Egzamin wstępny - jeśli tak, to jaki?
Ocena szkolna jako miernik wiedzy i umiejętności chyba od zawsze budzi wiele emocji. Ta, wyrażona stopniem, powszechnie stosowana w naszym szkolnictwie, niekiedy bywa zastępowana opisem osiągnięć ucznia, różnymi arkuszami rejestrującymi postępy i braki w wiedzy, umiejętnościach i ogólnym rozwoju dziecka.
Osobiście nie mam nic przeciwko ocenie w ujęciu tradycyjnym, pod warunkiem, że oceniający rozumie dobrze wszystkie funkcje oceny, jest sprawiedliwy i obiektywny oraz umie uświadomić uczniowi czego, kiedy i po co będzie odeń wymagał. Aprobuję też pomysły prowadzące do wyeliminowania szkolnego stopnia, zwłaszcza w przypadku zachowania, a także niektórych przedmiotów i poziomów nauczania.
Uważam jednak, że są pewne momenty w życiu szkolnym, kiedy ocena jest z różnych powodów niezbędna. Można ją zastąpić systemem punktów, ale końcowy efekt będzie taki sam. Wiedza i umiejętności młodego człowieka muszą być jakoś zmierzone. To, czy wynik będzie nazwany stopniem, czy liczbą uzyskanych punktów odniesioną do możliwych do uzyskania, nie stanowi chyba specjalnej różnicy.
Można wyeliminować ze szkoły podstawowej klasówki i odpytywania, zrezygnować z ocen i wręczyć absolwentom opisowe świadectwa ich dokonań, ale chcąc zacząć następny etap edukacji większość z nich stanie w obliczu konieczności sprostania jakiejś próbie. W obecnej sytuacji oświatowej szkoły średnie nie mogą przyjąć każdego, kto się zgłosi. Aspiracje życiowe uczniów nie zawsze idą w parze z możliwościami, zdolnościami czy zainteresowaniami. W najgorszej sytuacji są małe ośrodki, w których jest tylko liceum ogólnokształcące i niezbyt atrakcyjne liceum zawodowe lub szkoła zasadnicza. Poziom szkół podstawowych jest bardzo różny i dla nikogo nie jest tajemnicą, że uczeń oceniony jako dobry w jednej szkole często nie dorównuje podobnie ocenionemu w innej.
Tak krytykowany egzamin umożliwia zatem szkole wybór tych, którzy okażą się dobrzy i sprostają stawianym im w ciągu nauki wymaganiom. W przypadku małej liczby kandydatów ma to niewielkie znaczenie, bo w końcowym efekcie przyjmowany jest każdy, kto jako tako zda. Gdy chętnych jest dużo, szkoła ma możliwość dokonania selekcji i przyjęcia najlepszych. I wtedy ważne staje się, jak ten egzamin będzie wyglądał, jakie zostaną na nim postawione wymagania, czyli jaką opinią cieszy się szkoła. I tak np. uczeń słaby, mający aspiracje uczenia się w liceum ogólnokształcącym, idzie do miasta X, bo tamtejsza szkoła ma niski poziom, każdy ją jakoś kończy, a uczeń bardzo dobry do miasta Y. Będzie dalej dojeżdżał lub mieszkał w internacie, bo jest tam liceum, które daje szansę kontynuowania nauki na studiach.
I tu, i tu jest egzamin, ale inaczej oceni się kandydatów, jeśli wszyscy okażą się słabi, inaczej - gdy wielu wykaże się wysokim poziomem wiedzy i umiejętności. Z tym wiąże się to, co nastąpi po czterech latach. Egzamin maturalny mający tak wielu przeciwników przestaje być miernikiem rzeczywistej wiedzy i umiejętności. Zdają go uczniowie w szkołach o niskim poziomie i zdają w szkołach, z których rekrutują się rokrocznie laureaci i uczestnicy olimpiad szczebla ogólnopolskiego.
Wydaje mi się, że ranga matury z roku na rok się obniża. Zaczyna się chyba dostosowywać zadania i wymagania maturalne do poziomu szkoły przeciętnej; a nie typu, jaki ona reprezentuje. Maturę w jednym województwie jest łatwiej zdać niż w innym, bo zadania maturalne są przygotowywane lokalnie. Jako polonistka przeglądam co rok tematy egzaminacyjne, konkursowe i maturalne z różnych województw. Bywa niekiedy tak, że absolwent VIII klasy startujący do liceum otrzymuje w jednym województwie zestaw składający się z tematów banalnie prostych, wymagających niewielkich umiejętności stylistyczno-kompozycyjnych i przeciętnego oczytania, a w innym serwuje mu się zestaw budowany chyba z myślą o słabszym maturzyście.
Podobnie jest z konkursami polonistycznymi dla szkół podstawowych i z maturą. Sądzę, że tematy powinny być jednakowe dla poszczególnych typów szkół w całym kraju, przynajmniej te maturalne, i układane nie tak, aby jakoś wybrnęli ci słabi, lecz by stopień ich trudności dostosowany był do rangi szkoły zwanej ogólnokształcącą. Mogłaby to robić co rok inna grupa osób, niekoniecznie zawsze z tego samego ośrodka. Zadania powinny mieć autora (zespół lub osobę), którego egzaminujący i egzaminowani poznaliby w chwili otwarcia koperty.
Jeśli już wiele liceów ogólnokształcących musi uczyć uczniów słabych, bo innych brak albo dlatego, że jest to jedyna szkoła średnia w mieście, to nie powinno być to równoznaczne z faktem, że muszą oni zdać maturę. Jeśli szkołę ukończą, to już i tak będzie dużo. Na wynik egzaminu maturalnego ciągle rzutują starania i wyniki ucznia uzyskiwane w ciągu czterech lat nauki w szkole. Nie bardzo przekonuje mnie podciąganie stopnia tylko dlatego, że ktoś był "takim pracowitym, sumiennym i aktywnym na lekcji dzieckiem". Żeby wszyscy byli zadowoleni i mieli spokojne sumienie, wystarczyłoby na świadectwie podać oceny końcowe i osobno oceny uzyskane na egzaminie maturalnym.
A dzisiaj bywa i tak, że uczeń chodzi cztery lata do liceum, uczy się "do matury" w czwartej klasie i bierze korepetycje, żeby zdać egzamin wstępny na studia. Szuka jeszcze niejednokrotnie takiej uczelni, w której będzie się od niego najmniej wymagać. Nie będzie startował na polonistykę w mieście X, bo tam jest egzamin z trzech przedmiotów. Pojedzie dużo dalej, bo dowiedział się, że na polonistykę w Y trzeba zdać tylko polski, a uczelnia udostępnia jeszcze pytania: około 80 z gramatyki i tyleż z literatury. Kogo na to stać, zapłaci za ich opracowanie, a potem się tego wykuje na pamięć. Jeśli i to zbyt trudna droga, można w ostatniej chwili zamiast polonistą postanowić zostać nauczycielem czegoś, na co WSP nie przeprowadzi wcale egzaminów. Może to i dobrze, że nasi maturzyści są tak wszechstronni i operatywni, ale ja jednak wolę spotkać później w szkole polonistę, który chciał nim zostać i nie było mu obojętne, co studiował. Wydaje mi się, że wielu uczniom i rodzicom również.
Uczelniom też chyba zależy, aby mieć studentów, którzy dokonali świadomego wyboru i aby wykształcić dobrych fachowców.
Jak wyselekcjonować tych najlepszych? Jak najrzetelniej sprawdzić ich wiedzę i umiejętności, a także i predyspozycje szczególnie przydatne w danej dziedzinie? Czy dotychczasowy sposób rekrutacji daje takie możliwości? Raczej nie, więc należałoby mu się przyjrzeć, wymienić doświadczenia i chyba w wielu przypadkach sporo zmienić.
Chciałabym jeszcze dodać, że zdający do jakiejkolwiek szkoły ma prawo wiedzieć, czego i w jakiej formie będzie się od niego na egzaminie wstępnym wymagać. Szkoła winna taki zakres wymagań opracować i udostępnić wszystkim zainteresowanym. Ale niech to będzie zakres wymagań, ogólne zagadnienia, spis lektur lub dodatkowych opracowań, a nie lista pytań egzaminacyjnych, bo odpowiedzi (i tylko tych konkretnych odpowiedzi!) większość kandydatów się nauczy, co w przypadku np. gramatyki, słabo opanowanej przez większość maturzystów, jest nieporozumieniem.
Grażyna Jańczyk
Poddębice
Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Redakcja portalu 23 Sierpień 2021
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana
~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21
Ku reformie szkół średnich - część I
~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14