Imię i nazwisko:
Adres email:


Gdzie w tym wszystkim prawa dziecka?

Mówi się ostatnio dużo o Konwencji o Prawach Dziecka, buduje się nawet szkolne programy wychowawcze. Niektóre państwa, np. Szwecja, poszły dalej - opierając się na niej, stanowią prawa chroniące dzieci.


Można mieć na ten temat różne zdania, ale badania prowadzone niedawno na świecie wykazały, iż najmniej agresywne i grzeczne dzieci są właśnie w Szwecji. Zastanawiając się nad tym fenomenem i biorąc w swych założeniach pod uwagę nawet uwarunkowania klimatyczne uczeni doszli do wniosku, że powodem tego stanu rzeczy jest niestosowanie w rodzinach szwedzkich kar cielesnych. Znaczy to mniej więcej tyle, że brak agresji nie powoduje jej nawarstwienia i odreagowywania w przyszłości.

Oczywiście nasuwa się pytanie, jak jest w polskiej rodzinie? Jak żyje przeciętne małżeństwo, jakie warunki mają dzieci? Wszak wzorce wyniesione z domu i ta przysłowiowa nasiąknięta skorupka będą kiedyś tworzyć podwaliny nowej rodziny. Tradycja, tradycja nade wszystko: jak zwykł mawiać Tewie Mleczarz ze "Skrzypka na dachu".

Miałem niedawno przyjemność odwiedzenia kilku domów rodzin mieszkających na terenie mojej gminy. Nie wiem, czy tak jest w całym kraju i we wszystkich miejscowościach, ale zapewne podobne przypadki można spotkać wszędzie: i w dużym mieście, i w przysłowiowej zapadłej dziurze. Wyznacznikiem warunków mieszkaniowych i bytowych rodzin nie jest wcale zasobność portfela i salony, ale dbałość o porządek i pewne nadrzędne zasady, które wynosi się z domu rodzinnego.

W jednym z domostw dziewiętnastoletnia córka nie potrafiła podać mi liczby rodzeństwa i ich wieku. Gdy w końcu doliczyła się dziesięciorga, to jednak podczas konfrontacji z dowodem osobistym okazało się, że pomyliła się o jedno na niekorzyść. Oczywiście żadne z rodziców nie pracuje, a utrzymują się jedynie dzięki pomocy GOPS. Zapachy unoszące się w mieszkaniu wymagały używania non stop maski tlenowej z pochłaniaczami. Toaleta (jakże szumne określenie) sprawiała wrażenie niesprzątanej i nieodnawianej od czasów wczesnego Gierka.

Dzieci w wieku pogimnazjalnym nigdzie się nie uczą, ponieważ wiąże się to z opłatą za dojazdy i kupnem podręczników, tak przynajmniej twierdzi matka. Lepiej niech "dziewucha" siedzi w domu, większy z niej pożytek, niż kiedy chodzi do szkoły! Niedługo śladem niewiele starszej siostry będzie miała dzieci i "rodzinę", która jak Bóg da pomieści się z pozostałym rodzeństwem i nierodzeństwem w dwóch pokoikach ogrzewanych węglem. A jak Bóg dał dzieci, to i pewnie da na dzieci - w domyśle Boga musi zastąpić podatnik, czyli każdy z nas.

Inna rodzina - tylko trzyosobowa - zajmuje pokoik z kuchnią. Od trzech lat wiecznie trwa tam remont, a to oznacza totalny bałagan, meble piętrzące się w dziwnych stosach, jakieś nikomu niepotrzebne klamoty i smród nigdy niewietrzonego mieszkania z pozabijanymi oknami. Dzieci z problemami alergicznymi, więc to "krystaliczne powietrze" na pewno im służy. Oczywiście brakuje pieniędzy, gdyż tylko ojciec pracuje, ale mama odpala jednego papierosa od drugiego, nie przejmując się alergią i oszczędnościami. Dzieci odrabiają lekcje, siedząc w kucki, gdyż żadne z nich nie ma swojego kawałka kącika, a gdyby nawet jakaś litościwa dusza kupiła im biurko, to nie wiadomo, gdzie by można je było postawić w tym bałaganie. Remont to oczywiście pretekst, by nigdy nie sprzątać.

Dla kontrastu trzecia rodzina wielodzietna, bo jest tam sześcioro dzieci. Mieszkanie czyste, przytulne, każde dziecko ma swoje łóżko i swój kącik. Widać i zabawki, książeczki, przytulanki. Rodzinie się nie przelewa, gdyż pracuje tylko ojciec, a matka jest na urlopie wychowawczym. Dzieci mają na sobie czyste ubranka, ojciec bawi się z trójką najmłodszego rodzeństwa. Aż chce się pomóc takim osobom, choć nie wysuwają żadnych żądań mówiąc, że oni wszystko mają.

Wyobraźmy sobie teraz dzieci z tych wszystkich rodzin za lat kilkanaście, kiedy będą zakładały swoje własne rodziny: Jakie wzorce wyniosą z domów? Jak będą chowały własne dzieci? Co w takich przypadkach może szkoła i jak głęboko może wkroczyć? Wiem z doświadczenia, że w odniesieniu do większości patologii rzeczowe przedstawianie argumentów niewiele daje, nic też nie daje ukazanie jakiś ogólnych wzorców postępowania: jak żyć? Na ogół jest to postawa roszczeniowa typu: ja mam tyle dzieci i nie pracuję, więc mnie się należy! Należą się pieniądze z gminy, rzeczy materialne i żywnościowe od innych ludzi, wyposażenie dziecka do szkoły, drugie śniadanie i tak dalej. Do pracy za "parę złotych" to oni nie pójdą, bo to się nie opłaca. I tak koło się zamyka.

Inni, chociaż biedni, mają jednak swój honor. Starają się zaradzić kłopotom, stawiając na pierwszym miejscu dziecko i jego potrzeby. Wiedzą, że to co dziecko wyniesie z domu, choćby biednego w sferze materialnej, ale jakże bogatego w sferze uczuciowej, jest kapitałem, na którym można budować przyszłość.

I teraz, powiedzmy, szkoła zbudowała wspaniały program wychowawczy, w którego szczytnych zamierzeniach mają brać udział wszyscy uczniowie, nauczyciele, rodzice. Na ile jest realne zmienienie coś w mentalności tych ludzi? Na ile szkoła może ingerować w ich życie? W jednym z mieszkań pan i władca powiedział: Po co wy mi się tutaj wpychacie! To moje mieszkanie! I jak by powiedział stróż prawa: Ma rację, szkoła nie może ingerować w prywatne życie rodziny, chyba że dochodzi do zauważalnych patologii.

Koleżanka kiedyś zwróciła się z prośbą o pomoc do policji w sprawie dziecka z zaniedbanej rodziny. Pech chciał, iż tę prośbę napisała na papierze. Policja pojechała na interwencję i pokazała papier, na którym było stwierdzenie, że ojciec nadużywa alkoholu. Sprawa znalazła się w sądzie, ponieważ ojciec obruszył się, iż nie jest alkoholikiem. Że sobie czasem pociągnie z butelki i pośpi w rowie, to wcale nie musi znaczyć, że pije. Nie będę dalej opisywał tej historii, w końcu banalnej; pozostawiam wolne miejsce dla wyobraźni Czytelnika. Zresztą jak to jest, każdy widzi w telewizji; te sprawy ponadto toczą się w sądach latami. Jedno jest pewne: na drugi raz nauczycielka w obawie o wszczęcie przeciw niej sprawy sądowej już nie powie i nie napisze, że rodzic pije.

Sam próbowałem kiedyś poruszyć sprawę podejrzeń o wykorzystywanie seksualne w rodzinie. Pedagog i psycholog w poradni odmówili interwencji, ponieważ w ich opinii powinienem najpierw o swych podejrzeniach powiadomić policję. Kolejny "tatuś" wszystkim interesującym się sprawami "jego rodziny" groził wendetą z siekierą.

Gdzie w tym wszystkim dobro i prawo dziecka? Chyba tylko w Konwencji.



Krzysztof Zajdel

Wilkszyn
 

Wrzesień 2001
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Szkoły niepubliczne skrzywdzone? STO interweniuje w sprawie dotacji

Redakcja portalu 14 Wrzesień 2019

30 lat wolności - zapraszamy na konferencję dla nauczycieli!

Redakcja portalu 13 Wrzesień 2019

HFPC pyta Ministerstwo Edukacji Narodowej o sytuację uczniów z niepełnosprawnościami

Redakcja portalu 07 Wrzesień 2019

Startuje II edycja Konkursu #cojaczytam

Redakcja portalu 06 Wrzesień 2019

Narodowe Czytanie 2019

Redakcja portalu 05 Wrzesień 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej