Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Jak rodzice kontaktu z nauczycielami szukają

Marzena Żylińska, 20 Luty 15 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Zmiana systemu edukacyjnego to nie tylko dyskusje o programach, podręcznikach czy metodach nauczania, ale przede wszystkim zmiana panującej w szkołach kultury. Efektywna nauka wymaga dobrych relacji, a my mamy płytkie i powierzchowne. Wszyscy przyzwyczailiśmy się do pustych frazesów głoszących, że dla szkoły liczy się głównie dobro uczniów. Obecna  kultura edukacyjna nie ułatwia prowadzenia dialogu, bo oparta zostałą na strachu i wzajemnej podejrzliwości. Powiedzmy szczerze, dzisiejszej szkoły nikt nie lubi, a nauczyciele cieszą się na wakacje tak samo jak uczniowie. Dlaczego tak trudno to dostrzec?
 

Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest odhumanizowanie systemu i nieprzykładanie wagi do dbania o relacje międzyludzkie. System wszystkich traktuje przedmiotowo. Od nauczycieli oczekuje, że będą realizować program i znajdą sposoby, by do uczniowskich głów wtłoczyć jak najwięcej informacji. To zapewni szkole dobre miejsce w testowym rankingu. Uczniowie są narzędziem do osiągnięcia tego celu. Jednak coraz większa grupa rodziców nie zgadza się na takie traktowanie ich dzieci. Marzy im się inna szkoła, która naprawdę, a nie tylko w deklaracjach, będzie dbać o ich dobro. Chcą szkoły, którą dzieci będą lubiły i która będzie wspierać ich rozwój, szkoły która będzie uczyć współpracy, a nie rywalizacji. Czy jesteśmy gotowi na tworzenie wspólnego frontu? Czy jesteśmy gotowi na dialog? Ale najpierw musimy uwierzyć, że szkoły nie muszą funkcjonować tak, jak dziś, że my możemy je zmieniać. Dlaczego mamy godzić się na system, który dla nikogo nie jest dobry? Wszystkim niezadowolonym nie można oferować edukacji domowej, trzeba szukać nowych rozwiązań.

Warto zadać pytanie, co jest dziś celem szkół. Odpowiedź jest oczywista, wszystkim zależy na dobrym wyniku uczniów na testach, bo to gwarantuje dobre miejsce w rankingach. Od kuratorów, po dyrektorów szkół i nauczycieli wszyscy mają ten sam cel. O koszty nikt nie pyta. Dobro uczniów, ich zdrowie psychiczne, prawo do odpoczynku, własnego zdania, możliwości wyboru tego, co ich interesuje, zginęło z pola widzenia. Większość prasowych artykułów o edukacji poświęconych jest różnego typu testom. Jeśli nasi uczniowie dobrze wypadają w teście PISA, to znaczy, że polska szkoła jest dobra. Ale co ten wieczny wyścig oznacza dla uczniów, nauczycieli i rodziców? Jak wygląda szkolne i domowe życie, które dziś jest jedynie przygotowaniem do kolejnej rywalizacji? Jak model edukacji oparty na efektywności i funkcjonujący poza dobrem i złem, wpływa na postawy młodych ludzi? To niezmiernie ważne pytania! Jeśli dziś uczymy w szkołach, że miarą człowieka jest ilość zdobytych na teście punktów, to nie oczekujmy, że w dorosłym życiu będą kierować się wartościami i będą mieć rozwiniętą empatię. Jeśli dziś uczymy młodych ludzi, że każdy gra na siebie, to nie oczekujmy, że kiedyś będą chcieli pomagać innym. Dzisiejsze szkoły uczą rywalizacji, kto pomaga innym, musi liczyć się z karami. Czy problem można rozwiązać poprzez zakaz publikowania wyników testów, czy może źródłm zła są testy z zero-jedynkowym kluczem, sprawdzające jedynie bardzo wąski zakres kompetencji? To ważne pytania, na które dziś musimy najpierw sami znaleźć odpowiedź. Czas na oddolne zmiany systemu edukacji, ale one wymagają stworzenia kultury dialogu. Nie liczmy na to, że ten odhumanizowany i zbiurokratyzowany system zmienią ci, którzy go stworzyli.

Jak trudno zmienić kulturę edukacyjną i rozpocząć dialog, pokazuje poniższy list, który dostałam od jednej z mam, która chciałaby dla swoich dzieci innej, lepszej szkoły. Żeby zrealizować swoje marzenie, musi przekonać do współpracy i dyrektora szkoły i nauczycieli. Ta mama nie jest sama. Rodziców chcących zmieniać szkołę jest więcej. Czy im się uda? Trzymam za nich kciuki!!! Takie inicjatywy są moim zdaniem niezmiernie ważne i potrzebne, bo tworzą wyłom w obecnym systemie. Dzisiejsza edukacja jest coraz bardziej zbiurokratyzowana i odhumanizowana, szkoły przez coraz większą grupę osób odbierane są jako instytucje opresyjne. Liczą się głównie testy i rankingi, dobro dzieci stało się pustym frazesem. Taki system nie jest dobry ani dla uczniów, ani dla nauczycieli, ale żadna ze stron nie jest w stanie zmienić go sama. Skuteczne działanie wymaga współpracy.

Czytam właśnie książkę kolejnego profesora neurobiologii Joachima Bauera "Co z tą szkołą". Autor tak opisuje fundament dobrej szkoły:
 

  1. Motywacja do uczenia się
  2. Chęć współpracy uczniów, nauczycieli i rodziców
  3. Zdolność nauczycieli i uczniów do wchodzenia w czasie lekcji w prawdziwe relacje


Joachim Bauer pisze, że zarówno motywacja, jak również współpraca i tworzenie relacji są czynnikami znajdującymi potwierdzenie w neurobiologii.

Książka "Co z tą szkołą" jest już tłumaczona na polski i ukaże się nakładem Wydawnictwa Dobra Literatura jeszcze w tym roku. Po polsku ukazała się dotychczas inna książka prof. Bauera "Empatia. Co potrafią lustrzane neurony".

My wciąż nie doceniamy roli relacji, a bez nich o efektywnej nauce nie może być mowy. Skupiając się na rozwiązywaniu testów, zupełnie pomijamy to, co na wyniki nauczania ma największy wpływ.
 

Mail mamy z województwa lubuskiego, która marzy o tym, by razem z nauczycielami zmieniać szkołę swoich dzieci.

Posyłając swoje dziecko do przedszkola nie martwiłam się o to, czy będzie to dobre dla jego rozwoju. Oczywistym jest, że dziecko w przedszkolu się rozwija. Posyłając dziecko do szkoły takie zmartwienie już się pojawiło. Zwłaszcza, że mój syn poszedł do szkoły jako sześciolatek. Niestety po I semestrze moje obawy się potwierdziły. "Jadą" schematem na darmowym elementarzu, wypełniają "luki" w ćwiczeniach, siedzą całe lekcje na krzesłach. Dywan w klasie, na który oczywiście rodzice musieli się złożyć, jest, bo jest. Dzieci mogą na nim siedzieć tylko na ostatniej, czyli piątej lekcji. Abstrahując już od metod nauczania, bo tu rzeczywiście jest chyba potrzebny "przewrót kopernikański", chciałam poruszyć temat relacji rodzic-nauczyciel.

W przedszkolu czuje się, że rodzice i nauczyciele z przedszkola "grają w jednej drużynie", dla dobra dziecka! Są rozmowy, wspólne spędzanie czasu, warsztaty świąteczne, festyny rodzinne integrujące rodziców, dzieci i nauczycieli. Natomiast jeśli chodzi o szkołę, to mam wrażenie, że rodzice i nauczyciele stoją po dwóch stronach barykady. Nie tylko ja odnoszę takie wrażenie, dlatego wspólnie z grupą rodziców z naszej miejscowości postanowiliśmy spróbować to zmienić, dotrzeć jakoś do nauczycieli, nawiązać z nimi relacje, które nie będą się sprowadzać do "Dzień dobry" i "Do widzenia", przy przyprowadzaniu dzieci do szkoły. W szkole nie ma inicjatyw tego typu co w przedszkolu, które by integrowały nauczycieli i rodziców, więc sami próbujemy wychodzić z różnymi inicjatywami. Zorganizowaliśmy nieodpłatne warsztaty dla rodziców i wychowawców, bo przecież nauczyciele też są rodzicami. Niestety w grupie uczestników nie ma żadnego nauczyciela, choć zapraszaliśmy. Dlatego organizujemy kolejną rzecz, dzięki której możliwa będzie integracja – koncert, na którym wystąpią dzieci wraz z kiermaszem wielkanocnym. Następnie mamy w planach projekcję filmu dla nauczycieli i rodziców, później spotkanie z ekspertem na temat systemu edukacji, metodyki. Małymi kroczkami chcemy z nauczycielami nawiązać relacje, dzięki którym łatwiej będzie nam rozmawiać o edukacji naszych dzieci, a może nawet zapoczątkować jakieś zmiany w tej kwestii. Widzimy, że nie będzie łatwo, ale to nie znaczy, że mamy nic nie robić. Niestety zmiany w edukacji nie nastąpią już, tu i teraz, choć tego właśnie byśmy chcieli. Czy mamy znowu czekać pokolenia na taką zmianę? Ile pokoleń już minęło, a zmian nie ma. Pamiętam doskonale przez co ja przechodziłam w szkole, ile się człowiek "nawkuwał" regułek, definicji, schematów matematycznych, ile stracił na to czasu. A wszystko to na nic, bo i tak nic z tego dzisiaj nie pamiętam. A na to, co człowieka interesowało naprawdę, pozostawało już mało czasu. Moim marzeniem jest, żeby moi synowie mieli inne doświadczenia ze szkoły, żeby mogli rozwijać swoje uzdolnienia, odkrywać świat, zachwycać się nim, robić to, co naprawdę lubią, robić to, co chcą, a nie to, co muszą, co się im każe. Moim marzeniem jest, żeby dyrektor naszej szkoły wraz z nauczycielami powiedzieli "dość" obecnemu systemowi, i oświadczyli, że od dziś zaczynamy po nowemu, lepszemu, inaczej... Marzenia się spełniają, ale nie same, bo to my musimy o nie zawalczyć.


Szkoła podstawowa z małej miejscowości województwa lubuskiego :)

 

Przypominam o istnieniu Stowarzyszenia Rodzice w Edukacji.
http://rodzicewedukacji.pl/


* * * 
 

Informacja dla osób zainteresowanych moją ostatnią książką "Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi"

Ponieważ na rynku jest jeszcze inne wydanie "Neurodydaktyki" informuję, że prawa do mojej książki ma jedynie Wydawnictwo Naukowe UMK i tylko pod zawartymi w tej książce tezami mogę się podpisać. Za błędy zawarte w innym wydaniu, nie ponoszę odpowiedzialności. Swoim nazwiskiem firmuję jedynie "Neurodydaktykę" z pokazaną tu okładką. Jeśli ktoś chce przeczytać MOJĄ książkę, to proszę korzystać z wydania z granatowym profilem twarzy. Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi, iż to autor odpowiada za treść i formę swojego dzieła. Ja miałam wpływ jedynie na formę i treść książki wydanej przez Wydawnictwo Naukowe UMK.
 
 
 Neurodydaktyka
 
Książkę można kupić w księgarniach (np. w EMPiKu)  lub przez internet np. tu: http://www.kopernikanska.pl/
 


* * *


 
 O autorce:
Marzena Żylińska  

Marzena Żylińska

Zajmuje się metodyką i neuropedagogiką. Jest wykładowcą NKJO W Toruniu, studiów podyplomowych WSG "Neurodydaktyka z tutoringiem", prowadzi blog "Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce". W licznych publikacjach popularyzuje neurodydaktykę jako interdyscyplinarną dziedzinę nauki, opartą na badaniach mózgu, która stawia sobie za cel stworzenie nowych koncepcji pedagogicznych i inicjuje poszukiwanie przyjaznego mózgowi systemu edukacyjnego. Autorka książek "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych" oraz "Neurodydaktyka". Jej celem jest stworzenie modelu szkoły, w której uczniowie będą mogli w pełni wykorzystać swój potencjał i rozwijać talenty.

 

Teskt ukazał się pierwotnie na blogu autorki "Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce" w serwisie osswiata.pl

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
Aktualnie brak powiązanych artykułów.

REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

30 lat wolności - zapraszamy na konferencję dla nauczycieli!

Redakcja portalu 13 Wrzesień 2019

HFPC pyta Ministerstwo Edukacji Narodowej o sytuację uczniów z niepełnosprawnościami

Redakcja portalu 07 Wrzesień 2019

Startuje II edycja Konkursu #cojaczytam

Redakcja portalu 06 Wrzesień 2019

Narodowe Czytanie 2019

Redakcja portalu 05 Wrzesień 2019

Od 2017 r. na skutek konfliktów potroiła się liczba zamkniętych szkół w Afryce Zachodniej i Środkowej

Redakcja portalu 04 Wrzesień 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej