Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Laptop dla pierwszaka. Propaganda

Grzegorz D. Stunża, 12 Lipiec 11 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

 Skrócona, niemal populistyczna, dwuzdaniowa diagnoza brzmi jak atak rządu ze strony radykalnej opozycji. Powyższy cytat nie jest jednak poselskim uderzeniem. To zajawka z artykułu "Te laptopy muszą być!", przygotowanego przez jednego z redaktorów... "Gazety Wyborczej". W pełni zdaję sobie sprawę, że komentowanie wielkomedialnych tekstów na niszowym blogu może być potraktowane jako personalny atak nieznanego pyskacza.

"Minister finansów zablokował pieniądze, za które rząd miał kupić laptopy dla uczniów. Na wyboistej drodze do modernizacji Polska zrobiła w ten sposób krok do tyłu". Skrócona, niemal populistyczna, dwuzdaniowa diagnoza brzmi jak atak rządu ze strony radykalnej opozycji. Powyższy cytat nie jest jednak poselskim uderzeniem. To zajawka z artykułu "Te laptopy muszą być!", przygotowanego przez jednego z redaktorów... "Gazety Wyborczej".

W pełni zdaję sobie sprawę, że komentowanie wielkomedialnych tekstów na niszowym blogu może być potraktowane jako personalny atak nieznanego pyskacza. Mam również świadomość konieczności stosowania tabloidalnych skrótów myślowych przez internetowe portale. Nie mogę jednak przejść obojętnie nad krótkim, radykalnie upraszczającym rzeczywistość artykułem Adama Leszczyńskiego.
O ile trzeba ze smutkiem przyznać rację Leszczyńskiemu, że rząd nie tylko nie jest konsekwentny w wyposażaniu szkół w komputery, potrafi z dnia na dzień zmienić zdanie, to jednak nie to jest w debacie nad nowoczesnym sprzętem najważniejsze. Wyposażenie w komputery to powierzchnia, lakier samochodu, karoseria. A ta ma tylko niewielki wpływ na osiągi całego pojazdu. To oczywiście proste, szybkie porównanie. Jednak większość zwolenników modernizacji szkoły wierzy w magiczną moc wprowadzenia nowych technologii, nie biorąc pod uwagę obiektywnych faktów i zupełnie pomijając pedagogiczne spojrzenie na reformowanie w ten sposób systemu edukacyjnego.
Niedawno charakteryzowałem ruch/ termin edupunk, opierający edukacyjne działania na oddolnym wykorzystywaniu dostępnych technologii (pomijam teraz ideologiczny wątek związany z wolnością dostępu itp.). I polscy nauczyciele niejednokrotnie działają obecnie zgodnie z edupunkowym etosem (choć to określenie nie do końca pasuje do punkowego działania). Niekoniecznie dlatego, że sprzeciwiają się np. zakupowi komputerów z Windowsem na pokładzie czy odrzucają zakupione platformy e-edukacyjne, woląc sięgać po Moodle. Raczej zmuszeni są do kombinacji, ze względu na brak dostępności sprzętu. Wydawać by się mogło, że właśnie się z panem redaktorem zgodziłem. Jeśli nawet, to tylko w drobnej części. Polska przeżywała już boom na wyposażenie w komputery. Co prawda chodziło o szkolne pracownie, o których do dzisiaj krążą legendy na temat ich permanentnego zamknięcia dla uczniów i nauczycieli innych przedmiotów niż informatyka. Coraz częściej pojawiają się tablice multimedialne czy rzutniki w klasach. Sami uczniowie posiadają coraz szerszy dostęp do komputerów, smartfonów itp. Nowe technologie pojawiają się w szkole oddolnie, nauczyciele i uczniowie eksperymentują z nimi w szkolnej przestrzeni lub korzystają z nich jako narzędzi pozwalających na uzupełnienie szkolnych wymogów, ucząc się poza szkołą/do szkoły w zupełnie inny niż stosowany w klasie hierarchiczny sposób.

Zastanawia mnie, że wspomniany redaktor nie próbuje głębiej spojrzeć na komputerowy problem. Cisną mi się na palce kolejne banalne porównania. Czy rekrutując żołnierzy, założyłby im mundury, wręczył karabiny i bez przeszkolenia wysłał na misję specjalną, tylko dlatego, że większość z nich po godzinach bawiła się już na strzelnicy, albo uczestniczyła w życiu paramilitarnych bojówek? A jednocześnie ich nowy szkoleniowiec używał do tej pory plastikowej atrapy pistoletu? Tak właśnie wygląda wprowadzanie technologii do szkoły w rządowym wydaniu.


Powinniśmy się cieszyć, że rządowy program zostaje odsunięty i jego forma poddawana jest w wątpliwość. Na przygotowanie konkretnego projektu zmian potrzeba czasu. Potrzeba zmiany systemu kształcenia nauczycieli, przygotowania programu kształcenia z nowym sprzętem. Nie tylko przypadkowego zakupu, przez ministerstwo (w dodatku nie edukacji), które dostało dodatkową kasę, a nowo wybrany rząd może z niego zrezygnuje. Na marginesie tylko zaznaczę, że nowe technologie wykształcają w ludziach przyzwyczajenie do innego modelu komunikowania niż stosowany w szkolnej klasie. Oczywiście, można odwołania z podręczników porównywać do hipertekstowych odnośników i leksji - nauczycielskiego prowadzenia lekcji już się niestety nie da. Ale będzie to porównanie mocno kulawe, istotne może dla badaczy literatury i tekstu. Nie ma sensu jednak aż tak się zagłębiać, ponieważ ewentualnie zakupione komputery będą funkcjonować w dotychczasowej przestrzeni szkoły, z wciąż tym samym układem ławek, podziałem na lekcje itp.


Czy to znaczy, że z nowoczesnego sprzętu należy zrezygnować? Absolutnie nie. Niech wchodzi do szkoły, niech uczniowie nadal zmieniają medialną szkolną przestrzeń. Niech nauczyciele informują o swoich doświadczeniach z technologiami i wspólnie z uczniami konstruują na swoje potrzeby przestrzeń medialnego komunikowania, wzbogacania starych metod i treści. Dlaczego nie mielibyśmy zacząć oddolnej rekonstrukcji szkoły, być może prowadząc w ten sposób krok po kroku do zmiany przestarzałego, pseudokonserwatywnego systemu edukacyjnego? Same komputery być może coś zmienią, ale bez refleksyjnego przygotowania, przetestowania pilotażowego i dyskusji specjalistów, będzie to wyrzucenie pieniędzy na propagandową zabawkę. W dodatku większość uczniów ma w domu dostęp do lepszych sprzętów (wystarczy sięgnąć do danych z "Diagnozy społecznej"), a nauczyciele narzekają, że powinno się zacząć od wyposażenia ich w laptopy i przeszkolenia, a także wstawienia do klas choćby rzutników multimedialnych. Jak wyczytałem w jednej z dyskusji na fejsbuku (cytuję bez zgody autorki, prawdopodobnie nauczycielki):
"(...) nie będzie komputerów dla pierwszaków ale tak naprawdę tragedią jest że nie będzie komputerów dla ich nauczycieli....(...). Jak nauczyciele mają uczyć jak sami nie mają komputerów na których by mogli się przygotowywać do bycia obywatelem XXI wieku?".


To co prawda tylko jeden z głosów, ale nie da się ukryć, że polska szkoła nie jest kompletnie przygotowana do zmiany, która miałaby nastąpić w ciągu jednego dnia. Można zacząć powoli, jak w liceum w Gliwicach, gdzie udostępniono sieć przez wifi i zezwolono na korzystanie z laptopów zamiast zeszytów. To żadna rewolucja, biorąc pod uwagę np. koreański projekt przejścia na podręczniki cyfrowe i oparcia edukacji w szkole na tabletach i smartfonach. Ale wydanie miliarda złotych na netbuki dla trzech roczników klas pierwszych, a może dla klasy czwartej, a może dla szkół z możliwością wypożyczania, to wyrzucenie pieniędzy bez głębszej refleksji. Owszem, będziemy mogli się pochwalić. Kto jednak zapewni szkołom odpowiedni dostęp do internetu, gniazd elektrycznych? Bo pomijając kwestie celu kształcenia, metod, treści, które należałoby dostosować do nowych narzędzi (wiem, wiem, pedagogiczny pesymistyczny bełkot, po co słuchać specjalistów od edukacji, kiedy entuzjaści wiedzą lepiej?), kwestie podstawowe są nie mniej istotne.


A że młodzież potrzebuje przewodników w medialnym świecie, nawet jeśli wydaje jej się, że doskonale korzysta z nowoczesnych narzędzi, przekonałem się, prowadząc zajęcia z pierwszymi rocznikami studentów wydziału nauk społecznych. To niestety powoduje konieczność wykształcenia nauczycieli i refleksji, czy standardowa, nastawiona na indywidualne osiągnięcia edukacja, jest jeszcze sensowna. Zainteresowani mogą przeczytać tekst na ten temat. Zachęcam również do lektury artykułu "Miliard złotych na netbooki", który napisałem dla wp.pl niedługo po pierwszych informacjach na temat planowanych rządowych zakupów.
Co prawda nieco chaotycznie i bez wypunktowania wszystkich za i przeciw, ale jak na replikę na króciutki artykuł pana z "Wyborczej", to chyba aż nadto...

źródło http://www.edukatormedialny.pl/2011/07/laptop-dla-pierwszaka-propaganda.html
Ten tekst, autorstwa Grzegorza D. Stunża jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej