Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Dlaczego powinniśmy odkrzesłowić dzieci? Jeszcze jeden argument

Marzena Żylińska, 09 Lipiec 16 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Szkoła kojarzy się z siedzeniem w ławce. Tak było dwieście lat temu i tak jest dzisiaj. Wiele dzieci ma z tym ogromny problem; nie potrafią wysiedzieć, mają ogromną potrzebę aktywności, eksplorowania świata i zadawania pytań. Te naturalne zachowania są dla wielu z nich przyczyną problemów.
 

Zamknięcie dzieci na kilka godzin w szkolnych klasach i usadzenie ich w ławkach jest z punktu widzenia dorosłych idealnym rozwiązaniem. Dzieci w szkole szybko dowiadują się, że dobry uczeń, to grzeczny uczeń, który się nie rusza, nie rozmawia, nie przeszkadza swoimi pytaniami. Zadaniem nauczyciela jest przecież zrealizowanie materiału, a nie zaspokajanie dziecięcej ciekawości czy dbanie o potrzeby uczniów. Te traktowane są jak dziwne fanaberie. W żadnej szkole nie widziałam napisu „Tu wolno biegać”, za to w wielu widziałam tabliczki informujące o zakazie biegania. To logiczne. Dorośli zainteresowani są tym, żeby dzieci siedziały cicho i nie przeszkadzamy. Gdyby szkoły były nastawione na dobro dzieci, znaleziono by sposób na bezpieczne zaspokojenie jednej z ich najważniejszych rozwojowych potrzeb.

Czas byśmy sobie uzmysłowili, że obecny system edukacyjny o potrzebach i dobru uczniów nie myśli. Dlatego tak wiele z nich w szkołach się nudzi, męczy, przeżywa stres. My dorośli potrafimy o siebie zadbać. Mamy przepisy określające maksymalny czas pracy. Dbamy nawet o więźniów. Przepisy stanowią, że każdy odbywający karę więzienia, ma prawo do jednej godziny spędzonej na świeżym powietrzu. A dzieci? Siedemdziesiąt pięć procent dzieci w Wielkiej Brytanii spędza na powietrzu mniej niż godzinę. Dlaczego o nie nie dbamy? Badacze mózgu i psychologowie od wielu lat wskazują problemy wynikające ze zmiany stylu życia najmłodszych. Najpierw na kilka godzin zostają ukrzesłowione w szkolnych klasach, potem idą do domu, odrabiają lekcje i siadają do komputerów i telewizorów. Coraz rzadziej wychodzą na podwórka, coraz rzadziej mogą się swobodnie bawić z rówieśnikami. Manfred Spitzer w swoich kolejnych książkach przekonuje, że zbyt wczesny i zbyt intensywny kontakt z nowymi technologiami jest szkodliwy dla dzieci, głównie ze względu na to, czego dzieci siedzące przed jakimś monitorem nie robią. Nie biegają po podwórku, nie grają w piłkę, nie jeżdżą na rowerze, nie kłócą i nie godzą się z rówieśnikami. A media uwodzą i wciągają. Nawet dorośli często nie potrafią stawiać sobie rozsądnych granic.

Do argumentów podawanych przez Spitzera i licznych psychologów, dochodzą nowe, formułowane przez okulistów. Badania prowadzone na całym świecie pokazują, że coraz więcej dzieci cierpi na krótkowzroczność. Przykładowo w Seulu problem z widzeniem na odległość ma już ponad 96% dziewiętnastolatków. W Chinach 60 lat temu krótkowzroczność diagnozowano u co dziesiątej osoby, dziś u dziewięciu na dziesięć. Autorka artykułu „Wada mroku” Irena Cieślińska (Wysokie Obcasy 25 czerwca 2016, str. 36-37) wyjaśnia, że nie jest to tylko problem kosmetyczny. Nieprawidłowy kształt gałki ocznej powoduje, że soczewka nie skupia światła na siatkówce, ale przed nią. Prowadzi to do wielu poważnych komplikacji (zaćma, jaskra, odwarstwienie siatkówki). Okuliści szacują, że nawet połowa osób dotkniętych dużą krótkowzrocznością pod koniec życia straci wzrok.

Przyczyn lawinowo rosnącej liczby osób mających problemy z widzeniem na odległość długo upatrywano w czytaniu książek i oglądaniu telewizji. Jednak ostatnie badania prowadzone przez australijskich badaczy z National University w Canberze wskazują, że przyczyną problemów z widzeniem jest niedostateczna ilość światła. Badacze doszli do wniosku, że aby oczy mogły się prawidłowo rozwijać, dzieci powinny przynajmniej 3 godziny dziennie spędzać na dworze. Co ciekawe, światło powinno mieć natężeniu około 10 tysięcy luksów. Autorka artykułu podaje, że w bardzo dobrze oświetlonym biurze, czy szkolnej klasie natężenie światła wynosi około 500 luksów. Badania przytoczone przez Carla Honore, autora książki „Pod presją” pokazują, że dzieci w Europie Zachodniej w USA i Kanadzie coraz mniej czasu spędzają na świeżym powietrzu. W Stanach Zjednoczonych najtrudniejsza jest sytuacja dzieci z zamożnych rodzin, które trzy razy częściej cierpią na depresje niż ich rówieśnicy (Carl Honore, Pod presją, Warszawa 2011, str. 15).

Czy przytaczane przez okulistów argumenty mogą skłonić osoby zarządzające edukacją do postulowanych od wielu lat przez licznych reformatorów oświaty zmian? Czy będą argumentem na rzecz odkrzesłowienia uczniów? Dlaczego uważamy, że dzieci najlepiej uczą się z książek lub słuchając nauczycieli, siedząc w ławkach? Odpowiedź jest prosta, bo tak jest wygodniej dla nas dorosłych. Czy dziś, wiedząc, że pozbawianie dzieci ruchu i zamykanie ich w szkolnych pomeszczeniach, prowadzi do kłopotów ze wzrokiem, będziemy umieli wprowadzić postulowane od stuleci zmiany? Czy osoby zarządzające edukacją przeznaczą pieniądze na przyszkolne ogrody i wiaty warsztatowe? Czy szkoły otworzą się na świat? Czy nasze dzieci będą mogły w ciągu godzin spędzonych w szkole, zaspokoić swoją potrzebę ruchu, uczyć się z pomocą wszystkich zmysłów, czy ich oczy będą miały kontakt z odpowiednią ilością światła?

W szkołach stworzonych przez dorosłych i zaspokajających potrzeby dorosłych usadzenie dzieci w szkolnych ławkach i kładzenie nacisku na dyscyplinę, jest logicznym rozwiązaniem. Jednak szkoły, których celem jest dbanie o dobro uczniów i tworzenie środowiska wspierającego ich rozwój, powinny funkcjonować inaczej. Wielozmysłowe, postulowane już w XVIII w. przez Johanna Heinricha Pestalozziego w XXI w. nie powinno być traktowane jak innowacja. Ograniczanie szkolnej nauki do kanału werbalnego powoduje, że wiele dzieci w szkole nie może rozwijać swoich talentów.

Dlaczego nasze dzieci nie poznają roślin, czy owadów w przyszkolnym ogrodzie, na łące czy w lesie? Dlaczego większość szkolnego dnia spędzają ukrzesłowieone i zamknięte w klasie? Dlaczego ograniczamy im ruch, świeże powietrze i ilość światła? Dlaczego stworzyliśmy programy, które wszystko uczniom narzucają, nie pozostawiają ani miejsca, ani czasu na ich zainteresowania? Dlaczego w szkołach niejako programowo wyłączyliśmy ciekawość poznawczą, choć dziś już wiemy, że motywacja poznawcza jest jej pochodną? A przecież można by poszukać kompromisu między opracowanymi przez ekspertów podstawami programowymi (70%) i zainteresowaniami uczniów (30%). Szkoły mogą przecież funkcjonować inaczej. Ale jeśli nie widzi się problemu, to nie można go rozwiązać.

Czy kolejne twarde argumenty mogą spowodować, że zaczniemy zmieniać szkoły w taki sposób, by wspierały rozwój dzieci i młodzieży i nie prowadziły do chorób i zaburzeń? Czy jesteśmy skłonni odejść od wygodnego dla nas dorosłych modelu, formatującego uczniów zgodnie z naszymi wyobrażeniami i potrzebami? Czy wiedząc, że prawidłowe widzenie wymaga (w Australii) trzech godzin dziennie spędzonych na świeżym powietrzu, będziemy skłonni otworzyć szkoły na świat, dobrze wyposażyć przyszkolne otoczenie i zadbać o odpowiednią dawkę ruchu?

Myśląc Korczakiem:

Dostrzeżenie potrzeb dzieci wymaga wrażliwości i otwartości, o którą upominał się Janusz Korczak. Wrażliwość na potrzeby słabszych jest miarą naszego człowieczeństwa. Dzieci nie mogą upomnieć się o swoje prawa, dlatego wciąż ignorujemy ich potrzeby, obłudnie twierdząc, że to wszystko robimy dla ich dobra.

 


* * *
 

 

 O autorce:
Marzena Żylińska  

Marzena Żylińska

Zajmuje się metodyką i neuropedagogiką. Jest wykładowcą NKJO W Toruniu, studiów podyplomowych WSG "Neurodydaktyka z tutoringiem", prowadzi blog "Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce". W licznych publikacjach popularyzuje neurodydaktykę jako interdyscyplinarną dziedzinę nauki, opartą na badaniach mózgu, która stawia sobie za cel stworzenie nowych koncepcji pedagogicznych i inicjuje poszukiwanie przyjaznego mózgowi systemu edukacyjnego. Autorka książek "Postkomunikatywna dydaktyka języków obcych w dobie technologii informacyjnych" oraz "Neurodydaktyka". Jej celem jest stworzenie modelu szkoły, w której uczniowie będą mogli w pełni wykorzystać swój potencjał i rozwijać talenty.

 

Teskt ukazał się pierwotnie na blogu autorki w serwisie www.budzacasieszkola.pl

budząca się szkoła

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej