Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Jaka szkoła? Inna niż dziś - to na pewno

Tomasz Małkowski, 02 Marzec 16 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Przeczytałem interesujący – mało tego: fascynujący – wpis na blogu Witolda Kołodziejczyka o nowych zjawiskach w edukacji.[1] Kilka wymienię, bo pewnie nie wszyscy czytali.
 

Po pierwsze: personalizacja. Każdy się uczy we własnym tempie i zgodnie ze swoimi potrzebami, a nie: wszyscy to samo, tak samo i w tym samym czasie.


Po drugie: odpowiedzialność za własne wykształcenie. Skoro uczeń sam wybiera strategię uczenia się, sam też odpowiada za jej wyniki.

Po trzecie: rola nauczyciela. Już nie jest on pasem transmisyjnym wiedzy, którą można znaleźć w podręczniku czy encyklopedii; stał się kimś, kto pomaga uczniom w ich rozwoju – tworzy dobre warunki do nauki, doradza, wspiera, zachęca.

Po czwarte wreszcie – bo dalej nie będę wymieniał – nowe technologie. Podręcznik, papierowy czy elektroniczny, to w najlepszym razie jedna z pomocy dydaktycznych. Mająca jednak swoje zalety, o których niżej.

Wszystkie te zjawiska – autor bloga wymienia ich dziesięć – brzmią w wielu polskich szkołach jak bajka o żelaznym wilku. Personalizacja? Mam trzydziestkę dzieciaków, nad którymi ledwo panuję. Odpowiedzialność ucznia za własne wykształcenie? To co, jak sobie smarkacz wymyśli, że nie chce słyszeć o twierdzeniu Talesa, mam powiedzieć: Oczywiście, Mareczku, w twojej ścieżce osobistego rozwoju nie mieści się żaden Tales?

Ironizuję, by pokazać istotę problemu: jak przełożyć nowe koncepcje edukacyjne na codzienność polskiej szkoły? Jaka ona jest, każdy widzi – że strawestuję hasło z encyklopedii księdza Chmielowskiego.

Od czegoś warto jednak zacząć. Wbrew pozorom najłatwiej wprowadzać nowe technologie. Tylko co z tego, że będą? Puścimy na lekcji filmiki z YouTube’a?

Czemu nie? – odpowiem. Niektóre są świetne. Tyle że filmiki nie wyczerpują możliwości nowych technologii; te oferują nam znacznie więcej, niż jesteśmy w stanie wykorzystać. Pierwszy z brzegu przykład: złoty wiek Aten. Uczniowie mogliby przez cały rok nie zajmować się niczym innym, jak tylko oglądaniem filmów i rekonstrukcji, wędrowaniem po interaktywnym planie miasta, rozwiązywaniem problemów wirtualnych Ateńczyków i tak dalej, bez końca. Po wakacjach znajdą w sieci tyle nowych materiałów, że starczy ich na kolejne lata.

W tym nadmiarze, a nieraz i chaosie, podręcznik ma tę niezaprzeczalną zaletę, że jest uporządkowany i skończony. Jeśli klasa nauczy się z książki od strony 64 do 97, będzie znała zagadnienie od początku do końca – i to tak, jak podstawa programowa przykazała. Dzieciaki napiszą sprawdzian, dostaną oceny… Wszyscy będą zadowoleni. Prawda?

Nie do końca. Podręcznik bowiem ma tę niezaprzeczalną wadę, że jest… skończony. Dopasowany do jakiegoś uśrednionego statystycznie ucznia oraz do centralnie sterowanego nauczania: wszyscy to samo, tak samo, w tym samym czasie. Ponadto nie odpowiada na mnóstwo pytań i nieczęsto skłania uczniów do ich stawiania. Jeśli zachęca do myślenia, to w obrębie swojej zawartości – inaczej byłby dydaktycznie błędny.

Jako autor podręczników powiem: uważam je za dobry punkt wyjścia. Za taką solidną podstawę, która pozwala uczniom pójść dalej. A jeśli nie pójdą? Ich prawo, w końcu odpowiadają za swoje wykształcenie (chyba że mają siedem lat…).

Co jednak począć z tymi, którzy zechcą iść dalej? Dla nich nowe technologie wcale nie są nowe – istnieją od zawsze. Sęk w tym, że owe technologie proponują nie tylko całe dobro, ale też całe zło świata. Bez pomocy mądrego przewodnika młody człowiek jest jak żeglarz bez steru: od przypadku zależy, dokąd dopłynie.
 

Sądzę, że nie mamy wyboru: musimy być mądrymi przewodnikami. Powinniśmy się swobodnie poruszać w e­świecie, by umieć zaproponować cyfrowym tubylcom coś, czego jeszcze w nim nie odkryli, i zaprowadzić ich tam, dokąd sami nie dotarli. Nasza w tym głowa, żeby wędrówka była dla nich atrakcyjna.


Zostawiam na boku skrzeczącą pospolitość przepełnionych klas, rozdętej podstawy programowej i braku pieniędzy na kredę; skupiam się na tym, na co każdy z nas ma wpływ. Czy możemy poszukać w sieci pasjonujących materiałów dla uczniów? Owszem, możemy. Wielu z nas to robi. Czy damy radę spersonalizować ofertę dla zdolnych, dla średniaków i dla tych słabszych? Pewnie, że tak. Czy możemy zaproponować uczniom strony anglojęzyczne, znacznie bogatsze od rodzimych? A czemu nie? Wiele dzieciaków nieźle zna angielski; jeśli my umiemy go trochę gorzej, to co stoi na przeszkodzie, byśmy się poduczyli?

Proszę zauważyć: pisałem o nowych technologiach w szkole, a zaraz pojawiły się personalizacja i nowa rola nauczyciela. Odpowiedzialność ucznia za własne wykształcenie da się wyczytać między wierszami. Technologia wymusza na nas inne podejście do drugiego człowieka, daje mu bowiem narzędzie, dzięki któremu decyduje on o sobie. Także w szkole.

Nie powiem, żyjemy w ciekawych czasach.

 

 


* * *
 

 

 O autorze:
Tomasz Małkowski
fot. Jakub Swerpel
 

Tomasz Małkowski

Absolwent pedagogiki specjalnej na UG, od 1996 roku związany z Gdańskim Wydawnictem Oświatowym. Autor bądź współautor podręczników do historii dla szkół podstawowych i gimnazjów. Ma na koncie kilka powieści dla dzieci i dorosłych (te pisał już sam). Ojciec dwójki młodych ludzi. Chciałby – i to bardzo! – żeby polscy uczniowie lubili szkołę, odkrywali w niej świat, rozwijali talenty, stawiali pytania i znajdowali odpowiedzi. Ma wrażenie, że nie zawsze tak jest; zachodzi w głowę, co można by zmienić. Ze swej strony stara się pisać ciekawe podręczniki, takie "do polubienia" przez uczniów i nauczycieli.

W wolnym czasie włóczy się po lesie, często z psem. Biega, bo lubi. Zimą morsuje z Sopockim Klubem Morsów (zbiórka w każdą niedzielę o 12.00 w budynku Zatoki Sztuki, wejście od strony plaży). Sporo czyta. Również pisze, w końcu to jego zawód. Jest wtedy sam jak palec (nawet radio mu przeszkadza). Dlatego w przerwach od pracy chętnie ucina sobie pogawędki z ludźmi. Ostatnio postanowił pisać bloga. Zobaczymy, jak mu to wyjdzie.

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego: 
https://blog.gwo.pl/jaka-szkola/

Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej