Felieton przedwakacyjny
Kończący się rok szkolny to dobry moment do podsumowań, pewnych refleksji i spojrzenia w przyszłość.
Jednym z najważniejszych wydarzeń minionego okresu była nowelizacja ustawy o systemie oświaty wprowadzająca m.in. obniżenie wieku obowiązku szkolnego i przedszkolnego, możliwość przekazywania przez samorządy terytorialne „małych szkół” do prowadzenia osobom fizycznym i prawnym oraz ograniczenia administracyjnego nadzoru kuratorów oświaty przy jednoczesnym wzmocnieniu samorządów terytorialnych jako organów prowadzących szkoły publiczne.
Niestety, te interesujące, ale budzące wiele kontrowersji rozwiązania nie stały się okazją do rzeczowej, opartej na argumentach merytorycznych debaty; wręcz przeciwnie, ze względu na zaniedbania (a często również działania niepozbawione arogancji władz oświatowych) spowodowały wykopanie głębokiego rowu pomiędzy centralną administracją oświatową, a znaczną częścią społeczeństwa – rodzicami, rowu, który bardzo trudno będzie zasypać. Za tę formę dyskusji ekipie minister Katarzyny Hall należy się ocena niedostateczna (wyjątkiem był p. prof. Zbigniew Marciniak, podsekretarz stanu w MEN, który potrafił podawać rzeczowe merytorycznie argumenty, nie lekceważąc jednocześnie swoich rozmówców i odnosząc się ze zrozumieniem do ich obaw i krytycznych uwag).
Do niepowodzeń zaliczam również zapowiadane buńczucznie zmiany w Karcie Nauczyciela, w której dokonano jedynie kosmetycznych poprawek, a tam gdzie należało zachować stanowczość wynikającą z szerokiego myślenia o dobru wspólnym, rząd ugiął się przed demagogicznymi naciskami zawiązków zawodowych. W latach 2009/2010 wejdziemy więc z dużym bagażem braku akceptacji społecznej dla proponowanych zmian, z bardzo chaotyczną i zdecydowanie nieprzygotowaną reformą programową oraz, co paradoksalnie stanowi plus wywołanego przez MEN zamieszania, z wielotysięcznym, ciągle się powiększającym i jednocześnie pluralistycznym ruchem rodziców, którzy myśląc o swoich dzieciach potrafili oderwać się od osobistych interesów i stają się (nareszcie!) istotną grupą rodzącego się z trudem społeczeństwa obywatelskiego. Swoją drogą to dziwne, jak niewielu działań na pobudzenie tej obywatelskości podejmują ugrupowania mające ją w nazwie.
Wszystkich moich czytelników zachęcam do lektury bardzo interesującego raportu „Polska
0
Skierowane do komentatora: "piecka" Nie przejmowanie się frustratami zmieniającymi okresowo swoją przynależność partyjną, i co za tym idzie, poglądy na edukację i manewrowanie /lepiej: wachlowanie/ poglądami w zależności np. od pogody - jest błędne. Oddanie w ich ręce spraw związanych z edukacją - błędem niewybaczalnym. Ci co zawierzyli obywatelowi Starzyńskiemu i odczuli jego "opiekę" niech zaprzeczą tu napisanemu osądowi. Może wówczas bliżej zrozumiem dlaczego frustratem Starzyńskim przejmować się nie należy.
Panie Jarosławie, napisał Pan, że prawda błąka się gdzieś pośrodku, że ekstrema przyciągają uwagę i wyczułam lekkie zwątpienie pod koniec Pana wpisu do blogu gdzie napisał Pan czy aby pozytywne załatwienie sprawy jednego dziecka może przekładać się na budowanie pozytywnego ruchu wszystkich dzieci, które potrzebują pomocy. Otóż według mnie to prawda,że ektrema przyciągają uwagę tak jak sensacje przyciągają uwagę telewidza ale to co może dzisiaj być uznane za ektrema przez większość społeczeństwa, jutro okazać się może czymś bardzo powszechnym kiedy świadomość społeczeństwa wzrośnie. Mój przykład: ja pracuję od tego roku dla Autism Society of Washington jako dyrektor. Jesteśmy w trakcie budowania nowej strony i nowego wizerunku Towarzystwa. Zapraszam na naszą stronę pod koniec sierpnia. Cała organizacja stworzona jest przez ludzi (większość to rodzice), dla których teraźniejszość i przyszłość dzieci oraz osób dorosłych ze spektrum autyzmu jest ważna. Są wśród nas nauczyciele, lekarze, prawnicy, sprzątaczki, elektrycy, dyrektorzy szkół, psychologowie, posłowie w rządzie itd. Najnowsze badania dowodzą, że 1 na 100 dzieci badanych jest dzieckiem wykazującym cechy ze spektrum autyzmu. Zaznaczam, że w tej grupie znajdują sie też dzieci, które są bardzo zdolne. Nie mają diagnozy czyli etykietki na czole. W szkole mogą doprowadzać nauczyciela (który nie ma świadomości i wiedzy dotyczacej spektrum autyzmu) do przysłowiowego szału. Te dzieci mogą być określane jako niegrzeczne, aroganckie, nadpobudliwe albo wręcz odwrotnie, wycofane lub zbyt ciche. I teraz wyobraźmy sobie typowe liceum w Stanach (szkołę publiczną) 1500 zarejestrowanych uczniów ? w takich szkołach często konsultuję. Przykładając więc miarkę najnowszych badań czyli 1 na 100 ? ile możemy statystycznie takich dzieci bez etykietki na czole w tym liceum mieć? Czy aby to nie świadomość społeczeństwa lub jej BRAK buduje w umysłach krzywą Gaussa i jej ekstrema?
Dziękuję za liczne i bardzo interesujące wypowiedzi odnoszące się do moich felietonów. Utwierdza mnie to w słuszności decyzji o rozpoczęciu tą drogą debaty publicznej i mobilizuje do większej aktywności. Podkreślając, że kluczem do nowoczesnego systemu edukacji jest zaangażowanie w jego tworzenie i codzienne działania jak najszerszych rzesz obywateli, przedstawiam tekst poświęcony tej problematyce i zachęcam do dyskusji
Całkowicie się zgadzam, że to od Dyrektora zależy atmosfera i praca w szkole. To on swoją postawa ma wpływ na sposób traktowania uczniów, atmosferę w szkole i sposób nauczania. Miałam przyjemność pracować w szkole, gdzie Pani Dyrektor była jak zostało to określone liderką. Miała indywidualne podejście i do każdego ucznia i nauczyciela. To naprawdę przynosiło efekty
Prawda jak zwykle błąka się gdzieś pośrodku. Problem polega na tym, że większą uwagę zwracają ekstrema, a jeszcze większą ekstrema negatywne. Podany przez Panią Agnieszkę przykład to właśnie taka wyjątkowo pozytywna różnica od ogółu. Bardzo bym chciał skupiać się dookoła takich osób. Czy jednak pozytywne załatwienie sprawy mojego dziecka przekłada się na budowanie pozytywnego ruchu wszystkich dzieci, które potrzebują pomocy. Czasami tak, ale...
Pozwolę sobie powtórzyć to, co napisałem na blogu Pana Witolda Kołodziejczyka. Bardzo wiele, a może nawet wszystko, zależy od dyrektora szkoły. To on musi być pasjonatem i LIDEREM. Wówczas ma szansę zarazić swoją pasją podwładnych. Musi być też dobrym organizatorem, menadżerem, psychologiem w zakresie zarządzania. Dyrektorzy powinni być elitą polskiej oświaty. Obowiązkowo powinni: przechodzić ciągłe szkolenia; aktywnie uczestniczyć w konferencjach, warsztatach, treningach; publikować artykuły; współpracować z uczelniami pedagogicznymi. Za wiele na jedną głowę ? Tak, dlatego sprostać takim wysokim wymaganiom mogą tylko pasjonaci. Pozostali wykruszyliby się sami. Tak powstają elity. A nam potrzeba elit ! Oczywiście coś wzamian: bardzo wysoka płaca. Dyrektor szkoły to zawód elitarny. Tak jak sędzia, ordynator, burmistrz. To urzędnicy powinni przychodzić do dyrektora , a nie odwrotnie, jak to jest teraz. Oczywiście nasuwa się pytanie: jak wyłonić taką grupę dyrektorów-pasjonatów. To jest zadanie nie tylko dla MEN. To jest zadanie dla WSZYSTKICH ZAINTERESOWANYCH: samorządu miast, gmin i wsi, rodziców, pracowników nauki, mediów i uczniów też. Kontynuując: dlaczego dyrektorzy nie są liderami przemian w polskiej oświacie ?
Z psychologicznego punktu widzenia (różne wydarzenia z historii to potwierdzają), że wystarczy jeden silny leader lub grupa ludzi, leaderów aby pociągnąć za sobą tłumy tych, których Pan określa jako ludzi o zacofanym myśleniu. Czy brakuje takich leaderów w Polsce? A może to wynika z innego psychologicznego zjawiska, że tak generalnie to ludzie lubią mieć święty spokój a postępowi leaderzy im go zakłócają?
Pani Agnieszko proszę zwrócić uwagę na fakt, że jeśli patrzymy na średnią rodziców w danej społeczności będą oni zawsze reprezentować zacofane myślenie. Pozytywne jest to, że nie wsteczne ale szkoła wychowuje ludzi do życia w przyszłości. Większość rodziców (średnia) jednak będzie myślała w kategoriach tu i teraz. Mój mały głos do sporu..
Nie zgadzam się z opinią wpisaną do blogu przez Pana Jarosława poniżej, że rodzice lepiej wiedzą czego nie chcą dla swoich dzieci, niż to czego by chcieli i, że w efekcie nie mogą stworzyć lobby, które w szeroki sposób proponowałoby coś pozytywnego. Myślę, że jest to duże uogólnianie. Jestem jednym z rodziców dziecka, które zostało by błędnie zakwalifikowane i przydzielone do klasy z nauczaniem specjalnym 5 lat temu ponieważ miało problemy komunikacji (ekspresji i rozumienia mowy) i przez to wyrażało swoją frustrację zachowaniami trudnymi. Ja z moim mężem wiedzieliśmy czego nie chcieliśmy i co chcieliśmy dla nasze córki. Dzisiaj nasze dziecko kwitnie i reprezentuje szkołę na swoich ulubionych olimpiadach z literatury. Czyta i pisze z pasją. Myślę, że niemoc i wycofywanie się wielu rodziców z aktywnego, pozytywnego działania może wynikać z braku wiedzy jak system działa, jakie tak dokładnie, oni jako rodzice mają prawa czy nierozumienia terminologii używanej przez profesjonalistów itd. A prawda jest taka, że to właśnie silne lobby rodziców, którzy często sami pracują w edukacji powoduje, że oczekiwane zmiany są w końcu realizowane. Może się mylę ale takie jest moje zdanie.
Rodzice często po prostu boją się walczyć o zmiany, nawet na polu szkoły, do której chodzą ich dzieci,a co dopiero dyskutować z MEN. Później za taką walkę może zapłacić ich własne dziecko.
Chyba nie można z góry zakładać, że MEN "z góry potraktuje..." Ministerstwo ma kłopot z komunikacją ze społeczeństwem, ale społeczeństwo również ma z tym problem. Mam wrażenie, że trochę jest to związane z faktem, że "społeczeństwo" reprezentują dwie grupy- silna nauczycielska, która głównie walczy o swoje przywileje i słaba rodzicielska, która z reguły walczy przeciwko wybranym działaniom resortu. Rodzice lepiej wiedzą czego nie chcą dla swoich dzieci, niż to czego by chcieli- w efekcie nie mogą stworzyć lobby, które w szeroki sposób proponowałoby coś pozytywnego.
I jak miałoby to wyglądać? MEN z góry potraktuje taką inicjatywę jako działanie inspirowane tajemniczymi "złymi" siłami zgodnie z zasada jeśli są jakieś uwagi to zgłaszający są dla nas wrogiem. Co do biznesu tam działają racjonalne argumenty zysku. W tym wypadku jest to jakaś zainteresowana pozytywnymi zmianami grupa. Takich grup jest jednak wiele i jaką zmianę uznać za najwłaściwsza ?
A może tej komunikacji nie ma, bo nie istnieje silne lobby, które podjęłoby dialog z MEN. Przecież w przypadku wprowadzania nowelizacji ustaw, które dotyczą biznesu, rynku kapitałowego, inicjatorem rozmów i uzgodnień są instytucje przedstawicielskie czy zrzeszające zainteresowanych.
Chyba dla każdego nauczyciela postulat wcześniejszego objęcia wychowaniem przedszkolnym dzieci jest jak najbardziej sensowny. To, że budzi wątpliwości wśród rodziców jest oczywiście winą zakłóceń komunikacyjnych na linii rząd - społeczeństwo, ale nie tylko. Wydaje mi się, że jest to objaw ogólnego braku zainteresowania sprawami edukacji. Debaty na ten temat rzadko kiedy wychodzą poza komunały, jednoznaczne, skrajne i podawane mentorskim tonem oceny, albo komentarze z podtekstami (np dawać czy nie dawać nauczycielom prezenty z okazji końca roku). Uważam, że jako społeczeństwo nie jesteśmy przygotowani na rozmowę o edukacji, a głos tych, którzy mają szansę by być w tej dziedzinie autorytetami, jest na szerszym forum niesłyszalny. To bardzo niepokojące zjawisko, które może doprowadzić do tego, że sprawy szkoły będą dalej marginalizowane i przez rządzących i przez społeczeństwo.
Nie potępiałbym tak w czambuł tej reformy. Ma swoje plusy i minusy i myślę, że z czasem te plusy zaczną odgrywać zdecydowanie ważniejszą rolę niż to, co dziś wydaje się zdecydowanie niedobre. Zgadzam się natomiast co do oceny dialogu rządu, w tym MENu ze społeczeństwem. Tego dialogu po prostu nie ma. Sposób promowania nowych rozwiązań w edukacji przypomina sposób prowadzenia lekcji przez złego nauczyciela- on wie, on mówi co jest dobre, a co złe, oni powinni się tego nauczyć i powtarzać zgodnie z tym, co powiedział nauczyciel. Szkoda. PS Tej niemożności komunikacyjnej nie wiązałbym z jedną partią, nawet jeśli ma w swojej nazwie słowo "obywatelska". Nieumiejętność dialogu to wada całej klasy politycznej. Oni przecież wiedzą, oni mówią....
Proszę nie przejmować sie frustratami. Pozdrawiam serdecznie.
Panie Starzyński, to wstyd i hańba aby promować programy pisane przez bezpieczniackich popleczników takich jak BONI! I w takim przypadku mówi Pan o edukacji? Swoje dzieci niech Pan powierzy tej edukacji - będą świetnie wyszkolone. Reszta argumentów to gładki bełkot.
W Polsce nie ma elit intelektualnych. Widzę jacy ludzie pracują na uczelniach. Zupełnie oderwani od wartości. Jeśli ktoś posługuję się wyznacznikiem ELITA ma chore ambicje.
największe problemy w reformowaniu Polski wynikają z braku strategii dialogu społecznego, rząd narzeka na niski poziom współpracy i zaufania wśród Polaków lecz jednocześnie nie potrafi skutecznie komunikować się ze społeczeństwem. Problem w tym, że Rząd posiada jeden standardowy komunikat do wszystkich a dialog społeczny polega na tym, aby umieć przełożyć argumenty na język odbiorcy. inaczej o reformie trzeba rozmawiać na posiedzeniach z udziałem samorządowców a inaczej z mamami 5 letnich dzieci. Sukces każdej strategii to umiejętność komunikowania się z jej realizatorami. ja sam znam wysokiej klasy profesorów Ekonomii, którzy oddali by życie za obronę tezy, że zwrot z inwestycji w szkolnictwo wyższe jest wyższy niż zwrot z inwestycji w szkolnictwo przedszkolne. Jeśli elity intelektualne nie rozumieją reformy to jak mają ją rozumieć pozostali obywatele??
Jak system oświaty może funkcjonować dobrze, skoro status nauczyciela reguluje Karta stworzona 20 lat temu?
Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Redakcja portalu 23 Sierpień 2021
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana
~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21
Ku reformie szkół średnich - część I
~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14