Imię i nazwisko:
Adres email:


O nierzetelnych ocenach (1)



Problem tkwi nie w ocenianiu uczniów jako działaniu, które można lubić lub nie, które można kontynuować lub zaprzestać i które w żadnym przypadku nie powinno być stawiane na równi lub utożsamiane z karaniem, ale w jakości oceniania: czy jest ono rzetelne, czy tylko rzetelność pozoruje.


Można się było spodziewać, że stwierdzenie: Pedagogika stoi (…) przed dylematem nie z zakresu pedagogiki, ale statystyki. Albo w dalszym ciągu będzie uporczywie kłamać, że wszystkie oceny uczniów są prawdziwe, albo potraktuje oceny jako zwykle, obarczone błędami zmienne losowe, które podlegają oszacowaniu i prawom statystyki zbulwersuje nie tylko nauczycieli, ale przede wszystkim pedagogów, którzy na wyższych uczelniach oraz w placówkach badawczych zajmują się profesjonalnie teorią i badaniami pedagogicznymi. Można było oczekiwać, że do redakcji "Edukacji i Dialogu", w której opublikowałem swoje opinie na temat oceniania w numerze 3/95, napłynie cała rzeka listów polemizujących z tą tezą. Nikt z pedagogów jednak nie zaprotestował! Czyżby uważali, że pedagogika jako nauka z definicji kłamać nie może lub postawiony zarzut jest mało istotny i można go zignorować?

Szukając marcowego numeru "Edukacji i Dialogu" natrafiłem przypadkowo na artykuł "W poszukiwaniu teorii stopni szkolnych". Przytoczę z niego następujące stwierdzenia traktujące o rzetelności oceniania uczniów przez nauczycieli:

  1. Wydaje się, że wcześnie uzyskane (…) dowody nierzetelności ocen nauczycielskich skierowały uwagę badaczy na źródła wariancji błędu takich ocen, w tym na niekompetencje i uprzedzenia nauczycieli (…), a wysiłek twórczy wkładano, kolejno, w skale centylowe, standardowe i probabilistyczne, a więc konstrukcje dość dalekie od codziennej praktyki oceniania szkolnego.
  2. Najtrudniej wyjaśnić przypadki różnego oceniania tych samych osiągnięć jednego ucznia przez nauczyciela i to, jak bywa niekiedy, w krótkich przedziałach czasowych.
  3. Ponieważ skale stopni szkolnych są z definicji porządkowe, nie powinny być stosowane bez sprawdzenia, czy odpowiednia hierarchia osiągnięć istnieje w systemie dydaktycznym danego nauczyciela. Zaniedbanie tego warunku powoduje, że nauczyciele gubią się w ocenianiu lub wręcz je pozorują, a uczniowie mają poczucie niesprawiedliwości z ich strony.

Do opinii tych warto dołączyć jeszcze stanowisko przedstawione przez C. Freineta: W szkole tradycyjnej, w zasadzie, dziecko jest zawsze winne. Nauczyciel ma tendencje do szukania w pracach uczniów nie tego, co jest dobre, ale tego, co według niego jest karygodne.

Jeżeli powyższe opinie uznać za prawdziwe, to nasuwa się pytanie, w jakim celu są wystawiane stopnie szkolne? Komu i czemu mają służyć i dlaczego dzieci miałyby w nie wierzyć i uważać za prawdziwe, czego nie tylko oczekują, ale i wymagają od nich nauczyciele. Czy wymaganie, aby uczniowie uznawali za prawdziwe stopnie szkolne - jeżeli wiadomo, że są one obarczone błędami, a nawet nierzetelne - nie jest etycznie dwuznaczne, a nawet naganne?

I jeszcze jedno spostrzeżenie C.Freineta, z którym pozwolę sobie polemizować: Nikt, ani dziecko, ani dorosły nie lubi kontroli i kary, które zawsze odczuwa jako ujmę dla godności osobistej, szczególnie wtedy, gdy odbywa się publicznie. Zarówno w życiu dziecka, jak i dorosłego człowieka jest wiele różnych spraw i sytuacji, których się nie lubi. Ani nauczyciel nie lubi przygotowywać się do lekcji, ani uczeń odrabiać lekcji. Jest zawsze wiele innych, znacznie przyjemniejszych możliwości spędzania czasu!

Problem tkwi nie w ocenianiu uczniów jako działaniu, które można lubić lub nie, które można kontynuować lub zaprzestać i które w żadnym przypadku nie powinno być stawiane na równi lub utożsamiane z karaniem, ale w jakości oceniania: czy jest ono rzetelne, czy tylko rzetelność pozoruje.

Na podstawie własnych obserwacji najpierw ucznia, potem studenta i nauczyciela akademickiego uważam, że ocenianie szkolne jest w zasadzie, ale tylko w zasadzie, wiarygodne. Główna trudność i przyczyna wszelkich nieporozumień polega na tym, że stopień nierzetelności ocen szkolnych nie jest znany. Za nierzetelne można uważać tylko te oceny, które są wystawiane przez niedbałego nauczyciela lub nauczyciela, który z pełną świadomością wystawia inny stopień niż ten, na który uczeń zasługuje. Stopnie wystawiane przez sumiennych nauczycieli mogą, ale nie muszą być automatycznie stopniami prawdziwymi i wiarygodnymi.

Istnieje jeszcze jeden aspekt, który sprawia, że szkoła polska, mimo licznych i zawsze z fanfarami ogłaszanych reform oświatowych, jest w istocie szkołą tradycyjną. Nauczyciel w szkole polskiej może dzisiaj podobnie jak przed pięćdziesięciu laty zadać uczniowi niedostatecznemu odpowiednio proste pytanie, jeżeli z takich lub innych powodów zechce mu postawić stopień dostateczny czy mierny. Może też uczniowi dostatecznemu, dobremu, a nawet bardzo dobremu tak sformułować pytanie, aby wystawienie stopnia miernego, a nawet niedostatecznego wydawało się całkowicie "sprawiedliwe". Uczeń w szkole polskiej jest całkowicie zależny od nauczyciela w zakresie otrzymywanych przez siebie stopni.

Pozycja nauczyciela zależy natomiast od dyrektora i od administracji oświatowej, czyli tak zwanego nadzoru pedagogicznego. Administracja oświatowa może w stosunku do nauczycieli stosować takie same kryteria i metody oceniania, jakie nauczyciele stosują wobec uczniów. Nauczyciele w szkole polskiej są więc całkowicie zależni od administracji oświatowej, natomiast efekty ich pracy z uczniami mają praktycznie drugoplanowe znaczenie.

Polski system oświatowy zakłada, że wszystkie stopnie w skali ocen są w takim samym stopniu dostępne dla każdego ucznia. Nie jest to jednak prawda: stopień mierny lub niedostateczny bardzo słabego ucznia może być takim samym osiągnięciem, jak stopień bardzo dobry dobrego ucznia czy też szóstka wybitnie uzdolnionego ucznia. Stopień niedostateczny lub mierny często jest pretekstem do upokarzania i wymyślania słabym uczniom od leniów, osłów lub tumanów.

Ocena wiadomości i umiejętności prezentowanych przez ucznia nie powinna być utożsamiana z ocenianiem ucznia jako człowieka. O ile ocena wiadomości i umiejętności prezentowanych przez ucznia winna być pozostawiona w kompetencji nauczyciela, o tyle ocena samego ucznia, czyli tego, w jakim stopniu wykorzystuje on swoje zdolności, pracowitość i inne zalety, powinna być pozostawiona przede wszystkim samemu uczniowi i jego rodzicom. W ocenianiu ucznia jako człowieka nauczyciel powinien występować tylko w roli doradcy, a najlepiej powiernika - i ucznia, i jego rodziców.

Ocenianie wiadomości i umiejętności uczniów winno być dokonywane przez nauczyciela w taki sposób, aby otrzymywane przez uczniów stopnie były praktycznie niezależne od oceniającego nauczyciela. Propozycja takiego systemu oceniania została przedstawiona Ministerstwu Edukacji Narodowej już w 1986 roku. W systemie tym uczeń staje się niezależny od nauczyciela, a nauczyciel od administracji oświatowej. Zarówno od uczniów, jak i nauczycieli oczekuje się tylko wykazania się posiadanymi umiejętnościami. Ministerstwo Edukacji Narodowej może oczywiście opublikować posiadane przez siebie dane statystyczne o rzetelności i wiarygodności oceniania uczniów w szkołach polskich lub całość obszernej już korespondencji poświęconej temu problemowi. Czas jest kosztownym, ale i bardzo dobrym weryfikatorem słuszności stanowisk prezentowanych w każdej sprawie.

Albo w polskim systemie edukacyjnym dokona się gruntownej zmiany zasad oceniania pracy uczniów oraz pracy nauczycieli, z koniecznymi zmianami w zakresie organizacji nauczania i promowania uczniów, albo szkolnictwo polskie pozostanie nadal szkolnictwem tradycyjnym, z pozorowanym ocenianiem uczniów i nauczycieli, jak również z permanentnym redefiniowaniem tych samych zagadnień oraz pojęć i nadawaniem im odmiennego od dotychczasowego układu formalnego, do czego w istocie rzeczy sprowadzają się tak zwane reformy programów szkolnych. Dane o wartości i skutkach dokonanych zmian w programach szkolnych można znaleźć w sprawozdaniu z badań nad osiągnięciami absolwentów szkół podstawowych w latach 1985 i 1987.

Pedagodzy mają oczywiście prawo do wyrażania różnych opinii i konstruowania różnych teorii, ale tylko takich, których prawdziwość lub zasadność potrafią wykazać w losowo wybranych klasach szkolnych i przy przestrzeganiu podstawowych zasad statystyki.


Aleksander Janik

Kraków

Listopad 1995
REKLAMA
SPOŁECZNOŚĆ
KATEGORIE
NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Warszawska Liga Debatancka dla Szkół Podstawowych - trwa przyjmowanie zgłoszeń do kolejnej edycji

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

Trwa II. edycja konkursu "Pasjonująca lekcja religii"

Redakcja portalu 29 Czerwiec 2022

#UOKiKtestuje - tornistry

Redakcja portalu 23 Sierpień 2021

"Moralność pani Dulskiej" Gabrieli Zapolskiej lekturą jubileuszowej, dziesiątej odsłony Narodowego Czytania.

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021

RPO krytycznie o rządowym projekcie odpowiedzialności karnej dyrektorów szkół i placówek dla dzieci

Redakcja portalu 12 Sierpień 2021


OSTATNIE KOMENTARZE

Wychowanie w szkole, czyli naprawdę dobra zmiana

~ Staszek(Gość) z: http://www.parental.pl/ 03 Listopad 2016, 13:21

Ku reformie szkół średnich - część I

~ Blanka(Gość) z: http://www.kwadransakademicki.pl/ 03 Listopad 2016, 13:18

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:15

"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"

~ Gość 03 Listopad 2016, 13:14

Presja rodziców na dzieci - Wykład Margret Rasfeld

03 Listopad 2016, 13:09


Powrót do góry
logo_unii_europejskiej