Szóstka po reformie
Kolejne pokolenia dzieci i młodzieży frustrowały się marzeniami na jawie i snami, z których jasno i wyraźnie wynikało, że to gwiazdka z nieba szybciej mrugnie do uczniaka niż szóstka wpadnie w dziennik jego klasy.
Uczeń:
- wylatuje nad poziomy,
- urywa łeb hydrze,
- dusi centaury,
- piekłu wydziera ofiarę,
a nawet:
- sięga, gdzie wzrok nie sięga,
- łamie, czego rozum nie złamie,
- do nieba idzie po laury...
Tak zapewne, gdyby mu teraz los nadarzył uczyć w ubogiej szkółce na rubieżach, precyzowałby wymagania edukacyjne profesor kowieński, niejaki Adam Mickiewicz, pragnąc zadośćuczynić wymaganiom stawianym przez ministra Handkego nauczycielom edukującym polską dziatwę. Przyjrzawszy się im bliżej, pobliski nadzór pedagogiczny (nie wiedzieć czemu nadal tak brzydko zwany, bo wszak nie nadzorcą, ale przyjacielem zbłąkanego pedagoga będący) wytknąłby mu jednak niedouctwo metodologiczne. Wymagania bowiem, na pozór, jak te przez ducha reformy wymagane: zoperacjonalizowane (wszak operacje owe bujna wyobraźnia tworzy na poczekaniu), mierzalne (zdusi w pełni i skutecznie, w dodatku programowo i przemyślnie, a nie tymczasowo, częściowo czy "na raty"), obserwowalne (ba, wręcz widowiskowe: urywa łeb, wydziera piekłu, idzie do nieba), jasno sprecyzowane, upodmiotowione, a jakże... Tylko czy akuratnie? możliwe do osiągnięcia? wykonalne? odpowiednie? realne?
Ty nad poziomy wylatuj...
...do tej pory mogli usłyszeć w szkole ci, którym zamarzyła się szóstka - owa miss, co przed kilkoma laty weszła na udeptaną ziemię polskiej szkoły w glorii i chwale, przy wtórze fanfar i zachwytów nad jej niepoślednią urodą, ta sama, która mimo upływu lat spospolitować się nie dała tak dalece, że nawet najwięksi optymiści zapomnieli, jak wygląda. Czym prędzej obwarowano ją bowiem lepiej niż niejedną fortecę. Broniły jej przed uczniem przepisy wykonawcze, "rejtanem" leżeli i rodzice, i sami nauczyciele, skutecznie tworząc mit wyjątkowości, unikatowości, efemerydy... Kolejne pokolenia dzieci i młodzieży frustrowały się marzeniami na jawie i snami, z których jasno i wyraźnie wynikało, że to gwiazdka z nieba szybciej mrugnie do uczniaka niż szóstka wpadnie w dziennik jego klasy.
Sam sobie sterem, okrętem, żeglarzem?
Bo też czego on nie musiał... Olimpiady, konkursy, zawody... Pot z czoła, nos w książkę, ręce w małdrzyk... Dla laurów, splendorów, zaszczytów... Dla szkoły, dla rodziców, czasami dla siebie... Dla szóstki! I tak oto w majestacie prawa popełniano wykroczenie przeciwko tyleż logice, co dobrym obyczajom, stawiając przed uczniem wymagania wykraczające poza szkolne programy. Przy czym w równej mierze nagradzając za samokształcenie, dobre geny, zapobiegliwość rodziców, ingerencję Opatrzności, spektakularność działań, co za efekt społecznie niewątpliwie użytecznej pracy z nauczycielem na lekcji i poza nią. W dodatku nagradzano nie tyle systematycznie, motywująco, wspierająco, co okazjonalnie, świątecznie, dorywczo i "dla przykładu", bo na semestr lub - jakkolwiek dziwacznie by to zabrzmiało - "końcoworocznie".
Dodaj mi skrzydła...
Ten, kto nizał paciorki wiedzy mozolnie i żmudnie, w pełni sprostał założonej w programie treści kształcenia, ale nie zaistniał na "gościnnych występach", na ocenę celującą szanse miał niewielkie i zazwyczaj musiał poprzestać na piątce. Inaczej z tym, który nie tylko snuł swe ponadprogramowe "wykraczające wypustki", zgłębiając tajniki skakania dalej niż inni, dowiadując się wszystkiego o Busterze Keatonie, poznając żony kolejnych Piastów czy licząc całki oznaczone, ale i umiał swe wiadomości dobrze sprzedać.
Pierwszego z nich umieśćmy na planecie Szkoła, drugiego sytuując na orbicie tej planety (Szkoła-bis) - choćby po to, by orbitując w eterycznej przestrzeni wiedzy wyższej, łatwiej sięgał po gwiazdy.
Wdzieraj się na wyżyny, choć droga stroma i śliska - łam, czego rozum nie złamie - duś centaury - do niebios sięgaj po laury!... Ale jednocześnie: szanuj oko i szkiełko mędrców, jak najczęściej posługuj się cyrklem, wagą i miarą...
W jakiś czas po wieszczu powtórzył to, to i owo dodając, Bolesław Prus. W swej Odzie do młodości przestrzegał: ...a nade wszystko, zanim poruszysz z posad ziemię, jak najstaranniej zbadaj nie tylko swoje siły w stosunku do zamiarów, ale i swoje środki wykonawcze, i okoliczności współczesne twoim działaniom...
Czytając najnowsze rozporządzenie MEN o ocenianiu uczniów, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jego twórcom styl myślenia naszego pozytywisty nie był obcy. Oto bowiem ascetyczny paragraf dokumentu prezentuje nam sześciostopniową skalę ocen (1 - 6) - i basta... Żadnych tłumaczeń, co też autor miał na myśli, ani śladu obwarowań, fortów czy fosy. Zupełny brak napomnień, by z szóstką ostrożnie, bo to dla orłów. Nawet zapachu cudowności zabrakło... Niejeden onegdaj nim odurzony ze smutkiem westchnie więc, a może i obruszy się nawet: zbadać siły w stosunku do zamiarów, poznać środki wykonawcze i okoliczności towarzyszące działaniom - jakież to pragmatyczne! Ale równocześnie, jakie realne i osiągalne, jak bardzo systemowe i projektotwórcze... Taki wróbel w garści, zamiast gołębia... na dachu. Może i nie tak atrakcyjny, może bardziej szary i pospolity, ale przynajmniej, odmiennie niż mrzonka, dający się złapać...
Razem, przyjaciele!
O tym, ile i za co - mają zdecydować nauczyciele. To oni, wspólnie budując wewnątrzszkolny system oceniania, stworzą standardy, dzięki którym jasno i wyraźnie sprecyzują, jakie osiągnięcia ucznia nagrodzą szóstką. Dobrze by się jednak stało, gdyby czytając ministerialny dokument, brali pod uwagę to, co widzą dziś, a nie, co prześwituje spod niegdysiejszych śniegów. Wszak, co nie zabronione, to dozwolone! Szóstka też! Otwórzmy ocenie celujący drzwi do szkół, przestańmy traktować ją jak cudowne medium nawiedzające z rzadka nasze progi. Od kilku miesięcy to nic innego, jak najwyższa nota za osiągnięcia w zakresie wymagań ponadpodstawowych, a nie szkolne "wykroczenie", niechby tylko poza program.
Warto więc, nim się nie zagnieździły na dobre, usunąć w próżnię zapomnienia takie jak te zapisy, które, niestety, tu i ówdzie ozdobiły szkolne dokumenty o ocenianiu:
- Ocenę 6 można przyznać za wykonanie nieobowiązkowych, dodatkowych zadań.
- Na ocenę celującą zasługuje uczeń spełniający wymagania wykraczające.
- Uczeń na ocenę celującą powinien wykazać się wiedzą i umiejętnościami znacząco wykraczającymi poza program nauczania danego przedmiotu.
- Uczeń celujący to ten, który bierze udział w konkursach przedmiotowych bądź reprezentuje szkołę na zewnątrz w innych dziedzinach aktywności społecznej.
A co z naszym uczniem, orbitującym na pierwszym z rysunków po to, by osiągnąć najwyższy stopień szkolnego sukcesu? Osiągnie go - i to łatwiej, jako że nauczyciel, o logiko, sprawdzi i oceni jedynie to, co sprawdzić i ocenić może i powinien. Trafnie, obiektywnie i rzetelnie! Tym wszystkim, którzy - dodatkowo - pasjonują się kinem moralnego niepokoju, językiem starochińskim, rachunkiem różniczkowym, życiem płciowym stonki czy break dancem, pozostaną gorące pochwały. A te, sądząc po jakże obficie produkowanych w szkołach różnorakich kartach obserwacji poczynań ucznia, będzie gdzie wpisywać... W dodatku warto to czynić. Wszak zapał tworzy cudy...
Zofia Lisiecka
Białystok
Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Redakcja portalu 23 Sierpień 2021
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana
~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21
Ku reformie szkół średnich - część I
~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14