale moja osobista znajomość świata pracy poza murami wieży z kości słoniowej jest mniej więcej równa zeru.
 

Nie jestem wyjątkiem. Doświadczenia zawodowe większości profesorów są niemal równie ograniczone jak moje. Realia poza uczelnią przeszkadzają w dążeniach do sukcesu w świecie akademickim. Mam pracę marzeń na całe życie, bo z roku na rok stawałem się coraz lepszy, dostałem się do prestiżowych szkół i opublikowałem kilkadziesiąt artykułów branżowych. Taka jest cena. I jest to jedyna cena, jaką trzeba zapłacić.

Biorąc pod uwagę to, jak starannie ignorowałem realny świat, można pomyśleć, że ten odwdzięcza mi się tym samym, ignorując mnie. Tak się jednak nie dzieje. Wpłynąłem na kariery tysięcy studentów w realnym świecie. W jaki sposób? Poprzez wystawiane oceny. Pod koniec każdego semestru przeprowadzam egzaminy, aby sprawdzić, w jakim stopniu studenci pojęli wykłady i oceniam ich w skali od jeden do sześć. Inni profesorowie robią to samo. Co ciekawe, pracodawcom nie są obojętne osądy płynące z naszej wieży z kości słoniowej. Studenci z najlepszymi wynikami kończą uczelnię i dostają przyjemną, dobrze płatną pracę. Studenci z wieloma jedynkami nie kończą jej i dostają nieprzyjemną, słabo płatną pracę. O ile w ogóle ją dostają.

Dlaczego pracodawców obchodzą oceny i dyplomy? Dla większości ludzi odpowiedź jest oczywista — profesorowie uczą studentów umiejętności, które ci będą wykorzystać w pracy. Słabe oceny przekładają się na brak dyplomu i niewielki zasób umiejętności.

Takie postrzeganie sprawy nie jest całkowicie błędne — umiejętności czytania, pisania i liczenia są naprawdę ważne. Nie wyjaśnia to jednak wszystkiego. Wystarczy pomyśleć o całym tym czasie, który studenci spędzają na nauce historii, sztuki, muzyki, języków obcych, poezji i przeprowadzaniu dowodów matematycznych. To, czego naucza się na wielu przedmiotach, w odniesieniu do większości zawodów jest, mówiąc szczerze, bezużyteczne. Trudno się dziwić, mając na uwadze to, jak profesorowie podobni do mnie, niewiele wiedzą o prawdziwym świecie. W jaki sposób mogę poprawić zdolności moich studentów do wykonywania całego wachlarza różnego rodzaju prac, o których sam nie mam zielonego pojęcia? To byłaby magia. Musiałbym być Merlinem, Gandalfem albo Dumbledoreem, aby wypełnić rytuał:
 

Krok 1: Zaczynam mówić na tematy akademickie, takie jak: efekty zewnętrzne populacji, albo wpływ edukacji na preferencje polityczne.

Krok 2: Studenci przyswajają materiał.

Krok 3: Hokus-pokus.

Krok 4: Studenci stają się nieco lepszymi bankierami, sprzedawcami, menedżerami itd.


Tak, potrafię przygotować studentów, by  zostali profesorami. Nie ma w tym żadnej magii — uczę ich jedynego zawodu, który sam potrafię wykonywać. Jednak co z tysiącami innych studentów, którzy nie będą profesorami ekonomii? Nie jestem w stanie nauczać czegoś, o czym sam nie mam pojęcia. Podobnie jak wielu innych wykładowców, nie wiem, jak wykonywać prace, które kiedyś otrzymają moi studenci.

Wielu nauczycieli uspokaja swoje sumienia, twierdząc, że uczą jak myśleć, a nie co myśleć. Jednak takie frazesy stoją w sprzeczności ze stuletnim dorobkiem psychologii wychowawczej. Edukacja jest bardzo ograniczona - studenci uczą się tylko wykładanego materiału… Jeśli w ogóle to robią.

Inni twierdzą, że wpajają dobre przyzwyczajenia. Jednak szczególnie na poziomie college’u takie myślenie nie znajduje uzasadnienia. Ilu pracodawców toleruje 50% nieobecności albo godzi się na 12-godzinny tydzień pracy? Szkoła buduje prawdopodobnie osobowość właściwą dla graczy gier wideo. Trudno jednak dostrzec, w jaki sposób szkoła może formować charakter odpowiedni do pracy w pełnym wymiarze czasu w realnym świecie.

W tym miejscu można pomyśleć: skoro nauczyciele nie uczą zbyt wielu umiejętności wykorzystywanych w pracy, nie uczą jak myśleć, ani nie wpajają pomocnych nawyków, dlaczego pracodawcy tak wysoko cenią sukcesy edukacyjne swoich przyszłych pracowników? Najlepsza odpowiedź przychodzi prosto z samej wieży z kości słoniowej. Chodzi o sygnalizacyjny model edukacji - przedmiot książki, nad którą pracuję, The Case Against Education [Rzecz przeciwko edukacji].

Zgodnie z tą teorią, pracodawcy doceniają sukcesy edukacyjne ze względu na to, co mówią (sygnalizują) na temat studenta. Dobrych studentów wyróżniają zazwyczaj inteligencja, pracowitość i umiejętność dostosowywania się - trzy cechy kluczowe w prawie każdej pracy. Jeśli student odnosi sukcesy w nauce, pracodawcy słusznie wnioskują, że prawdopodobnie będzie on dobrym pracownikiem. To, co konkretnie studiował, czego się nauczył - to tylko szczegóły. Zakłada się, że ktoś, kto uzyskiwał dobre wyniki na studiach, szybko przyswoi wiedzę potrzebną w wykonywanej pracy.

W teorii sygnalizacji liczy się to, jak dobrze jest się wykształconym w porównaniu do konkurentów na rynku pracy. Kiedy poziom edukacji się podnosi, pracodawcy odpowiadają wyższymi wymaganiami, a kiedy opada, obniżają wymagania. Kręcimy się w kółko. Jeżeli głosujący wzięliby na poważnie tę teorię, ja i moi bliscy przyjaciele moglibyśmy łatwo stracić pracę. W moim interesie jako profesora jest, aby opinia publiczna nadal wierzyła w magiczną moc edukacji: wyobrażenie, że wieża z kości słoniowej przekształca „ołowianych studentów” w „złotych pracowników”.

Jednak moje sumienie nakazuje mi zwrócić uwagę społeczeństwa na system edukacji. Edukacja to nie magia. Nauczyciele poprzez wykłady z wiedzy tajemnej nie przygotują studentów do każdego rodzaju pracy, jaka ich czeka. Cieszę się, że zdobyłem zawód marzeń na całe życie. Ciężko na niego pracowałem. Jednak społeczeństwo miałoby się lepiej, jeśli podatnicy mogliby więcej oszczędzać, studenci studiowaliby krócej, a żyjący pod kloszem nauczyciele akademiccy, tacy jak ja, w końcu dołączyli do realnego świata i znaleźli prawdziwą pracę.


autor: Bryan Caplan
źródło: 
econlib.org
źródło polskie: 
Fundacja Instytut Misesa
tłumaczenie: Marta Cholewa

licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 3.0 Unported


 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
foto

Lilka(Gość) z: http://www.lilka.pl/, 17 Październik 15 16:57

Ciężko mi się to czyta. Możesz jaśniej napisać, co chciałeś przekazać?

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej