Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


A może by tak... wyrzucić komputery ze szkół?

Tomasz Małkowski, 15 Listopad 14 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

Jak to?! – oburzycie się Państwo. – Przecież świat komputerami stoi! MEN wydał dziesiątki milionów złotych na program „Cyfrowa Szkoła”, do 2020 roku planuje nań przeznaczyć, bagatela, 4,3 miliarda (co i tak nie wystarczy), w 2015 roku pojawi się w szkołach kilkadziesiąt e-podręczników...
 

Entuzjaści cyfryzacji komputeryzują szkoły na potęgę, wygłaszając przy tym maksymy w rodzaju: "Od szerszego wykorzystywania w szkołach technologii nie da się uciec, jeśli myślimy o uczniu w centrum procesów nauczania i zwiększaniu jego motywacji do nauki" (prawda, że piękne zdanie?). Wtóruje im podsekretarz stanu w MEN: "Program ["Cyfrowa Szkoła"] obudził w szkołach, nauczycielach, dzieciach i rodzicach wiele wartości dodanych" (też niczego sobie zdanko: program obudził, w dodatku obudził wartości dodane – cóż to, u licha? – kogo wreszcie ma na myśli pani wiceminister, mówiąc o szkołach, skoro jednym tchem wymienia też nauczycieli i dzieci?).

Porzucam drobne złośliwości; już niedługo zmyślna aplikacja wygładzi każde przemówienie. Technologia to przyszłość. Czemu więc chcę zawracać kijem Wisłę?

Nie chcę, wziąłem Państwa pod włos. Ale tylko trochę. Powiedzmy: pod włosek. Przeniesiemy się teraz bowiem do Doliny Krzemowej w Kalifornii. Niezorientowanym wyjaśniam: jest to amerykańskie, a zarazem światowe centrum badawczo-przemysłowe tzw. wysokich technologii (hi-tec). Mieszczą się tam główne ośrodki takich firm jak Apple, Ebay, Google, Hewlett-Packard, Intel, Pixar, Yahoo itd.

Nie będziemy jednak krążyć po niezliczonych instytutach badawczych Doliny Krzemowej. Zajrzymy raczej do szkoły, do której posyłają swoje dzieci niektórzy z najwybitniejszych (i najlepiej zarabiających) informatyków świata.
 
W szkole tej nie znajdziemy ani jednego... komputera czy tabletu. Są natomiast zwykłe tablice, kreda, zeszyty, papierowe podręczniki i encyklopedie na półkach.

Uczniowie poznają ułamki, krojąc jabłka na cząstki. Uprawiają szkolny ogród, a także... robią skarpety na drutach. Zdaniem nauczycieli czynność ta służy nauce odwzorowywania oraz rozwiązywania problemów, rozwija umiejętności matematyczne i koordynację ruchową.

Tak wygląda szkoła waldorfska w Los Altos, jedna z trzech takich szkół w Dolinie Krzemowej[1]. Jej założenia opierają się na pedagogice twórcy antropozofii, Rudolfa Steinera. I choć poglądy Steinera nie wszystkim przypadną do gustu (mnie na przykład nie), to warto zadać sobie pytanie: dlaczego trzy czwarte uczniów szkoły w Los Altos stanowią dzieci komputerowych maniaków, którzy chcą płacić 20 500 dolarów rocznie za szkołę podstawową i 27 800 dolarów za średnią właśnie dlatego, że nie ma w nich komputerów? (Edukacja państwowa na poziomie podstawowym i średnim jest w USA bezpłatna).

Szkoła waldorfska uczy przez działanie: zabawę, grę na instrumentach, sadzenie roślin, wystawianie sztuk teatralnych, rzeźbienie... Stara się zafascynować uczniów prawdziwym, nie wirtualnym światem. Kładzie nacisk na rozwiązywanie problemów, kontakty międzyludzkie, rozwój osobowości – a nie na kształcenie umiejętności potrzebnych akurat na rynku pracy. Przecież ten gwałtownie się zmienia; co zrobi 40-latek, którego umiejętności przestaną być potrzebne?

Nauczyciele z Los Altos uważają, że ich wychowankowie poradzą sobie z taką sytuacją. Zdaniem rodziców o jakości szkoły decyduje zaangażowanie ze strony nauczycieli – i to wybitnych nauczycieli, którzy nawiązują kontakt z dziećmi i prowadzą ciekawe lekcje. Po co się spieszyć z informatyką? Jeden z ojców wyjaśnia: "W Google i wszystkich innych firmach robimy odmóżdżoną technologię, tak łatwą w użyciu, jak się tylko da. Nie wiem, czemu dzieciaki nie miałyby jej rozpracować, kiedy podrosną".
 
Trudno powiedzieć, jak uczniowie tej szkoły wypadliby w testach PISA, ponieważ nie biorą w nich udziału (nauczyciele nie przygotowują uczniów do rozwiązywania testów). Weźmy zatem kraj przodujący w testowych rankingach: Finlandię. Od kilku lat ciągną do niej pielgrzymki nauczycieli z całego świata, by zrozumieć: jak Finowie to zrobili?

Amerykanie byli nieco rozczarowani. "Największą niespodzianką w szkołach Finlandii jest brak technologii. «Nie widziałem ani jednego ucznia z laptopem»" – stwierdził uczestnik amerykańskiej delegacji.[2] W szkołach są co prawda komputery, ale to nie one zadecydowały o sukcesie fińskiej edukacji (o czym jeszcze napiszę).

Wróćmy nad Wisłę. Nie jestem przeciwnikiem nowych technologii. Przeciwnie, korzystam z nich sam, korzystają moje dzieci. Niepokoi mnie jednak wiara w cudowne skutki cyfryzacji szkoły. Wiara – bo nie potwierdzają jej żadne rzetelne badania. Przeciwnie, coraz więcej naukowców zwraca uwagę na szkodliwość ślęczenia dzieci przed komputerem i słabą przyswajalność informacji wyświetlanej na monitorze.

Nie ukrywajmy: szkoły są wielkim rynkiem zbytu dla firm elektronicznych i informatycznych. Nic dziwnego, że pragną one "zwiększyć motywację ucznia do nauki" gadżetami hi-tec. Może jednak – zanim wydamy na nie miliardy złotych – zastanowimy się, ile i do czego ich tak naprawdę potrzebujemy?


PS. Wszystkim znającym choć trochę angielski gorąco polecam 17-minutowy film o szkole w Los Altos – jako inspirację do własnej refleksji nad celem, sensem i sposobami nauczania[3]. Jeśli ktoś woli krótszy i bezstronny materiał, znajdzie go w wiadomościach CBS[4].

 
 


 

* * *
 

 

 O autorze:
Tomasz Małkowski
fot. Jakub Swerpel
 

Tomasz Małkowski

Absolwent pedagogiki specjalnej na UG, od 1996 roku związany z Gdańskim Wydawnictem Oświatowym. Autor bądź współautor podręczników do historii dla szkół podstawowych i gimnazjów. Ma na koncie kilka powieści dla dzieci i dorosłych (te pisał już sam). Ojciec dwójki młodych ludzi. Chciałby – i to bardzo! – żeby polscy uczniowie lubili szkołę, odkrywali w niej świat, rozwijali talenty, stawiali pytania i znajdowali odpowiedzi. Ma wrażenie, że nie zawsze tak jest; zachodzi w głowę, co można by zmienić. Ze swej strony stara się pisać ciekawe podręczniki, takie „do polubienia” przez uczniów i nauczycieli.

W wolnym czasie włóczy się po lesie, często z psem. Biega, bo lubi. Zimą morsuje z Sopockim Klubem Morsów (zbiórka w każdą niedzielę o 12.00 w budynku Zatoki Sztuki, wejście od strony plaży). Sporo czyta. Również pisze, w końcu to jego zawód. Jest wtedy sam jak palec (nawet radio mu przeszkadza). Dlatego w przerwach od pracy chętnie ucina sobie pogawędki z ludźmi. Ostatnio postanowił pisać bloga. Zobaczymy, jak mu to wyjdzie.

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego: http://blog.gwo.pl/pani-minister-sie-dziwi/

Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

Poznaliśmy laureatów I edycji ogólnopolskiego Konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 19 Lipiec 2021

Rusza konkurs "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 10 Maj 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej