Imię i nazwisko:
Adres email:


Uczniowie o nauczycielach. Kto ma władzę, ten ma rację



Dla zorientowania się, jak młodzież szkół średnich postrzega swoich wychowawców, przeprowadziłam sondaż wśród dwadzieściorga uczniów różnych liceów w Gdańsku. Omówię te wypowiedzi, które, według mnie, najlepiej oddają istotę relacji uczeń wychowawca.


Na pytanie: "Czy lubisz swego wychowawcę?" tylko dwoje uczniów odpowiedziało twierdząco. Dziewczyna lubi swą wychowawczynię - nauczycielkę języka polskiego, chłopak swego wychowawcę - nauczyciela WF. Wśród osiemnastu pozostałych pojawiały się wypowiedzi, które wyrażały obojętność (cztery): "Nie wiem", "Wszystko mi jedno", "Jest mi obojętne", "Nigdy się nad tym nie zastanawiałem", a także stwierdzenia: "Nie cierpię", "Nienawidzę".

Pytani o przyczyny takich odczuć uczniowie pisali: "Nie obchodzę go", "Jestem tylko numerem w dzienniku", "Ciągle się mnie czepia", "Ciągle pokazuje mi, że jest lepszy ode mnie", "Nigdy mi nie wierzyła". Dwoje uczniów lubi swych wychowawców bo: "Mogę z nią rozmawiać o wszystkim", "Nigdy nie odmówiła mi pomocy", "Można z nim konie kraść".

Swojej antypatii uczniowie nie okazują wychowawcy dlatego, że: "Tylko bym stracił", "Nie widzę potrzeby", "Przecież nauczyciel ma zawsze rację", "Nie okazuje się ludziom, że ich się nie lubi", "On sam wie, że go nie lubimy".

Dwójka, która lubi swych wychowawców, okazuje im to tak: "Uczę się polskiego, robię wszystko, żeby umilić Pani jej szkolne życie", "Żartuję z nim, ale wiem, ile mogę", "Gdy mówi, że mam coś zrobić, robię to".

Na pytanie: "Czy wychowawca poświęca ci wystarczająco dużo czasu?" dziewiętnaście osób odpowiedziało: "nie". W tym dziewczyna, która lubi swą wychowawczynię polonistkę. Napisała ona: "Chciałabym więcej". Wśród pozostałych osób trzynaście przy odpowiedzi zaznaczyło, że nie chciałyby, aby nielubiany wychowawca miał dla nich więcej czasu. Jeden z uczniów napisał: "I tak za dużo, żeby mi udowadniać, że jestem dno".

Spytałam także uczniów, o czym chcieliby i o czym nie chcieliby rozmawiać ze swym wychowawcą. Konsekwencją negatywnego nastawienia uczniów wobec wychowawcy było to, iż tych osiemnastu nie chce "w ogóle" rozmawiać, "Jak najmniej", "Tylko o tym, o czym muszę".

Cała osiemnastka przyjęła z aprobatą sytuację, w której wychowawcą byłby ktoś, kto nie ma wymienionych przez poszczególnych uczniów złych cech wychowawcy. Piszą: "Nie muszę rozmawiać, ważne żebym chciał i żeby wychowawca też chciał", "Myślę, że gdybym lubił swego wychowawcę, chciałbym z nim rozmawiać", "Taki, co by się nie mądrzył, tylko spytał w czym problem", "Chciałbym mieć zaufanie do wychowawcy".

Dwójka lubiąca swych wychowawców pisze, że chcą rozmawiać i to robią. Dziewczyna rozmawia "…o wszystkim - no, może nie o moich bardzo osobistych sprawach", chłopak - o kobietach (!), "Mogę z nim rozmawiać o wszystkim". Ci, nielubiący swych wychowawców, nie chcą z nimi jeździć na wycieczki, chodzić do teatru, do kina. Wyjaśniają to w prosty sposób: "Mam lepsze towarzystwo", "Chcę być z tymi, których ja lubię i oni mnie lubią".

Na pytanie o cechy złego wychowawcy osiemnastu uczniów podaje te same, za które wychowawcy nie lubi. Pozostałych dwoje pisze o niedotrzymaniu słowa przez nauczycieli czy nieliczeniu się z uczniem, myśli więc podobnie.

Dobry wychowawca: "Widzi, że numer pięć to też człowiek", "Chce mi pomagać", "Nie pokazuje, że ma zawsze rację", "Nie czepia się bez przerwy", "Można z nim podyskutować". Dla owych osiemnastu uczniów cechy dobrego wychowawcy to po prostu zaprzeczenie cech złych. Pozostałe dwie osoby piszą ponadto o pewnych konkretnych działaniach nauczyciela jako dobrego wychowawcy: "Daje mi różne książki do czytania, potem o nich rozmawiamy", "Chodzimy razem na mecze, zaprasza nas do klubu, w którym trenował".

Uczniowie nie widzą możliwości swego oddziaływania na wychowawców tak, by postawa nauczycieli zmieniła się na bardziej akceptowaną przez młodzież. W wypowiedziach licealistów pojawiały się następujące opinie: "Jego już nic nie zmieni", "Próbowaliśmy, ale kto ma władzę, ten ma rację", "Nie wiem, jak to zrobić", "Lepiej zmienić szkołę".

Świadomie, celowo przytoczyłam tak wiele uczniowskich wypowiedzi. Myślę, że w ten sposób bardziej czytelne stało się, jakie znaczenie ma dla ucznia szkoły średniej jego wychowawca. Grupa przypadkowych dwudziestu licealistów nie jest reprezentatywna dla badań naukowych, ale jest ona w moim odczuciu sygnałem ostrzegawczym, że w szkole średniej nie docenia się znaczenia wychowawczych relacji uczniów z nauczycielami.

Niepokój budzi fakt, że na dwudziestu uczniów osiemnastu nie lubi swych wychowawców. W sferze życzeń pozostaje, by była to sytuacja sporadyczna w naszym systemie oświatowym. Większość uczniów postrzega swych wychowawców poprzez przedmiot, którego uczą, niemniej jednak powody, dla których lubią czy nie lubią, chcą czy nie chcą mieć z nimi bliższego kontaktu, określiłabym jako pozaprzedmiotowe. Ci, oceniający pozytywnie wychowawcę, widzą go jako człowieka życzliwego, komunikatywnego, odpowiedzialnego. Pozostali uczniowie postrzegają swego wychowawcę jako autokratę nie liczącego się z ich zdaniem. Odpowiedzi na pytania są swego rodzaju konsekwencją sympatii czy antypatii do wychowawcy. Za zrozumiałą uznać bowiem można chęć przebywania z kimś, kogo się lubi, a także niechęć do kontaktów z kimś, dla kogo niewiele się znaczy.

W tym miejscu nasunęła mi się refleksja dotycząca wypowiedzi dwojga uczniów, którzy lubią swych wychowawców. Dla dziewczyny jej wychowawczyni jest autorytetem, kimś, kogo podziwia i szanuje; dla chłopaka jego wychowawca partnerem, kumplem, "z którym można konie kraść". Sądzę, że zasłużenie sobie przez nauczycieli na taką opinię jest trudne. Płynne, łatwe do przekroczenia wydają się być granice zarówno pomiędzy partnerstwem a zbytnią poufałością, jak i pomiędzy tworzeniem przez nauczyciela własnego autorytetu wśród uczniów a autorytaryzmem.

Jednak wszyscy uczniowie wyrażają w swych wypowiedziach oczekiwanie i potrzebę takich postaw nauczycieli, które pozwoliłyby im dostrzec w nauczycielu człowieka. Wymagałoby to innego aniżeli istniejące spojrzenia na rolę nauczyciela - wychowawcy szkoły średniej. Nie chodzi o to, aby tak jak nauczyciel podstawówki pełnił funkcje opiekuńcze wobec swoich uczniów. Rzecz w tym, by traktował młodzież z życzliwością i zaufaniem, bądź choćby mniej autokratycznie. By był oprócz nauczyciela przedmiotu też wychowawcą, z którym uczniowie chcieliby się po prostu dogadać. Bo z takimi wychowawcami, jakich mają w tej chwili, uczniowie rozmawiać nie chcą.

Sądzę, że pytanie: "Dlaczego młodzież nie chce z nami rozmawiać?" postawione nauczycielom mogłoby być następnym krokiem w zrozumieniu tego zjawiska.


Anna Malenda

Uniwersytet Gdański

 

Wrzesień 1995
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej