Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Dobra (?) zmiana w oświacie

Jerzy Lackowski, 04 Kwiecień 16 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Od początku swej pracy na stanowisku ministra edukacji narodowej pani Anna Zalewska stwarza wrażenie, że zamierza dokonać generalnych zmian w polskiej oświacie. W kolejnych wypowiedziach przedstawia rozmaite pomysły, czyniąc to zresztą z niezachwianą pewnością posiadania recepty na skuteczne rozwiązanie wszystkich oświatowych polskich problemów. Jednak poważna i spokojna analiza jej wypowiedzi i pomysłów nie nastraja optymistycznie. Trudno bowiem doszukać się w nich precyzyjnie zakreślonego celu oraz spójnej strategii działań. Obecna minister edukacji neguje w istocie kluczowe zmiany, do jakich doszło w polskiej oświacie po 1990 r. i można odnieść wrażenie, iż najchętniej przywróciłaby istniejący wcześniej system oświatowy. Najbardziej wyraziście jest to widoczne w jej pragnieniu ograniczenia dotyczących oświaty kompetencji samorządów oraz niechęci do wszelkich obywatelskich inicjatyw edukacyjnych m.in. do edukacji domowej i prowadzenia szkół publicznych przez podmioty niepubliczne. Najbliższy jest jej model centralnie zarządzanej oświaty, z maksymalnie ograniczoną autonomią szkół. Szkoda, że nie rozumie ona, iż podjęta przez nią próba wzmacniania etatyzmu w naszym szkolnictwie przyniesie dalsze pogłębienie kryzysu polskiej oświaty.
 

Niskie wymagania prawdziwym problemem

Minister Zalewska nie zauważyła dotychczas, że podstawowym problemem polskiej edukacji, generującym spadek jakości kształcenia, jest absolutnie zminimalizowany poziom wymagań, obowiązujących w naszym szkolnictwie. Stąd też koncentracja uwagi na zmianach strukturalnych i ograniczaniu autonomii szkół oraz nauczycieli stanowi klasyczny przykład działań pozornych. Niestety, bardzo trudno jest podjąć autentyczną rozmowę na temat istoty oświatowych problemów z ludźmi obecnie kierującymi ministerstwem edukacji (podobna sytuacja miała miejsce również wcześniej), gdyż są oni przekonani o słuszności swoich pomysłów na uzdrowienie polskiej oświaty. Stąd też bardzo niechętni są oni włączaniu do niej osób, mających inne niż oni poglądy na istotę polskich problemów edukacyjnych. I tak np. z dyskusji o ewentualnych zmianach w treści Karty nauczyciela wykluczono przedstawicieli samorządów, a przecież publiczna oświata w Polsce prowadzona jest generalnie przez jednostki samorządu terytorialnego i zawarte w tej ustawie rozwiązania mają dla lokalnych społeczności istotne znaczenie. Poza tym utrzymywanie lokalnej oświaty w znacznej mierze spada na barki lokalnych społeczności, gdyż poziom otrzymywanej przez samorządy na ten cel subwencji jest często zbyt niski w stosunku do rzeczywistych potrzeb. A tak poza wszystkim dobrze byłoby, aby przedstawiciele administracji rządowej przestali wreszcie traktować lokalne samorządy jako pewnego rodzaju swojego przeciwnika.


Po co ten pośpiech?

Bardzo niepokojące jest również tempo, w jakim minister Zalewska pragnie zmieniać polską oświatę. Zapowiada ona, że 27 czerwca ogłosi ostateczny kształt proponowanych przez siebie zmian i praktycznie natychmiast zacznie wprowadzać je w życie. Głównymi ich elementami mają być nowa struktura polskiego systemu oświatowego oraz nowa podstawa programowa kształcenia ogólnego. Wiele wskazuje na to, że ową nową strukturę stworzą: czteroletnia szkoła elementarna, czteroletnia szkoła II etapu edukacyjnego ("gimnazjum") oraz czteroletnie liceum, pięcioletnie technikum i trzyletnia zasadnicza szkoła zawodowa. W ten sposób wrócimy do poprzedniej organizacji pracy szkół średnich, co jest rozwiązaniem dobrym, a równocześnie nie nastąpi proces likwidacji gimnazjów, tylko dojdzie do ich reorganizacji. Jednak takie rozwiązanie ma jeden fundamentalnie słaby punkt. Otóż w szkole elementarnej prowadzone byłyby zintegrowane zajęcia edukacji wczesnoszkolnej, które powinien w istocie prowadzić z klasą jeden nauczyciel. Tymczasem bardzo słabym punktem naszej oświaty jest obecnie edukacja wczesnoszkolna. Bardzo wielu nauczycieli ma bowiem podstawowe problemy z właściwym prowadzeniem zajęć, szczególnie źle przedstawia się jej matematyczna część. Stąd też konieczne staje się właściwe przygotowanie nauczycieli do pracy w takiej szkole podstawowej (elementarnej). Powinni oni ukończyć jednolite magisterskie studia o nowych programach kształcenia, prowadzone tylko w najlepszych polskich uczelniach. Jednak, gdyby nawet takie studia zostały uruchomione w 2017 roku, to pierwsi absolwenci pojawią się w roku 2022. Naturalnie można podjąć próbę przygotowania już pracujących nauczycieli do nowych zadań poprzez studia podyplomowe, ale również w tym przypadku musi to trochę potrwać. Pierwsze takie studia mogłyby ruszyć w II semestrze roku akademickiego 2016/17 i zakończyć się w czerwcu 2018 r. (również one powinny być prowadzone tylko przez uczelnie spełniające wysokie wymagania). Trzeba mocno podkreślić, że w Polsce musi nastąpić uporządkowanie rynku kształcenia nauczycieli poprzez ograniczenie możliwości prowadzenia takiego kształcenia tylko do najlepszych uczelni o akademickim statusie. Warto zauważyć, iż kraje o wysokim poziomie oświaty (m.in. Finlandia i Singapur) stosują właśnie takie rozwiązania.


Przygotowanie dobrej podstawy programowej musi potrwać...

Jeżeli minister Zalewska zakłada, że można przygotować w ciągu pół roku dobrą podstawę programową to popełnia tragiczny błąd. Zresztą do czego prowadzi pośpiech w tej materii pokazuje fatalny kształt naprędce przygotowanej i opublikowanej pod koniec lutego 2016 r. nowej podstawy programowej dla szkół podstawowych. Pierwsze zadanie, które należy podjąć w ramach prac nad podstawą programową powinno dotyczyć przygotowania profilu absolwenta polskiej szkoły, w kontekście uzyskanej przez niego wiedzy i posiadanych umiejętności, po ukończeniu kolejnych etapów edukacyjnych, ze zwróceniem szczególnej uwagi na absolwenta finalnych etapów edukacyjnych. Ów profil absolwenta powinien w istocie wyznaczać kierunek prac nad podstawą programową. Wszelkie związane z tym działania powinny być poddawane otwartej dyskusji, a ich efekt sprawdzany w pilotażach, z których wnioski służyłyby do poprawy podstawy. Tylko w takich spokojnych, pozbawionych politycznych emocji pracach można stworzyć rzeczywiście dobrą podstawę programową, która może stać się fundamentem do odbudowy w polskich szkołach wysokiego poziomu kształcenia. Trzeba jednak pamiętać, że dla osiągnięcia tego konieczne jest zlikwidowanie możliwości promowania uczniów z ocenami niedostatecznymi oraz ustalenie poważnych wymagań maturalnych, jak również opuszczenie szkół przez osoby, mające podstawowe problemy z właściwym wykonywaniem nauczycielskich zadań. Szkoda, że minister Zalewska, podobnie jak jej poprzedniczki nie przejawia chęci do zawalczenia o dobrych nauczycieli, poprzez stworzenie autentycznie motywacyjnego systemu wynagrodzeń, w którym ich wysokość byłaby uzależniona od jakości nauczycielskiej pracy.


Potrzebny konsensus polityczny

Szybkie tempo oświatowych zmian i prowadzenie ich na podstawie propozycji jednego tylko środowiska politycznego na pewno nie przyniesie dobrych efektów, a tymi winno być podniesienie poziomu kształcenia młodych Polaków. Upolitycznienie zmian grozi brakiem ich akceptacji przez inne środowiska, co może doprowadzić do ich odwrócenia w przyszłości. W efekcie będziemy w dalszym ciągu tkwili w cyklu zmiana – antyzmiana, co tylko pogłębi zapaść jakości kształcenia w Polsce. Trzeba apelować do obecnej minister edukacji, aby zechciała od tego odejść, a wtedy będzie miała szansę dobrze zapisać się w historii polskiej oświaty.

 


* * *

 
 O autorze:
Jerzy Lackowski  

Jerzy Lackowski

Doktor nauk humanistycznych, absolwent fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nauczyciel akademicki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Dyrektor Studium Pedagogicznego UJ. Wojewódzki kurator oświaty w Krakowie w latach 1990 - 2002, doradca parlamentarnych komisji edukacyjnych w latach 1991 - 1993 i 1997 - 2001, członek Rady Konsultacyjnej MEN ds. Reformy Edukacji w latach 1998 - 2001, radny Miasta Krakowa w latach 1990 - 2002, wiceprzewodniczący wojewódzkiego krakowskiego Sejmiku Samorządowego w latach 1994 - 1998. Członek zespołu edukacyjnego Rzecznika Praw Obywatelskich w latach 2003 - 2010. Współpracownik Komitetu Obywatelskiego "Edukacja dla Rozwoju". Autor projektu "Szkoła obywateli". Zajmuje się badaniami efektywności funkcjonowania systemów oświatowych i szkół, jakości pracy nauczycieli, zasad finansowania edukacji ze szczególnym uwzględnieniem możliwości wprowadzenia do niej mechanizmów rynkowych.

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu autora w serwisie: www.rmf24.pl 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
foto

Ryszard(Gość), 05 Kwiecień 16 13:13

Panie Kuratorze. Był Pan nim w latach 90tych czyli w czasie gdy "księżna" Radziwiłł rzuciła hasło - rozwalmy to, co jest a potem się coś zbuduje. Pierwsza część udała się znakomicie. Wprowadzenie minimum programowego (nazwanego potem podstawą) a z fizyki likwidacja spisu doświadczeń, ale głównie rezygnacja z wymagań. To wtedy się zaczęło. Matura, jeszcze wtedy wewnętrzna, była oceniana przez nauczycieli. działo się to w okresie, gdy ocena z matury wpływała na decyzję o przyjęciu absolwenta na studia. Znajoma nauczycielka fizyki w Liceum Pielęgniarskim postawiła dwóm chłopakom z klasy pielęgniarskiej szóstki - "bo przyjmą ich na Politechnikę". Potem rozpoczęto program Nowa Matura, który miał nas zbliżyć do systemu wymagań w UE. Wszystko szło dobrze ale pojawil się pan Handke i zmienił strukturę szkolnictwa. To wtedy powstały gimnazja, do których poszły roczniki wrażliwe w sensie wychowawczym. Razem z rezygnacją z wymagań doprowadziło to do obecnego stanu, w którym poziom umiejętności jest znacznie niższy niż przed tymi "reformami" Ratunkiem stały się egzaminy zewnętrzne, bo nie ma tak łatwych zadań, aby je rozwiązał uczeń, który się nie uczył. Aby jednak dać takim szanse ostatnio z przedmiotów przyrodniczych wprowadzono zadania zamknięte. One wymagają myślenia, ale na etapie ich konstruowania, bo potem uczniowie zwyczajnie zgadują. To samo dotyczy matur. Pom co? Ano aby roczniki 18 lat - 24 lata zamiast zasilać szeregi bezrobotnych zasilały szeregi tzw. studentów. Oczywiście wyższe wykształcenie wymaga wyższych zdolności i większej pracowitości więc obniżono te wymagania jak się da przekonując do tego szkoły wyższe (?) metodą - "pieniądz idzie za studentem" co oznacza nabór jak największy a potem działania zmierzające do utrzymania tej masy studenckiej jak najdłużej. Oczywiście absolwenci wracają potem do szkół jako nauczyciele i efekty widać. Osobiście sądzę, że dzieci za późno idą do "second school" i dlatego system 4+4+ 4 lub 4+6 + 2 (tak) byłby lepszy ... te 2 lata to prawdziwe liceum profilowane lub szkoła zawodowa. Technikum 3 letnie zakładając, ze będą tam głównie przedmioty zawodowe. Można skorzystać z wzorca brytyjskiego, że matura to egzamin z przedmiotów kierunkowych i jednego np. humanistycznego, (historia Polski lub świata, literatura np. polska, geografia społeczna). To wszystko wymaga dyskusji, w której wątkiem niepodważalnym będzie zwiększenie wymagań i przywrócenie relacji, według których to uczeń jest zobowiązany do pracy a nauczyciel jest zobowiązany do pomocy uczniowi. Obecna sytuacja jest chora: uczeń nie chce się uczyć, ale to nauczyciel odpowiada za to. Więc najlepiej dać ocenę pozytywną i się nie przejmować. Uczeń zadowolony, władza - też.

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej