Imię i nazwisko:
Adres email:


Pokolenie polskich cyborgów?

Niedawno prowadziłem warsztaty z nauczycielami sztuki (muzyka + plastyka), których tematem była integracja treści humanistycznych. Mówiliśmy o naszych doświadczeniach w przełamywaniu barier programowych pomiędzy muzyką, plastyką, historią i językiem polskim.


 

Dzieląc się swoimi doświadczeniami, prezentowałem zebranym sprawdzone formy pracy, podpowiadałem, jakich należałoby się trzymać zasad, żeby integracja mogła stanowić rzeczywistą wartość dla uczniów, a zarazem nie stała się kagańcem dla nauczyciela. Grupa pracowała doskonale, nauczyciele bardzo chętnie włączali się do zajęć wymagających niejednokrotnie wykazania się inwencją i odwagą twórczą. Jednak zarówno podczas pierwszego, jak i drugiego dnia zajęć wybuchały dyskusje, w trakcie których podważano sens integracji międzyprzedmiotowej.

Początkowo nie mogłem zrozumieć, czemu na kursie poświęconym właśnie integracji międzyprzedmiotowej znalazło się tak wiele osób wątpiących w jej sens. W końcu pojąłem, że większość nauczycieli sztuki początkowo utożsamiała integrację wyłącznie z połączeniem przedmiotów muzyka i plastyka. Zrozumiałem w pełni, o co chodzi moim rozmówcom, gdy dowiedziałem się, że w wielu szkołach dyrektorzy przydzielają nauczycielom muzyki i plastyki po.... pół godziny tygodniowo. Już nie dziwiłem się słowom: "Pańskie propozycje są ciekawe, ale ja i tak nie będę mogła ich zweryfikować w praktyce".

Integrację międzyprzedmiotową, wypisaną na sztandarze reformy przez jej twórców i teoretyków zdążyło przekląć wielu nauczycieli muzyki i plastyki, zmuszonych do prowadzenia przedmiotu sztuka bez uprzedniego przygotowania. Całkowicie rozumiem frustracje nauczycieli, z którymi miałem okazję wymieniać poglądy dotyczące reformy. Postuluję, żeby urzędnikowi odpowiedzialnemu za przydzielenie na nauczanie sztuki jednej godziny tygodniowo (!) przyznać tytuł "Autora Największej Bzdury Pedagogicznej". Jestem przekonany, że gdyby nie ta absurdalna decyzja, to każdy twórczy nauczyciel sztuki, nie odbywszy nawet specjalnych kursów dokształcających, mógłby po kilku latach prób i błędów osiągnąć satysfakcjonujące go wyniki pracy: radość uczniów z wiedzy i umiejętności zdobytych na zajęciach.

Ja też od siedemnastu lat z powodzeniem uczę muzyki, mimo że nie mam dyplomu ukończenia choćby podstawowej szkoły muzycznej, a jedynie tytuł magistra nauczania początkowego. Jednak przez te wszystkie lata pracy miałem zawsze, zarówno w mojej pierwszej, jeszcze peerelowskiej szkole, jak i wszystkich późniejszych już szkołach niepublicznych do dyspozycji dwie godziny tygodniowo w klasach I-VI na samą muzykę. Liczbą dwóch godzin tygodniowo w każdej klasie (podstawowej i gimnazjum) dysponuje nauczyciel plastyki, z którym współpracuję w szkole Gedanensis. Razem daje to uczniom i nam, nauczycielom, po cztery godziny sztuki w klasach szkoły podstawowej i po trzy godziny w gimnazjum. Mamy czas na samokształcenie, wymagające między innymi prób, eksperymentów. Tak jest u nas, w szkole niepublicznej.

Tymczasem w większości polskich szkół założenia programowe przedmiotu sztuka opublikowane przez MEN (cele edukacyjne, zadania szkoły, treści, osiągnięcia uczniów nie wypełniają nawet... jednej strony) po raz kolejny stanowią zbiór pobożnych życzeń, których nie ma kiedy zrealizować. Właściwie uczniowie nie mają po co kupować podręczników, zwłaszcza tych z napisem "Reforma", nie ma bowiem szans na wykorzystanie choćby w połowie treści w nich zawartych. Zostaliśmy skazani na to, że Polakom Beethoven będzie się kojarzył wyłącznie z filmowym psem bernardynem, a wybitne dzieła muzyczne z reklamówkami w telewizji bądź z sygnałami płynącymi z telefonu komórkowego. Nasza "przyszłość narodu" dumnie wkroczy do Europy otumaniona programem Big Brother, odurzona kolejnymi odcinkami entej głupiej telenoweli, wypełniona pop cornem i coca colą z multikina!

 

Jednak pogłębianie, przepraszam za wyrażenie, schamienia i ubóstwa duchowego naszego społeczeństwa to tylko uboczny problem. Psychologowie, socjologowie i lekarze od lat biją na alarm, wskazując na wzrost pijaństwa i narkomanii wśród młodzieży, a także na liczne załamania nerwowe nastolatków oraz wszechobecną agresję.

Julian Aleksandrowicz już w 1981 r. zwracał uwagę na to, co dzisiaj widzą już wszyscy: Wyraźnie nasiliły się u nas w ostatnich latach alkoholizm, chuligaństwo, przestępczość nieletnich. Wzrosła również liczba ludzi określanych mianem znerwicowanych, sfrustrowanych, rozładowujących napięcia w działaniach niszczycielskich i bezsensownych, które wyzwalają urazy psychiczne u ludzi normalnych.

Zjawiska te są wytworem naszych czasów, napiętnowanych zagrożeniem, nasyconych chaosem. Współczesny człowiek jest często nie tylko nieszczęśliwy, bezradny wobec rzeczywistości, ma świadomość braku perspektyw na poprawę sytuacji, ale też równie często bywa samolubny, wrogo nastawiony do innych ludzi, z którymi nie potrafi lub nie chce się porozumieć.

Gdy dorośli są od rana do nocy zajęci pogonią za pieniądzem, to najbardziej odbija się to na dzieciach. Zaspokojenie potrzeby miłości jest jednym z niezbędnych warunków prawidłowego rozwoju. Niestety, atmosfera wytwarzana w rodzinach przez wciąż spieszących się, sfrustrowanych dorosłych na pewno nie sprzyja temu. Wraz z zanikiem rodzinnych więzi uczuciowych ludzie tracą zdolności współodczuwania czy choćby wzajemnego zrozumienia.

 

Wydawać by się mogło, że gdy rodzice zapominają o obowiązku zapewnienia dziecku właściwych warunków do rozwoju, inicjatywę powinna przejąć szkoła. Taką nadzieję dawała lektura publikacji zatytułowanej "Reforma systemu edukacji", w której dostrzeżono wreszcie to, co mnie od lat w polskiej szkole przytłaczało, a mianowicie "przerost dydaktyki wypierającej myślenie o wychowaniu". Wśród priorytetów wychowawczych znalazła się "personalizacja życia w rodzinie, grupie koleżeńskiej, w szerszej społeczności".

Autorzy w wielu miejscach podkreślają konieczność rozwijania u podopiecznych umiejętności współdziałania, porozumiewania się, promowania twórczej aktywności. Ku mojemu ukontentowaniu został też zamieszczony akapit mówiący, iż do zadań szkoły należy między innymi "stwarzanie warunków do rozwoju wyobraźni, fantazji oraz ekspresji plastycznej, muzycznej i ruchowej".

Cóż, praktyka pokazała, że deklaracje minęły się z rzeczywistością. Do polskich szkół wprawdzie wkroczyły informatyka i język angielski, połączono kilka przedmiotów w jeden o nazwie przyroda oraz drugi, który górnolotnie nazwano sztuką, wprowadzono oceny opisowe do nauczania początkowego, ale co poza tym? Nauczyciele w dalszym ciągu dziewięćdziesiąt dziewięć procent czasu poświęcają na szlifowanie intelektu ucznia (wchłaniania ogromnej masy materiału, według zasady "trzech Z": zakuj - zdaj - zapomnij), dziedziny zaś szczególnie predestynowane do rozwoju sfery emocjonalnej młodego człowieka zostały okrojone przez biurokratów do skandalicznego wymiaru - jednej godziny tygodniowo w szkole podstawowej, nie wspominając o gimnazjach i liceach - tam jest jeszcze gorzej!

Nasi reformatorzy dali nam wyraźny sygnał, że idea nowego wychowania głosząca konieczność oparcia nauczania na twórczej aktywności dziecka jest według nich bez sensu i została wyrzucona do kosza. Im właśnie dedykuję słowa Herberta Reada z 1976 roku: Rozwój artystyczny dziecka załamuje się około jedenastego roku życia, dlatego że w tym okresie sztuka jest narażona na ataki ze wszystkich stron; wypierają ją przede wszystkim logiczne przedmioty nauczania - arytmetyka i geometria, fizyka i chemia, historia i geografia, a nawet literatura, taka, jakiej naucza się w szkołach. Wypiera się sztukę nie tylko z programu nauczania, lecz także z psychiki dziecka. Rośnie cena, którą płacimy za to wypaczanie psychiki dzieci i młodzieży: cywilizacja brzydkich przedmiotów i nieszczęśliwych istot ludzkich, chorób umysłowych i konfliktów rodzinnych (...).

Ekspresja twórcza jest wspaniałym sposobem na konstruktywne rozładowanie nawet najbardziej negatywnych emocji: uwalnia je i obiektywizuje, pomagając w zachowaniu równowagi emocjonalnej. Zapobiega nagłym, niekontrolowanym wybuchom złości czy przemocy. Jest też jedną z naturalnych potrzeb psychicznych człowieka.

Ekspresja, o czym uczyłem się prawie dwadzieścia lat temu z książek takich psychologów, jak Reykowski, Tomaszewski, spełnia także ważną rolę w procesie komunikowania się jednostki z otoczeniem. Zdolność do posługiwania się językiem emocji w dużym stopniu warunkuje rozwój społeczny człowieka: Stopień emocjonalnej ekspresji ma istotny wpływ na charakter stosunków, jakie dana osoba nawiązuje z innymi. Nadmierne ograniczenie ekspresji sprawia, że człowiek postrzegany jest jako zimny, obojętny, lekceważący. W niektórych przypadkach takie postawy wzbudzają podziw i aprobatę - dość często jednak budzą niechęć i stwarzają przegrody między ludźmi (J. Reykowski 1974).Człowiek jest istotą społeczną, trudno mu żyć bez innych, bliskich mu ludzi. Bardzo ważne jest zatem, aby potrafił się z nimi komunikować. Sidney Jourard w artykule "Wybrane definicje zdrowej osobowości" przytacza myśl J. Ruescha, który uznał zdolność do komunikowania się za miernik zdrowia psychicznego: w wyniku obserwacji osób dotkniętych chorobami psychicznymi mógł stwierdzić, że lęk przed komunikacją narusza zdrowie psychiczne człowieka, prowadzi do coraz większej izolacji i usztywniania reakcji.

Znaczenie sztuki w procesie edukacji młodego pokolenia szczególnie trafnie i logicznie wyłożył Herbert Read. Podobnie jak Celestyn Freinet uważał, że dziecko powinno już od najmłodszych lat uczyć się żyć i pracować w grupie, rozwijać umiejętności porozumiewania się z innymi oraz zdolności współodczuwania. Podstawową funkcją sztuki było dla niego "wyrażanie uczucia i przekazywanie zrozumienia". Uznawszy, że wychowanie estetyczne może stanowić niebagatelną siłę integrującą zarówno w sensie jednostkowym, jak i społecznym, Read sformułował następujące zadania dla szkoły:

  1. zachowanie naturalnej intensywności wszystkich rodzajów percepcji i wrażeń,
  2. wzajemna koordynacja rodzajów percepcji i wrażeń oraz tychże ze środowiskiem,
  3. ekspresja uczucia w formie komunikatywnej,
  4. komunikatywna ekspresja różnych rodzajów psychicznego doświadczenia, które bez takiego uzewnętrznienia pozostałoby częściowo lub całkowicie nieuświadomione,
  5. kształcenie zdolności wyrażania myśli w trafnej formie.


Realizacji tych zadań mają służyć zajęcia, na których inspiruje się aktywność twórczą wychowanków. Projektowanie, muzyka i taniec, poezja i teatr, sztuka użytkowa - każda z tych technik wychowania estetycznego stanowi inną propozycję ekspresji oraz w odmienny sposób wpływa na rozwój wrażeń zmysłowych, intuicji, uczuć oraz logicznego myślenia. Ucząc operowania dźwiękiem, gestem i obrazem, angażujemy zmysły, kształcimy umiejętności logicznego myślenia, pamięć oraz wrażliwość. Znaczenie sztuki w koncepcji pedagogicznej Herberta Reada można podsumować w następujących punktach:

  • Ucząc dziecko skutecznego wyrażania siebie poprzez różne formy ekspresji, zapobiegamy tworzeniu się neurotyzmu. Im sprawniej, bardziej świadomie i bardziej różnorodnymi środkami wyrazu człowiek operuje, tym łatwiej jest mu rozładować emocje i tym chętniej nawiązuje on kontakty z otoczeniem. Umiejętność wyrażania myśli i uczuć daje poczucie bezpieczeństwa, a tym samym zachęca do samorozwoju.
  • Ćwiczenia w tworzeniu form artystycznych dostarczają estetycznych przeżyć, rozwijają wrażliwość i wyobraźnię, wewnętrznie wzbogacają jednostkę, która dzięki temu staje się bardziej otwarta na bodźce płynące z zewnątrz. Osoba wrażliwa na piękno potrafi dostrzec wszystkie jego przejawy w otaczającej rzeczywistości. Utrzymująca się ciekawość poznawcza, potrzeba zgłębienia nowych tajemnic i urody życia jest drogą do coraz lepszego rozumienia siebie i świata oraz ułatwia odszukanie własnego miejsca w społeczności. Postawa estetyczna jest zaprzeczeniem egocentryzmu, wyobcowania i destrukcji.
  • Zespołowe zajęcia twórcze (np. wspólny śpiew i gra na instrumentach) integrują grupę, wpływają na rozwój uczuć społecznych, sprzyjają doskonaleniu umiejętności współdziałania w grupie.


Wyrażając siebie przez język sztuki, dziecko uczy się operować symbolami i rozwija zdolność twórczego myślenia. Działania te pobudzają więc do rozwoju sferę intelektualną ucznia, dzięki czemu pomagają mu w osiąganiu lepszych wyników w nauce takich przedmiotów, jak matematyka, języki obce itp. Szkole powinno jednak zależeć nie tylko na produkowaniu kolejnych geniuszy, ale też, o ile nie przede wszystkim, na rozwijaniu umiejętności społecznych i zdolności twórczych podopiecznych przez zachęcanie ich do różnych form ekspresji. Zajęcia artystyczne, muzyczne, plastyczne czy teatralne dają uczniom szansę na wzbogacenie umiejętności wyrażania siebie o środki pozawerbalne.

Należy też pamiętać, że sztuka to wspaniały relaks, odpoczynek po pracy. Umiejętnie prowadzone zajęcia artystyczne mogą, podobnie jak lekcje wychowania fizycznego, znakomicie odprężyć uczniów po ciężkiej klasówce i zwiększają ich sprawność intelektualną na następnej lekcji. Gdy dorosną, być może też będą potrafili w chwili zmęczenia sięgnąć po instrument, pędzel, napisać wiersz lub pójść na dobry koncert czy wystawę, zamiast wpatrywać się tępym wzrokiem w ekran telewizora, oszałamiać się kolejnym drinkiem lub pobudzać do życia kolejną dawką amfetaminy. To znaczy: byłaby taka szansa, gdyby nie zarządzenie oszczędnego urzędnika MEN.

Inny problem to jakość zajęć artystycznych w naszych szkołach. Chciałoby się zadać pytanie: Czy wyższe szkoły muzyczne i akademie sztuk pięknych rozpoczną realizację programu kształcenia przyszłych nauczycieli przedmiotu sztuka? I jeszcze jedno: Czy wreszcie "działalność muzyczna" uczniów nie będzie ograniczana do życiorysów sławnych kompozytorów i sprawdzianów ze znajomości słów piosenek oraz czy nasze dzieci przestaną mówić, że nie potrafią malować, bo zawsze dostają trójki i czwórki za swoje prace? Cóż, jest to temat na całkiem inny artykuł.



Mirosław Brzana
Podstawowa Szkoła Niepubliczna Gedanensis w Gdańsku
 

Listopad/Grudzień 2001
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Szkoły niepubliczne skrzywdzone? STO interweniuje w sprawie dotacji

Redakcja portalu 14 Wrzesień 2019

30 lat wolności - zapraszamy na konferencję dla nauczycieli!

Redakcja portalu 13 Wrzesień 2019

HFPC pyta Ministerstwo Edukacji Narodowej o sytuację uczniów z niepełnosprawnościami

Redakcja portalu 07 Wrzesień 2019

Startuje II edycja Konkursu #cojaczytam

Redakcja portalu 06 Wrzesień 2019

Narodowe Czytanie 2019

Redakcja portalu 05 Wrzesień 2019


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej