Imię i nazwisko:
Adres email:

Poleć treść:


Dura lex sed lex. A może "Trudno i darmo"?

Ryszard Bieńkowski, 27 Wrzesień 18 Dodaj komentarz Wyślij Drukuj

„Trudno i darmo” napisał Witkacy na portrecie dziewczynki po tym, jak musiał go poprawić na życzenie niezadowolonej modelki. Za czasów moich studiów oryginał tego obrazu można było oglądać w Zamku Książąt Pomorskich w Słupsku. Wisiał razem z kartką przywołującą anegdotę o kapryśnej dziewczynce, której nie spodobał się styl malarza. Dziś przypomniały mi się te słowa w innym kontekście.
 

Otóż przeczytałem właśnie, że rodzice uczniów chwytają się za głowy i kipią z oburzenia na to, że w szkołach każe się im kupować dodatkowe zeszyty ćwiczeń, bo niespełna dwudziestopięciozłotowa dotacja nie wystarcza na komplet ćwiczeń do każdego przedmiotu. Jeden z tych oburzonych głosów brzmiał tak: „Do tej pory zeszyty były za darmo, a w tym roku okazuje się, że muszę zapłacić trzy pięćdziesiąt za zeszyt do plastyki i sześć osiemnaście za zeszyt do biologii”, a w komentarzu autora artykułu można było jeszcze przeczytać, że żądanie od rodziców pieniędzy na zakup ćwiczeń jest niezgodne z prawem.


Pierwszą rzeczą, nad którą się zastanowiłem, było to 3,50 zł za zeszyt ćwiczeń do plastyki. Co to musi być za zeszyt, skoro kosztuje tyle co lepszy pączek albo zwykła jagodzianka. Drugą – że komuś żal wydawać na edukację własnego dziecka tych paru złotych. No ale po chwili przyszła refleksja – miało być za darmo, więc może oburzenie rodzica jest słuszne? Przecież tak jest w ustawie. Co więcej – nie wolno wymagać od rodziców dokupowania zeszytów. Według ustawy narzędzia do ćwiczenia umiejętności, które będą potrzebne na późniejszym egzaminie, mają kosztować niecałe 25 złotych rocznie na wszystkie przedmioty. Dura lex sed lex. Więc z jakiej racji szkoła każe dokupować? Ma uczyć za darmo, więc trudno, niech się dostosuje.

Jak dla mnie są tu dwa rozchodzące się porządki. Albo dwie spolaryzowane postawy względem edukacji własnych dzieci. Jedna wygląda tak, że rodzic wie, że edukacja dzieci wymaga od niego własnego wkładu: czasu, pieniędzy, uwagi i wsparcia (i ten rodzic chętnie zgodzi się kupić dziecku dodatkową książkę, a nawet zrobi to sam, bez niczyjej sugestii). Druga zaś tak, że rodzic wymaga od innych, by jego dziecko zostało wyedukowane (i ten z kolei rodzic oburzy się na kwotę 3,50, którą będzie musiał dopłacić do edukacji dziecka).

To twarde prawo (o dotowaniu podręczników przez państwo i niewtrącaniu się obywateli – rodziców w wyposażenie biblioteki własnych dzieci) powstało tuż przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. I ten fakt tłumaczy jego kulawość. Jego rola nie polegała przecież na tym, żeby było przemyślane i dobre (błędy punktowało nawet biuro legislacyjne rządu), ale by pomogło w wygranej wyborczej. Co prawda nie pomogło, ale za to zostało do dziś.

No ale żeby tak nie marudzić – dzięki temu możemy spojrzeć na to prawo jak na ciekawostkę socjologiczną i na żywej materii przyjrzeć się mechanizmowi tworzenia alternatywnego obiegu przepisów. Bo szkoły sobie z tym poradziły, „załatwiły” (podobno to słowo jest trudno przetłumaczalne na inne języki i jest naszym rodzimym wkładem w językoznawstwo indoeuropejskie oraz lokalne życie społeczne) jakoś tę sprawę. Przecież zakupu dodatkowych ćwiczeń nie muszą dokonywać rodzice indywidualnie, ale może to zrobić na przykład Rada Rodziców ze składkowych pieniędzy, które można wydatkować z większą swobodą.
 

Jaki z tego wniosek? Ja mam taki – „darmowa” edukacja znieczula i demoralizuje obywateli, którzy często bywają kimś na kształt konsumentów systemu edukacji. Odbiera im poczucie odpowiedzialności za naukę swoich dzieci. Kończy się to tym, że za niepowodzenia szkolne odpowiadają inni – nauczyciele, szkoła, autorzy podręczników albo twórcy podstawy programowej. Ale nie oni – konsumenci, którym się coś tam według ustawy należy.


Czy coś się w tej kwestii zmieni? Akurat mamy okres przedwyborczy, więc pewnie kogoś skusi pomysł ulżenia rodzicom umęczonym edukacją swoich dzieci. Trzysta złotych na wyprawkę szkolną to może nie być ostatnie hasło tych wyborów.

Przykład co prawda z innej beczki, ale za to dający wyobrażenie o obszarach wyobraźni kandydatów na różne urzędy – jeden z takich kandydatów ogłosił pomysł rozszerzenia klas licealnych do 36 uczniów, żeby jak najwięcej młodzieży mogło się dostać w przyszłym roku do wymarzonej szkoły, kiedy zdublują się roczniki w pierwszej klasie. Jak to mówią, dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Kto by chciał uczyć w 36-osobowych klasach, palec do budki? Nauczyciele pewnie się nie zgłoszą, ale arytmetyka wyborcza jest prosta: x>y, gdzie „x” to liczba wyborców będących rodzicami, a „y” – liczba potencjalnych wyborców – nauczycieli.

Znowu okazuje się, że nikt wam nie da tyle, ile obieca polityk! Czuwaj.




* * *
 

 

 O autorze:
Ryszard Bieńkowski
fot. Jakub Swerpel
 

Ryszard Bieńkowski

Jest polonistą, choć sam nie ma pewności, dlaczego wybrał akurat te studia. Mógłby powiedzieć, że zawsze lubił czytać, ale by skłamał, bo książki docenił dopiero w szkole średniej. Z konieczności uczył się tam elektromechaniki, więc dla przyjemności musiał polubić co innego. Padło na literaturę. Duża w tym zasługa jego nauczycielki oraz kolegów, z którymi wymieniał się książkami. Widać z tego, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć czytać książki, ale trzeba uważać, bo nie wiadomo, dokąd to zaprowadzi.

Wiadomo natomiast, dlaczego na polonistyce wybrał specjalizację folklorystyczną, a potem zajął się poetyką pieśni ludowych. Stało się tak, ponieważ jest chłopem – z dziada pradziada. Od 20 lat związany jest z wydawnictwami edukacyjnymi, w których robił najróżniejsze rzeczy (długo by opowiadać). Sam też był wydawcą. Od czasu do czasu wykłada. W GWO zajmuje się pisywaniem – opisywaniem, wpisywaniem, dopisywaniem itd. Pisuje z różnych powodów, zwykle po to, żeby przybliżyć czytelnikom wydawane książki. Pisze też o czytaniu – razem z koleżanką i kolegą wymyślili i prowadzą grę promującą czytanie Między nami czytelnikami. Pisze więc o książkach i o czytaniu. Ma chłop całkiem przyjemną robotę, prawda?

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego

Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe

 

Aktualna ocena

0

Oceń
Podziel się
KOMENTARZE
Aktualnie brak komentarzy. Bądź pierwszy, wyraź swoją opinię

DODAJ KOMENTARZ
Zaloguj się albo Dodaj komentarz jako gość.

Dodaj komentarz:



ZOBACZ TAKŻE
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Koszty wychowania dzieci w Polsce 2019

Redakcja portalu 31 Maj 2019

Kolorowanki do kosza, czyli rozważania ostrożnego pedagoga

Jarosław Pytlak 30 Maj 2019

Polska edukacja w ocenie przedsiębiorców

Redakcja portalu 24 Maj 2019

Raport o finansowaniu oświaty w Polsce w latach 2004-2018

Redakcja portalu 23 Maj 2019

UNICEF: W Polsce zaledwie 39% dzieci rodziców o niskim statusie zawodowym deklaruje chęć dalszego kształcenia na poziomie wyższym

Redakcja portalu 22 Maj 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej