Dziecko w konflikcie dorosłych
Od początku swego życia dziecko nawiązuje interakcje społeczne z innymi ludźmi, najpierw z osobą opiekuna (najczęściej bywa to własna, biologiczna matka), potem z osobami z najbliższego otoczenia.
Jakość pierwszej więzi z opiekunem decyduje o tym, jakie będą dalsze kontakty społeczne dziecka, czy będzie ono miało odwagę i kompetencje do poznawania nowych ludzi, przedmiotów, czy będzie samodzielnie wchodziło w nowe dla siebie sytuacje, czy też nie. To opiekun, wchodząc z dzieckiem w odpowiedni, bezpieczny i stabilny kontakt, daje mu owo podstawowe zaufanie do siebie, do innych ludzi, do świata w ogóle.
W większości rodzin dziecko od początku swego życia otoczone jest miłością i akceptacją najbliższych, przede wszystkim matki i ojca. Kontakty między rodzicami, ich wzajemne odnoszenie się do siebie - to wszystko staje się dla dziecka układem odniesienia dla wszystkich jego dalszych związków z innymi ludźmi - z dorosłymi i rówieśnikami. Jest to dla dziecka ważna społeczna "matryca".
Matka i ojciec to często osoby o bardzo różnych osobowościach, o różnym charakterze, o różnym doświadczeniu życiowym, i tym pozytywnym, i tym negatywnym. Te naturalne między nimi różnice mogą być specyficznym korzystnym posagiem wnoszonym do rodziny, źródłem jej bogactwa, ale bardzo często bywają obciążeniem, źródłem konfliktów. Różnice między ludźmi można bowiem traktować jako zachętę do poznawania czegoś innego, odmiennego, do uczenia się od siebie nawzajem, ale można też traktować jako nieprzekraczalną barierę. Z perspektywy dziecka ważne jest, by naturalne różnice między rodzicami nie zaburzały kontaktu między nimi nawzajem oraz między nimi a nim, by nie stawały się źródłem codziennych konfliktów. A dzieje się tak wtedy, gdy któreś z rodziców nie akceptuje swojego partnera - jego innego zdania na dany temat, innych przyzwyczajeń, poglądów, przekonań i gdy usiłuje je zmienić na podobne do własnych. Druga strona stawia opór i zaczyna powstawać sytuacja pełna napięć, niedomówień, nierzadko włączane jest w nią, jako strona dziecko. Zamiast negocjacji i prób wspólnego dochodzenia do rozwiązania problemu pojawiają się zachowania wymuszające siłą uznanie własnej racji. Dziecko bywa świadkiem takich utarczek, często oboje rodzice powołują się na jego dobro, wymuszają na nim określone zachowania wobec drugiej strony (np. matka oczekuje określonych zachowań dziecka wobec ojca i odwrotnie). A dziecko bywa najczęściej bezsilne, tym bardziej bezsilne i bezradne, im bardziej jest uczuciowo związane i z matką, i z ojcem.
Dziecko nie jest własnością żadnego z rodziców. Od początku życia jest KIMŚ; w toku kontaktów społecznych rozwija się jego osobowość, kształtuje charakter, gromadzą doświadczenia życiowe. Do prawidłowego rozwoju potrzebne mu są kontakty z różnymi ludźmi, dobrze jest więc, gdy matka i ojciec to różne typy ludzi, różne osobowości. Źle jednak, gdy te różne osoby zachowują się względem dziecka w sposób całkowicie sprzeczny ze sobą, nie uzgadniając najbardziej podstawowych kwestii związanych z jego wychowaniem. Linia rozwoju dziecka, to wszystko, czego uczy się ono w toku swojego życia, szczególnie w okresie dzieciństwa, jest ściśle powiązana z liniami rozwoju i matki, i ojca. Każde z nich pełni inną rolę w jego życiu, każde jest bardziej potrzebne w innym okresie życia. Od jakości ich własnego życia, tego, jak oni sami radzą sobie ze swoimi własnymi zadaniami życiowymi, zależy to, jakie środowisko wychowawcze potrafią stworzyć swojemu dziecku.
Jeżeli początek dzieciństwa dawał dziecku poczucie bezpieczeństwa i było ono emocjonalnie związane z obojgiem rodziców, to teraz, gdy między rodzicami pojawiają się nieporozumienia, dziecko przeżywa konflikt. Z jednej strony jest emocjonalnie związane z obojgiem rodziców i każdego z nich potrzebuje, aby mogło się prawidłowo rozwijać, a z drugiej strony spostrzega rozdźwięk między nimi. Inaczej mówiąc, jest konflikt między postrzeganiem rodziców, jako potrzebnych razem, a postrzeganiem matki i ojca, jako oddzielnych, skłóconych, często wyraźnie objawiających silne negatywne uczucia względem siebie, graniczące z nienawiścią.
Z punktu widzenia dorosłych - męża i żony - te negatywne uczucia, nienawiść, brak zaufania do siebie, poczucie krzywdy itd. są naturalnymi konsekwencjami istniejącego między nimi, być może od początku ich związku, nieporozumienia. Ich zachowania deprecjonujące partnera, okazujące mu swą niechęć, podważające jego kompetencje, niszczące emocjonalnie są konsekwencjami całego ciągu wzajemnie powiązanych przyczyn i skutków. W jakimś sensie dla osób uwikłanych w konflikt są normalne i naturalne. Nie są tak jednak odbierane przez dziecko. Jeżeli jeszcze rodzice starają się ukrywać przed dzieckiem istniejący między nimi konflikt, to stają się tym bardziej dla niego niezrozumiali i nieprzewidywalni w swych zachowaniach. Dziecko usiłuje zrozumieć, co się dzieje, ale dysponuje niewieloma i to bardzo niespójnymi informacjami. Obserwuje rodziców raz jako prawie normalnie rozmawiających, to znów pałających do siebie nienawiścią, nierzadko widzi ich jak krzyczą na siebie, biją się, bardzo często pod wpływem alkoholu, albo też jak milczą, istnieją w domu obok siebie.
Stosunek do dziecka w trudnych momentach w życiu rodziny, w sytuacjach ostrych konfliktów między żoną i mężem to najlepszy sprawdzian ich poziomu dorosłości i odpowiedzialności. Wtedy też tak naprawdę dziecko przekonuje się, czy jest dla swych rodziców kimś ważnym. Czy jest przez nich akceptowane, czy też jest tylko przeszkodą w realizacji ich osobistych planów albo narzędziem, którego można użyć dla ich realizacji (np. by zdobyć większe mieszkanie, mieć więcej pieniędzy, pokazać drugiej stronie, kto więcej może).
Rozejście się rodziców to zawsze trudna sytuacja dla dziecka, tym trudniejsza, im mniej rozumie ono zachowania matki i ojca. Nie jest to związane tylko z wiekiem dziecka, ale także z tym, jak dalece rodzice są dostępni dziecku i jak dalece ich zachowanie jest dlań czytelne. Jeżeli rodzice podejmują decyzję o rozejściu się, to zwykle najpierw myślą o jak najszybszym uregulowaniu stosunków między sobą, o uregulowaniu spraw majątkowych i finansowych, a dopiero potem o dziecku.
Dlaczego nie dzieje się odwrotnie? Dlaczego najpierw nie myśli się o tym, jak będzie przebiegało życie dziecka po ich rozejściu się? Oni są dorośli, łatwiej ułożyć im życie od nowa, często mają już nowych partnerów, nie są sami, mają swoich znajomych, przyjaciół, swoje środowisko pracy. Dziecko im jest młodsze, tym bardziej zostaje samo. Przebieg jego życia zaczyna zależeć od decyzji podejmowanych poza nim, większość tych decyzji podejmowana jest rzekomo "w imię jego dobra".
Dorośli, podejmując decyzję odnośnie do dziecka, często powołują się na to, z kim ono samo chce być. Ale ono często po pobycie u matki chce być z matką, a po pobycie u ojca chce być z ojcem. Równie często po pobycie u któregoś z rodziców nie chce do niego wracać, woli być z drugim z rodziców. Jakie tu mamy dowody i na co? Często są to dowody świadczące o tym, iż rodzice manipulują dzieckiem, starają się być mili i opiekuńczy nie dla samego dziecka, ale mając na względzie własne cele. Trudno niekiedy osobie z zewnątrz ocenić, które z rodziców daje dziecku większe poczucie bezpieczeństwa i stabilności, które, choć może bardziej surowo, ale jednak bardziej konsekwentnie je wychowuje. Jest to jednak możliwe. Ważnym kryterium jest tutaj branie pod uwagę przez jednego z rodziców stosunku dziecka do drugiego z rodziców i liczenie się z tym, jaki jest to związek. Świadczy to o szanowaniu dziecka.
Rozwód to rozejście się męża i żony, to nie dziecko rozwodzi się ze swoimi rodzicami, ale oni ze sobą. Czy można jakoś ocalić więź, jaka nawiązała się przez lata wspólnego życia między dzieckiem a matką i dzieckiem a ojcem, gdy oni, dorośli, podejmują decyzję o oddzielnym życiu? Myślę, że można, choć jest to niezwykle trudne zadanie dla osób je podejmujących. Osoba z zewnątrz podejmująca się roli mediatora bierze na siebie zadanie przebudowania świadomości rozwodzących się osób, chce je bowiem skłonić do myślenia nie tylko w kategoriach własnego interesu (uwolnić się jak najszybciej od partnera), ale także w kategoriach interesu dziecka.
Dobrze byłoby, gdyby owo mediowanie w interesie dziecka miało swe bardziej formalne wsparcie, np. w postaci decyzji sądu. Gdyby można najpierw postawić pytanie: co z dzieckiem, a dopiero potem: kiedy i jak się rozchodzimy, na jakich warunkach? O dorosłych myślą oni sami, ich adwokaci, często biegli. Kto myśli o dziecku? Aby rozwiązać problem, nie wystarczy działalność Komitetów Obrony Praw Dziecka. Konieczna jest zmiana naszej mentalności. Dlaczego tyle mówimy o ochronie słabych, a pomagamy silniejszym? Pozostawiam te pytania otwartymi.
Kultura naszego społeczeństwa nie jest wysoka. Wśród rozwodzących się rodziców nie ma zbyt wielu takich, którzy sami najpierw pomyślą o dziecku, a potem o sobie. Wielu specjalistów jest bardzo zaangażowanych w rozstrzyganie tego, czy dziecko jest czy nie jest związane uczuciowo z rodzicami, czy pobyt u matki czy też u ojca będzie bardziej korzystny dla niego, jak często powinno ono przebywać z jednym z rodziców, jeżeli na stałe przebywa z drugim itp.
A może wysiłek tych wszystkich osób skierować najpierw na udzielenie pomocy rodzicom, aby mogli wspólnie ustalić, co po ich rozwodzie będzie się działo z dzieckiem? Czasami będzie to długi proces, ale może - jeżeli stanie się to warunkiem uzyskania rozwodu - obie strony staną się bardziej zainteresowane współdziałaniem ze sobą? Będą bardziej skłonne do kompromisów i poszukiwania rozwiązania najlepszego dla dziecka, a nie tylko dla samego siebie? Choć rozumiem, iż specjalistom też łatwiej diagnozować niż mediować. Granice ich własnej kompetencji są przecież ograniczone.
Anna Brzezińska
Instytut Psychologii, UAM
Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"
Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022
Redakcja portalu 23 Sierpień 2021
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci
Redakcja portalu 12 Sierpień 2021
Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana
~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21
Ku reformie szkół średnich - część I
~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14