Imię i nazwisko:
Adres email:


Skuteczność metod wychowania

W mojej praktyce zawodowej pracowałam kilka lat w grupie dzieci sześcioletnich; przez pewien czas w tzw. zerówce, a później, kiedy podjęłam pracę w zwykłym przedszkolu, dostałam grupę dzieci czteroletnich, z którymi przechodziłam coraz wyżej, aż osiągnęły dojrzałość szkolną.


 

Bez względu na to, w jakiej grupie wiekowej pracowałam, na początku roku szkolnego stawałam przed tymi samymi pytaniami: Jak powinnam się zachować, by zdobyć zaufanie dzieci? Co powinnam zrobić, żeby były zadowolone z przebywania ze mną? I w końcu, jakie zastosować metody wychowawcze, aby móc stwierdzić, że dzieci są radosne i szczęśliwe; że zaspokajam ich potrzeby psychiczne w wystarczającym stopniu; że realizuję ich oczekiwania i minimalizuję obawy, aby w końcu rozbudzić w nich w takim stopniu wrażliwość i aktywność, żeby same chciały wchodzić w życie pełne optymizmu, zainteresowań i zdrowego dystansu?

Po kilku latach pracy jestem pewna, że nie istnieje jednoznaczna odpowiedź na postawione wyżej pytania. Błędne jest rozważanie słusznych i niesłusznych metod wychowawczych. Teraz wiem, że pomimo iż pytania te wydają się proste i nieskomplikowane - to pozór. Pozór, który często nie pozwala nauczycielom na samodzielne poszukiwania, bo uwierzyli, że wszystko można wyczytać z książek i dopasować do dzieci. Nic nie da się dopasować! Należy się poruszać w świecie jednostkowych przemyśleń i często przeciwstawnych wniosków - każde dziecko jest indywidualnością!

Dlatego nie traktuję tego artykułu jako źródła jednoznacznych odpowiedzi na pytanie: Jakie metody wychowawcze należy stosować w pracy z dzieckiem? Jest to tylko próba refleksji konkretnej osoby - nauczyciela z ponaddziesięcioletnim stażem pracy - oparta na własnych doświadczeniach przeżytych wspólnie z dziećmi.

Już w samym pojęciu metody wychowawcze kryje się pewna arbitralność sądów, ponieważ w dzisiejszej dobie porównywania różnych teorii, poszukiwania coraz to lepszych rozwiązań dla każdego nauczyciela tak naprawdę są to (powinny być) osobiste doświadczenia. Staram się, aby dzieci nauczyły się indywidualnego spojrzenia, samodzielności w poszukiwaniu rozwiązań i podejmowaniu decyzji. Zmuszam je - i chyba nie muszę się obawiać tego stwierdzenia - do formułowania własnych sądów, do zadawania pytań i odnajdywania odpowiedzi.

Pragnę, aby przeżyły i doświadczyły tego, co przekazuję i by zdobyta wiedza pozwoliła im na budowanie własnej osobowości. Nie pretenduję do miana specjalisty, psychologa czy idealnego nauczyciela. Postaram się tylko podać kilka pomysłów, które pozwoliły dzieciom stać się wrażliwymi. A jeśli będziemy mieli wrażliwe dzieci, łatwiej będzie można pokonać ewentualne problemy wychowawcze.

Mówiąc o metodach wychowawczych, dostrzegam nierozerwalny związek między nimi a osobowością nauczyciela. I jestem pewna, że każdy nauczyciel będzie bardziej usatysfakcjonowany, jeśli będzie nad sobą i swoimi kontaktami z dziećmi nieustannie pracował.

Pozwolę sobie przytoczyć kilka wytycznych, które mnie pomogły w stosowaniu "metod wychowawczych", a jednocześnie wzbogaciły moją osobowość. Są to:

  • umiejętność słuchania,
  • wytrwałość,
  • wyciąganie wniosków z porażek,
  • niedopuszczanie do rutyny,
  • wzajemny szacunek,
  • rozumienie empatyczne,
  • akceptacja każdego dziecka,
  • zgodność z samym sobą,
  • szczerość i otwartość,
  • równowaga emocjonalna,
  • kultura.

Każdy z nas popełnia błędy i nie bójmy się tego. Wychowanie bez błędów jest mitem. Jesteśmy ludźmi i mamy do nich prawo. Ważne, abyśmy potrafili wyciągać z nich wnioski. Do wymienionych wyżej czynników osobowości nauczyciela wspomagających metody wychowawcze dołączę jeszcze facylitację, czyli pomoc w rozwoju, gdyż jest ona najbardziej skuteczna wtedy, gdy nauczyciel posiada wyżej wymienione cechy w możliwie dużym stopniu. Jeżeli nauczyciel ujawni w relacji z dzieckiem wymienione postawy, to mają szansę zaistnieć warunki sprzyjające zmianom w zachowaniu dziecka.

Myślę, ze nie będzie przesady w stwierdzeniu, iż w pracy nauczyciela punktem wyjścia powinna być znajomość Konwencji o Prawach Dziecka. Mnie osobiście bardzo to pomogło w stosowaniu metod wychowawczych. W każdej sytuacji pamiętam, że dziecko jest osobą posiadającą godność i osobowość właśnie jako dziecko, a nie dlatego, że jest zadatkiem na dorosłego człowieka (A. Łopatka).

Już od pierwszego dnia pobytu dzieci starszych w przedszkolu staram się, aby same ustaliły normy i zasady zachowania się w grupie. Przewodzi nam cel: wolno robić wszystko, byle tylko nie zagrażać zdrowiu i bezpieczeństwu własnemu i innych dzieci. Być może jest to kontrowersyjne, ale proszę mi wierzyć, że dzieci same potrafią postawić logiczne tezy i dowieść ich słuszności. W odpowiedzi na stawiane pytania organizują coś w rodzaju burzy mózgów - dzieci same dyskutują, odrzucają pewne wnioski i wspólnie wyciągają właściwe. Niezbędny jest oczywiście nauczyciel, aby umiejętnie kierować, doradzać i pobudzać do dalszych dyskusji. Wydaje się to niemożliwe na poziomie dzieci 5-6-letnich? Proszę spróbować!

Od samego początku wprowadzam dzieci w świat wyobraźni poprzez treningi autogenne. Treść wymyślam sama, dopasowując ją do aktualnych potrzeb dzieci. Pomagają mi one wyzwolić w dzieciach pożądane postawy oraz zaspokoić ich potrzeby psychiczne. Treść swoich treningów układam na podstawie treningu Schultza, dobieram odpowiednią muzykę i obserwuję, jak dzieci doznają spokoju i bezpieczeństwa; doprowadzam do rozładowania napięć i konfliktów między dziećmi.

Zaobserwowałam, że po kilku takich próbach dzieci same proszą o jakieś opowiadanie, w którym udało im się zidentyfikować z bohaterem. Pomocne okazują się także jedno-, dwuminutowe ćwiczenia jogi. Na tych zajęciach pracujemy nad osiągnięciem samoświadomości ciała i umysłu ducha... Po to, by znaleźć w sobie ciszę. Joga jest wspaniałym sposobem na rozluźnienie ciała i zrelaksowanie się, ponadto w twórczy sposób wykorzystuje fantazję. Może być skuteczna w rozwiązywaniu specyficznych problemów, z którymi spotykamy się na co dzień. Może uspokoić dziecko nerwowe i ożywić znudzone. Najważniejsze jednak jest to, że dzieci lubią te zabawy, chętnie biorą w nich udział, zarówno kiedy organizuje je nauczyciel, jak i w czasie samodzielnych zabaw.

W sytuacjach konfliktowych zawsze proponuję, aby dzieci same starały się znaleźć rozwiązanie, wcześniej dokładnie ich wysłuchując. Dbam, aby znalazły rozwiązanie  swego problemu, ale jednocześnie nie oceniam, nie moralizuję, nie podaję gotowych recept. Jeśli dzieci nie potrafią same sobie poradzić, proszę o uwagę pozostałe (nie odrywając ich od indywidualnych zajęć), krótko nakreślam problem i proszę o propozycje rozwiązań. Z różnych punktów sali słychać podpowiedzi. Zainteresowani wybierają najkorzystniejsze dla siebie. To jest możliwe! Nigdy też nie zakładam, że wszystko wiem - nikt z nas nie wie wszystkiego, a dzieci cenią umiejętność przyznania się do niewiedzy - szanują to. Ale nigdy też nie pozostaję obojętna ani nie pozwalam, aby coś, co było ważne dla dzieci, zostało przeoczone.

Jest też oczywiste, że każdy z nas ma gorsze i lepsze dni. Szanujemy to wzajemnie. Nie ma nic złego w przyznaniu się dzieciom do kłopotów z chorym psem, z bolącą głową czy trudnym egzaminem - one to rozumieją, przeżywają to razem z nami i same kontrolują swoje zachowanie, kiedy powierzymy im jakąś tajemnicę.

W każdej grupie znajdzie się też dziecko hiperaktywne. Nie chciałabym uogólniać, ale sądzę że zdarza się to często. Co wtedy? Przede wszystkim musimy pamiętać, że jest to takie samo dziecko jak każde inne, ma te same potrzeby i nie wolno nam go karcić ani karać obojętnością. Moim zadaniem nie jest udzielenie odpowiedzi na pytanie, jak postępować z dzieckiem hiperaktywnym. Jest wiele literatury specjalistycznej na ten temat, a my musimy przede wszystkim pamiętać, aby przez wnikliwą obserwację właściwie ocenić potrzeby dziecka i tym samym go nie skrzywdzić. W całej naszej pracy wychowawczej jest niezbędne bezwzględne porozumienie w atmosferze bezwarunkowej akceptacji. Pozytywne emanowanie osobowości nauczyciela daje gwarancję, że stosowane przez niego metody wychowawcze zakończą się sukcesem.

Nasza praca może być łatwiejsza, dawać dużo satysfakcji i zadowolenia pod warunkiem, że sami będziemy ekstrawertywni, spontaniczni i autentyczni. Sama doznałam niejednokrotnie miłego uczucia, kiedy to empirycznie stwierdziłam, że moja praca nie poszła na marne, gdy - wydawałoby się - małe dzieci potrafiły mnie zaskoczyć i zaszokować dojrzałymi wnioskami. A im bardziej będziemy świadomi tego, co robimy, tym częściej dzieci będą nas pozytywnie zaskakiwać. Nasze metody wychowawcze będą zaś skuteczne, jeśli zaakceptują je dzieci. Akceptację możemy uzyskać dzięki własnej postawie i chyba nie wolno nam zapomnieć o tym, o czym często powtarzał na swoich zajęciach ze studentami, w audycjach radiowych i publikacjach prof. Moroz: "Nie ma złych uczniów, są tylko źli nauczyciele".



Dorota Witek
Przedszkole nr 30 w Sosnowcu


 

Październik 2001
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Szkoły niepubliczne skrzywdzone? STO interweniuje w sprawie dotacji

Redakcja portalu 14 Wrzesień 2019

30 lat wolności - zapraszamy na konferencję dla nauczycieli!

Redakcja portalu 13 Wrzesień 2019

HFPC pyta Ministerstwo Edukacji Narodowej o sytuację uczniów z niepełnosprawnościami

Redakcja portalu 07 Wrzesień 2019

Startuje II edycja Konkursu #cojaczytam

Redakcja portalu 06 Wrzesień 2019

Narodowe Czytanie 2019

Redakcja portalu 05 Wrzesień 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej